Dziś historia tak smutna, że płakać to mało.
15-letnia dziewczyna chora na serce potrzebuje 3 milionów złotych, aby żyć. Operacji zagranicznej NFZ nie pokryje, bo kogo obchodzi polski chory obywatel? Czasem ludzie (pracujący, bo leniom jest wszystko jedno) zastanawiają się, gdzie podziewa się kasa ze składek na leczenie.
To ja wam powiem gdzie jest ta kasa, w następnym wpisie.
U lekarza pierwszego kontaktu pojawia się pacjent z chorymi zatokami. Lekarz leczy go 3 miesiące zmieniając antybiotyki. Trwa to od listopada do lutego.
Poprawy prawie nie ma, więc pacjent udaje się do laryngologa aby skończyć raz na zawsze z chorobą. Prywatnie - bo na NFZ czekałby pół roku.
Jest marzec.
Prywatny laryngolog widzi polip i zaleca jego usunięcie. Pacjent dzwoni do szpitali wykonujących ten zabieg i dowiaduje się, że owszem, polip mu usuną, ale za cztery lata. Jeśli za tydzień, to ta przyjemność kosztuje od trzech do dziewięciu tysięcy. Przy założeniu, że dziewięć tysięcy nie jest górną granicą, ponieważ nie wiadomo jak duży jest polip i jak umiejscowiony, zatem startujemy z poziomu trzech tysięcy ale generalnie to nie wiadomo.
W międzyczasie u pacjenta następuje wytrzeszcz oka - ni z tego ni z owego. Pacjent wraca do lekarza pierwszego kontaktu i dostaje skierowanie do szpitala.
Jest 4 kwietnia.
Jedziemy.
Szpital Bielański - rekomendowany dla tego obszaru mieszkańców. Po czterech godzinach od zarejestrowania, gdy obsłużone zostały TRZY osoby, w tym dwóch pijanych z rozbitymi pyskami, decydujemy się na ewakuację. Jest godzina 21, pani rejestratorka mówi, że nie odda nam skierowania, bo już zostało zarejestrowane i szluz. Nie odda i tyle, takie przepisy, pacjent teraz powinien tkwić na SOR do oporu, aż ktoś łaskawie zawróci sobie nim głowę. Decyduję, że niech sobie to skierowanie wsadzą, jedziemy do szpitala MSW na Wołoskiej. Dlatego tam, bo pracuje tam moja siostra. Na SORze właśnie. Na szczęście jest na dyżurze, bierze mojego pacjenta pod swoje skrzydła. W ciągu godziny człowiek jest zarejestrowany i ma zrobione badania krwi, ma też skierowanie do laryngologa bo akurat tu jest dyżur laryngologiczny dla Warszawy a ma przecież zdiagnozowany polip. Tyle szczęścia mamy.
Dyżurujący lekarz zagląda do nosa pacjenta i zamiera. Pyta, kto postawił diagnozę o polipie. Mówię, że laryngolog przyjmujący prywatnie, w przychodni w Błoniu pod Warszawą. Lekarz (okazuje się potem, że rezydent) nie może w to uwierzyć. Padają słowa: laryngolog musi odróżnić polipa od innych guzów, nie ma inaczej". Zamieram. Lekarz zostawia pacjenta na oddziale, bo rano będzie biopsja guza. Do dziś jestem dozgonnie wdzięczna panu doktorowi Łukaszowi Krawcowi, który jako jeden z nielicznych zajął się pacjentem tak, że absolutnie nie mam zastrzeżeń. O godzinie 24 z minutami, byliśmy po wszelkich możliwych konsultacjach z okulistyczną włącznie. Pani doktor z okulistyki szpitala MSW - wielki szacun za wnikliwe badanie, naprawdę!
Ale to nie koniec bajki bo powoli zaczyna się horror. Po kilku dniach od biopsji, kiedy to pacjent zostaje wypisany (po kroplówkach, z zapisanymi lekami, z wklęsłym z powrotem okiem), wraca do domu. Dostajemy info, że wyniki biopsji będę za niecałe dwa tygodnie, bo wynik ma być na cito. Wszyscy trochę boją się, że to guz złośliwy. Mijają dwa tygodnie i wyników nie ma. To musi potrwać widocznie, więc jeździmy niepotrzebnie na dwie zaplanowane przez lekarza z oddziału wizyty, tydzień po tygodniu. Za każdym razem musimy się zarejestrować przez przychodnię. Osobiście bo przez telefon nie wolno. Za każdym razem czekamy trzy, cztery godziny aby łaskawie ktoś nas przyjął. O kolejności przyjmowania pacjentów oczywiście decyzuje lekarz, wchodzą zatem pacjenci prywatnych ubezpieczeń (Medicover i inni), wchodzą rozbite nosy z podchmielonymi ich właścicielami, wjeżdżają pacjenci przywiezieni z innych oddziałów na konsultacje. Oprócz nich czekają ludzie po wykonanych operacjach laryngologicznych i ci, którzy czekają na wyrok. Jak mój pacjent. I to wszystko kłębi się w tych samych godzinach: od 9 do oporu.... bez ładu i składu, przyjmowani jak bądź i nie do końca wiadomo wg jakiego klucza. Oprócz klucza lekarskiego. Za trzecim razem, po oczekiwaniu które trwało ponad 4 godziny decydujemy się jechać do domu. Pacjent nie najlepiej się czuł, upał jak licho, lekarze poszli na stołówkę, nikt nic nie wie, sekretarki jak w letargu. Cały czas nie ma wyników. Bo był długi weekend majowy...no tak, przecież choroby biorą wtedy urlopy i jadą na Mazury...
Jest maj.
Dzwonię do siostry, opowiadam co i jak. Ta zaś idzie do zakładu patomorfologii. Okazuje się, że... materiał leży i czeka, chyba na lepsze czasy. Po interwencji badanie w ciągu tygodnia jest zrobione. Znów konsultacja czyli wizyta w klinice. Za każdym razem bierzesz urlop w pracy bo ktoś musi tam chorego zatargać, za każdym razem płacisz 5 zeta za godzinę parkingu bo szpital w Polsce ma zarabiać a nie leczyć. Przyjeżdżam jak szybko się da. Pani sekretarka w klinice mówi, że... wyniku nie ma. Ja wynik już mam na komórce, widzę, że neuroblastoma olfactory. Pani sekretarka nie ma. Ja mówię, że już jest. W systemie. A ona, że ma niewydrukowany, bo oni dzwonią do pacjentów wtedy, kiedy dostają papierową wersję... XXI wiek, cyberprzemoc, wszędzie komputery. A u nas czekają na wydruk... pacjent ma czas, najwyżej umrze.
Okazuje się, że olfactory neuroblastoma to nowotwór... wieku dziecięcego (tak wyczytałam na zagranicznych stronach dla lekarzy). Nie jest to jakiś wybitny nowotwór, szybko się go kiełzna i po krzyku.
W spzitalu zakładają kartę DILO - słynny projekt chyba jeszcze ministra Arłukowicza. Karta ma otwierać wszystkie drzwi i przyśpieszać wszelkie działania, przeskakiwać kolejki. Potem okaże się, że pierdu pierdu.
Dobra, wyznaczają datę konsylium, aby ustalić jak leczyć, bo to jednak nowotwór. Z tym, że materiału lekarz rezydent za mało pobrał i nie wiadomo, czy guz ma inne ogniska... Biopsję trzeba powtórzyć... Kurrrrwa... sześć tygodni wożenia się w tę i z powrotem i biopsję powtarzamy, bo generalnie nie wiadomo... Każą przywieźć pacjenta, pobierają materiał i każą wypierniczać. Pacjent z rozcharatanym nosem i tamponadą wraca do domu. Bez leków, oprócz przeciwbólowych, ale jednocześnie z wynikiem konsylium, że guz będzie leczony na onkologii w szpitalu MSW.
Dostajemy skierowania i każą nam iść i zapisać się do:
- przychodni chemioterapii/radioterapii
- przychodni onkologicznej
tego samego szpitala.
Jakby nie można było od razu zapisać tego człowieka, komputerowo (oj!), bezpośrednio przez sekretariat kliniki otolaryngologicznej.. Ależ nie! Pacjent musi sam...
Idziemy. Klinika onkologii jest w oddzielnym budynku po drugiej stronie kompleksu. Ale nie tak prosto! W klinice tej znajduje się rejestracja, która zapisuje tylko do przychodni chemioterapii. Rejestracja onkologiczna jest w innym budynku. Po kilkunastu minutach latania jak z pieprzem po całym terenie szpitala MSW namierzam rejestrację onko - jest skitrana w łączniku między budynkami. Nie jest to łącznik pomiędzy kliniką onko a pokojami przychodni, skądże! po prostu tam było miejsce na jedną rejestrację...Logiczne przecież, że chory onkologicznie ma siłę jak tur żeby latać w tę i we w tę aby poznajdować wszystko, wystać w kolejce i pozapisywać się gdzie trzeba. Żeby była jasność: mój pacjent został posadzony z opiekunem na jakichś krzesłach i miał czekać, bo raczej po biopsji guza nie bardzo nadawał się na takie latanie tu i z powrotem. Latałam ja, jestem zdrowa, więc mogę. Nie wiem jak to robią samotni, schorowani ludzie, pewnie nie robią i spokojnie umierają na SORze. Albo w domu.
Historia kołem się toczy. Po oczekiwaniu na wizytę u radiologa dostaję telefon: dostaliśmy nowe wyniki drugiej biopsji i niestety, ale tamten wynik nie został potwierdzony prosimy o przyjazd natychmiast do szpitala.
24 maja.
Cała w strachu jadę. Z pacjentem. Na miejscu słyszymy wyrok: to czerniak, umiejscowiony w płacie czołowym, w MSW nikt takiego nie leczył, nie znają się, nie mają możliwości, kierują do Centrum Onkologii, dają "płytki" z materiałem z biopsji i niech pacjent szybko leci zapisać się w kolejkę do leczenia. Mętlik w głowie, czerniak, centrum onkologii...co robić? Dobra, mam tam przyjaciółkę z lat dziecięcych, dzwonię, dziewczyna załatwia wizytę na oddziale leczenia raka głowy i szyi. Na dziś, wsiadaj i przyjeżdżaj. Inaczej będziesz czekać do 3 miesięcy, takie terminy.
Dlaczego klinika otolaryngologii, po rozpoznaniu czerniaka nie może automatycznie zapisać pacjenta do odpowiedniego lekarza w centrum onkologii i przekazać (online - o jezu, wiem, że to XXI wiek i przesadzam). Nic z tego, bujaj się pacjencie chory śmiertelnie, bo nie ukrywajmy, czerniak to shit.
5 czerwca.
Wsiadam i jadę do CO. Lekarz żąda płytki, wyciągam płytki z materiałem nowotworowym. On otwiera szeroko oczy i chce płytkę ale z tomografią głowy! Kuźwa, nie dali mi tego w szpitalu... jestem durniem, mogłam przewidzieć, że będzie chciał coś innego, dobrze, na jutro ma być płytka plus skierowanie od... lekarza pierwszego kontaktu, aby już wdrożyć pacjenta oficjalnie. Dziś nic nie powie bo nie widzi guza, jutro mam przyjść o godzinie 10 do doktora X do gabinetu 19.
Wracamy pędem do szpitala MSW po płytę z tomografią, cały czas zastanawiam się co się jeszcze może przydać... kurwa, nie jestem lekarzem, jestem magistrem ekonomii, nie leczę nowotworów!
Lekarz pierwszego kontaktu na szczęście jest, zna pacjenta, wypisuje skierowanie na telefon, wieczorem podjeżdżam pod przychodnię i odbieram karteczkę, która jutro okaże się karteczką źle wypisaną, skierowanie ma być do przychodni leczenia nowotworów głowy i szyi a lekarka wypisała do kliniki leczenia nowotworów głowy i szyi.
Następnego dnia pani z recepcji nadyma się i gdyby nie odręcznie napisana kartka od lekarza u którego byliśmy wczoraj - nieoficjalnie, w sposób "przez zaplecze", gówno byśmy załatwili. Nadęta pani powiedziała, że niestety, ale MUSI nas zarejestrować bo nie może podważyć karteczki od doktora Y. Później pan doktor Y obrazi się, gdy skrytykuję jego postępowanie w stosunku do pacjentów... A babcia mi mówiła, że obrażają się tylko kuchty i pokojowe. Jak widać doktory takowoż.
Podczas pierwszej wizyty u dr X, wszyscy są mili, doktor ok, zajrzał do nosa, przejrzał wyniki i ... tu nastąpił mój błąd: oddałam wszystko co zabrałam z MSW w tym DWA odmienne: pierwszy z rakiem którego chcieli leczyć w tamtym szpitalu czyli z neuroblastomą i drugi z melanomą czyli czerniakiem. Ups. Aby zacząć leczyć należy wykluczyć któryś z wyników. Potrzebne "szkiełka". YES! Mam szkiełka! oddaję ochoczo. No, trzeba poczekać na wyniki jakieś 3-4 tygodnie.... takie cito dla pajcentów z nowotworem... z kartą DILO, którą mają wszyscy pacjenci Centrum Onkologii. Ale w międzyczasie trzeba zrobić tomografię płuc i jamy brzusznej aby wykluczyć przerzuty. Dostaję skierowanie i ... listę miejsc gdzie najszybciej zrobią tomografię. A czy centrum nie ma tomografu? No ma, ale trzeba długo czekać, dłużej niż gdzie indziej.
Kurwa mać.
Po zadzwonieniu w kilka miejsc poddaję się i dzwonię do MSW. Ok niech pacjent przyjeżdża, bo akurat zwolniło się miejsce o 7 rano. Bomba, jedziemy.Niestety tę radość szybkiego załatwienia badania przygasi potem jego wynik ale wcześniej wydarzenia z aktywacji guza.
Tomografię robimy i wynik będzie za kilka dni. Spoko, mamy prawie 4 tygodnie bo czekamy na wynik badania z patomorfologii cetrum onkologii.
Oficjalnie mój pacjent jest pacjentem CO, ale nie do końca, leczenie się nie zaczęło. Jedynie czekanie. Ale zaczął się problem.
Pewnego dnia, podczas tych 4 tygodni oczekiwania na wynik (znowu), pacjent dostaje mocnego krwotoku. Wzywamy pogotowie. Dyspozytorka pyta czy możemy pacjenta sami zawieźć na dyzurujący SOR. Jak? Kto? Ja? ręce mi się trzęsą, z człowieka leci jak z kranu, ja wiem, że w głowie ma wielkiego guza złośliwego. I ja mam go wieźć na SOR? I to gdzie! Poza Warszawę gdzieś po drugiej stronie Wisły, pewnie ze 100 km od nas. Bo my mieszkamy pod Warszawą... tam gdzie niegdyś Chopin o wierzbach tworzył. Nie dałam się i pogotowie przyjechało. Stwierdzili bardzo wysokie ciśnienie i stąd krwotok. Wsadzili w nos tampon z adrenaliną (zapytałam co wkładają bo żaden się słowem nie odezwał), dali pod język captopril i już. Pytam czy muszę jechać do szpitala bo człowiek ma guza w głowie. Panowie na to: jak pani chce.
A jak ja chcę? Piątek rano, w Warszawie o tej porze jest sajgon. A ja powinnam na SOR laryngologiczny jechać. Te 100 km przez zapchaną stolicę... Decyduję się na MSW. Jest bliżej, to tylko czterdzieści kilka kilometrów. Znają tam pacjenta, w końcu leżał tam w szpitalu, mają pełną dokumentację, wiedzą, co mu jest i łatwiej będzie mu pomóc. Przyjeżdżamy a tam: nie ma dyżuru laryngologicznego. I co z tego, ze się tu leczył, będzie czekał tak długo jak inni, jaka karta DILO, jaki pacjent szpitalny, nie jest pacjentem bo dostał wypis, jednym słowem: spier* na drugą stronę Wisły, tam jest dyżur. Albo czekaj kilka godzin. Wizja jazdy 100 km z chorym człowiekiem mnie przerasta, zostajemy na SORze MSW. Czekamy kilka godzin i dostajemy się znowu na oddział na którym pacjent leżał. Lekarki go poznają, wyjmują tampon z nosa, znowu leje się krew.
No to damy adrenalinę. Ale już była adrenalina, pogotowie dało. Co? Nie wolno adrenaliny trzymać długo w nosie bo grozi to martwicą!
Zakładają tamponadę z jakimś innym specyfikiem. Zapamiętuję o adrenalinie w nosie.
Jednocześnie lekarki informują, że lepiej w sytuacji krwotoku udać się jednak na dyżur laryngologiczny bo w momencie gdy będzie potrzebny zespół do operacji to taki zespół ma tylko szpital dyżurujący. No tak, ale ten człowiek ma guza nieoperacyjnego, czeka na chemię albo radioterapię. Poza tym, co oni robią w momencie. gdy coś złego dzieje się z człowiekiem, który jest u nich na oddziale? Wiozą na obcy SOR? Pitu litu.
Po dwóch dniach sytuacja się powtarza. Znowu krwotok, znowu pogotowie. Tym razem każą nam jechać na SOR, nie chcą dotykać nosa, nic ruszać ani zmieniać, niech zobaczy laryngolog. Oni oczywiście pacjenta nie mogą zawieźć bo nie ma zagrożenia życia. Jasne.
Jedziemy na dyżur laryngologiczny, szpital Czeniakowski.
Wchodzimy, tłumaczę, że pacjent z czerniakiem, karta DILO, krwotok.
Czekamy tylko 3 godziny. Przed nami przyjmują rozbite nosy pijanych gości i porozcinane łby. Mój czerniakowy pacjent czeka. Ma czas. Aż do śmierci.
Przyjmuje nas młodzieniec przed trzydziestką, rezydent, jeszcze bez specjalizacji. Nie zagląda do nosa, boi się wyjąć opatrunek przez który cieknie krew, czyta papiery o nowotworze i dzwoni na oddział bo nie wie co dać, on by dał jakiś lek na krzepliwość. Z drugiej strony słuchawki słyszy potwierdzenie o dobrym wyborze. Gówno dobrym, jak się potem dowiem.
Pacjent dostaje .. co? tak! captopril pod język, antybiotyk (żeby się w nosie bakteria nie rozwinęła) i leki na większą krzepliwość krwi.
Nie wiem co ze mną jest nie tak, ale poziom zaufania do tego młodzieńca był na tyle wątły, że zadzwoniłam do siostry do MSW z pytaniem kiedy ma dyżur. Jutro. Mówię co i jak. Przyjeżdżaj rano.
Zapakowałam chorego do samochodu - nie wiem który już raz i pojechałam do znanych laryngologów. Dzieki siostrze nie czekaliśmy dłużej niż kwadrans. Lekarz z laryngologii oczywiście poznał pacjenta. Złapał się za głowę gdy zobaczył leki i natychmiast kazał odstawić ten na krzepliwość.
Okazuje się, że pacjenci z guzem złośliwym, np. czerniak mają tendencję do zakrzepicy i taki lek bardzo mocno zwiększa ryzyko śmierci. Antybiotyk trzeba już pobrać bo nie powinno się kuracji antybiotykowej przerywać. Zjada więc do końca paczkę chemii - praktycznie bez potrzeby. Leki zakrzepowe lądują w aptece, w śmieciach.
A miało byś tak pięknie: jakby co, to trzeba jechać na ostry dyżur laryngologiczny, bo inne szpitale w tym czasie nie mają pełnej obsady lekarskiej. Jak widać niektóre mają i co z tego? Nie znając pacjenta, czytając po łebkach dokumentację medyczną walą byki, które mogą kosztować życie. A przecież to ostry dyżur, pomoc w nagłych przypadkach. Ale jaki lekarz taka pomoc.
Zapytacie mnie: po diabła wozisz człowieka po jakichś SORach skoro to jest pacjent Centrum Onkologii? Ano dlatego, że CO nie ma tzw. pogotowia i nagłej opieki lekarskiej! Tam nie ma dyżurów i SORu! Tam się tylko doradza (poradnie) i leczy (oddziały). Oraz czeka - bo każdy pacjent z rakiem MA CZAS - na wizyty, na miejsce na oddziale, na serię chemii albo radioterapii, na wynik, na jeżdżenie w tę i z powrotem.
Pacjent onkologiczny w Polsce - CZEKA. Im ciężej chory tym dłużej. Może w międzyczasie umrze i nie trzeba będzie kasy wywalać.
To nie koniec historii.
Jest 26 czerwca.
21 jeden dni później druga wizyta w CO.
Wcześniej odbieram wynik tomografii. Serce mi zamiera, bo widzę w opisie przerzuty. Nie rozumiem niektórych sformułowań i określeń więc pytam wujka google. Znam agnielski więc od razu przeglądam doniesienia ze świata medycyny międzynarodowej. Już wiem, że jest bryndza, że jak czerniak rozsiany to jest słabo. Znajduję skróty i tłumaczę na polski.
Nie mówię pacjentowi o wyniku, nie potrafię mu powiedzieć, myślę, że onkolog zrobi to profesjonalnie: lepiej, w przystępny sposób. Zrobi tzw. kanapkę (ci co pracują w sprzedaży wiedzą o czym piszę). Po 3 godzinach w poczekalni wchodzimy. Lekarz od razu informuje nas, że tutejszy zakład patomorfologii przez te 21 dni oglądał tzw. szkiełka i stwierdził, że nie wie co to za nowotwór i że potrzebuje jeszcze tzw. bloczków. I w związku z tym czekanie potrwa jeszcze dwa tygodnie, jak nie więcej.
Zaczęło się w kwietniu, jest koniec czerwca.
NOWOTWORU NADAL SIĘ NIE LECZY.
Otwieram szeroko oczy i pytam dlaczego od razu nie powiedziano mi o tych bloczkach, przywiozłaby je natychmiast, tego samego dnia! Otóż nie wiedziano, że szkiełka nie wystarczą. I ten wniosek wysnuwano przez 21 dni.
Co dalej stało się podczas wizyty. Otóż doktor przeczytał wynik i zakrzyknął dziarsko: ale tu są przerzuty! I spojrzał na nas. Pacjent zesztywniał, mi zrobiło się słabo. Aha. To w taki sposób meldujemy choremu, że ma przesrane. Bez komentarza. Co dalej? Ano nic. Doktor nie zbadał pacjenta, nie obejrzał nosa. Poczytał wyniki i kazał przywieźć bloczki, jak najszybciej. i zadzwonić. Za jakieś dwa-trzy tygodnie. A co przez ten czas? Nic. Czekamy.
Pacjent z czerniakiem i przerzutami ma czas. Dużo czasu. Aż do śmierci.
Przywożę bloczki. Zgadnijcie kiedy? Są w ciągu godziny. Oddaję w ręce sekretarki w poradni. Po tygodniu moja pracująca w Centum koleżanka dzwoni i mówi, że tych bloczków zakład nie ma. Niemożliwe bo zawiozłam. Sprawdza, sekretarka przysięga, że zaniosła. Znajdują osobę, której to dano. Gdzie są bloczki. Leżą. Ktoś coś robi? Badania? Cokolwiek? Nie, nikt nawet nie zajrzał. Pacjent chory na raka ma przecież czas.
Są braki kadrowe i do tego urlopy, pewnie czerniak też pojechał.
Pewnie lubi słońce.
Przyjaciółka naciska, żeby ktoś się w końcu za te bloczki zabrał, bo tu już nie ma czasu. Widzi mojego pacjenta, widziała go wcześniej, ma porównanie. Jest coraz gorzej.
Dobra, wynik będzie za tydzień. I jest, przyjaciółka wydeptuje ścieżkę, sama umawia następną wizytę, która ma dokłanie taki sam charakter jak poprzednia: lekarz nie bada pacjenta, oznajmia mu, że to jednak czerniak i że będzie leczenie, ale chemioterapia, gdyż umiejscowienie guza w płacie czołowym wyklucza działania chirurgiczne. Zatem zapisują chorego na 30 lipca do doskonałego specjalisty od leczenie czerniaka. Wychodzimy. Musimy czekać do 30, bo lekarz ma urlop, taki czas, on też musi odpocząć.
Szkoda, że czerniak nie odpoczywa. Widzę codziennie jego przyrost, widzę, jak rozsadza nos i tworzy guzy na czole, widzę codziennie nowe plamy na ciele chorego. Gdy nikt nie widzi wyję w poduszkę. Z bezsilności. Z bezradności.
JA JUŻ NIE CHCĘ CZEKAĆ, WSZYSCY DOOKOŁA MAJĄ CZAS, my nie mamy. Każdego dnia widzę jak słabnie, jak chudnie, jak z faceta silnego jak tur robi się wątła, bezradna istota. Jak muszę go potrzymać gdy wychodzi z samochodu. A przecież jeszcze pół roku temu zmieniał mi olej w samochodzie, był aktywny, kierował autem, chodził na spacery. Dziś ma zadyszkę gdy zejdzie po schodach. Ale mamy czas.
30 lipca usłyszymy pewnie datę rozpoczęcia chemii. Ciekawe czy będzie to następny tydzień, miesiąc, może kwartał... W końcu czekamy już 4 miesiące. Cztery zmarnowane miesiące.
Zastanawiam się, po jakie licho ja woziłam tego chorego człowieka na dwie ostatnie wizyty skoro ani nie dostał leków, ani nie został zbadany? Gapiono się tylko w papiery i wyniki. Pacjent siedział obok i był w zasadzie niepotrzebny. Mogłam spokojnie sama przyjechać taszcząc ze sobą dokumentację medyczną. Na to samo by wyszło a choremu oszczędziłabym tych podróży. Ba! możnaby to opędzlować telefonicznie! Ja wysyłam lekarzom papiery, tomografie i prześwietlenia a oni sobie to czytają i telefonicznie mówią, że czekamy.
Odliczam niecierpliwie czas bez leków, bez wsparcia, bez pomocy ze strony CO. Jeszcze trzy dni, ostatni weekend. Może w końcu zaczną go leczyć. Może w końcu ktoś mu pomoże. Człowiekowi, który praktycznie nie chorował całe swoje życie. Ciężko pracował, płacił składki zdrowotne, nie był leniem jak wielu z obitymi mordami, trafiającymi na ostry dyżur. Zasługuje na to, by go leczyć. Nie czekać. Bo on już nie ma czasu.
Zastanawiam się też, jak radzą sobie ci, którzy nie mają w szpitalu sióstr i przyjaciółek. Jak długo czekają? Może niedługo, bo śmierć wychodzi im naprzeciw szybciej niż lekarze z pomocą.
Czy to wina systemu? Procedur do dupy? Ludzi w ministerstwie zdrowia? Może bez fakultetów, magisteriów? Pojęcia? Może mają tylko dobre układy na Żoliborzu?
W zasadzie gówno mnie to obchodzi. Konstytucja gwarantuje a naród płaci tym, którzy podjęli się pracy w tych instytucjach.
I gówno mnie obchodzi, że nie ma pieniędzy - to zróbcie tak, by były - za to wam płacimy.
Gówno mnie obchodzi, że nie ma lekarzy - to zastanówcie się dlaczego, bo za to wam płacimy. Skoro gdzie indziej można, to u nas też. Przestańcie trwonić pieniądze a zacznijcie wydawać z sensem. O tym jak się wywala pieniądze polskiego podatnika napiszę w drugim wpisie, zobaczycie jak kasa przecieka przez palce.
Na koniec drugie resume: jak umrzeć na raka w Polsce? bardzo prosto: im trudniejszy przypadek, tym dłuższy czas oczekiwania, jakie to genialne, prawda?
Trzecie resume: wyobraźcie sobie, co działoby się , gdyby polski Mao zapadł na tę chorobę. Wszyscy profesorowie zostaliby spędzeni na konsylium a i wyniki biopsji byłyby po kilku dniach. Nie byłoby długiego majowego weekendu, ba! nawet urlopów letnich by nie było! Byłoby za to pospolite lekarzy ruszenie, zwożenie ich samolotami do Warszawy, leki stałyby na baczność na granicy gotowe wtargnąć do odpowieniej szpitalnej apteki. Oczywiście za darmo, dla wodza. Dla naszego wybawiciela. Dla bohatera wydarzeń wszelakich.
Lekarz na audiencję u wodza czekałby dłużej niż wódz na wyniki badań. I leczenie.
Widzę folwark zwierzęcy Orwella.
Fuj, tam są świnie.
Dziś zaczęły się torsje i krwawienia z nosa. Pogotowie odmówiło przyjazdu - nie ma zagrożenia, dzwonić do całodobowej przychodni... na wsi pod Warszawą, jasne.
Ale telefonistka w przychodni okazuje się w porządku, lekarz przyjeżdża w ciągu dwóch godzin. Wspaniały człowiek, który stwierdził: niestety, pacjenci onkologiczni w Polsce są pominięci przez system, funkcjonują w czarnej dziurze pozostawieni sami sobie. Lekarze zdają sobie z tego sprawę, ale nikt nic z tym nie robi.
Kurtyna.
sobota, 27 lipca 2019
środa, 17 kwietnia 2019
Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie czyli o strajku nauczycieli
Czytam i oczom nie wierzę... stada dorosłych tumanów gromko pohukują że się nauczycielom w dupach poprzewracało, że niech zmienią robotę jak im nie odpowiada, że dobrze mają, że ciągle wolne i mało godzin pracujo.... CBOS pokazał wynik sondażu w którym 49% Polaków popiera strajk natomiast drugie 49% jest przeciw.
Zobaczcie, jak efektywną politykę propagadny prowadzi PiS.
Jak sumiennie, codziennie, kroczek po kroczku, NAS dzieli. Dzieli ludzi, którzy w 1989 roku obalili zły system polityczny, system w którym jedynie przy korycie było suto i bezpiecznie.
Byliśmy zjednoczeni, przynajmniej fasadowo, Polacy obalili system funkcjonujący w całej Europie wschodniej. Ruszyliśmy domino.
Poprzednim razem były to pospolite ruszenia w Polsce szlacheckiej, w XV wieku, potem powstania i wspieranie się w powojennej biedzie... zwarte, szlachetne społeczeństwo, które nie dało się zgermanizować ani zrusycyfikować.
A daje się robić w wała staremu dziadowi z warszawskiego osiedla dla pzprowskich prominentów...
Ludzie, którzy pamiętają czasy kolejek za papierem toaletowym, paszportów trzymanych w biurach milicji obywatelskiej, dziennika telewizyjnego z tak durną propagandą, że nawet tuman bez podstawówki nie mógł tego słuchać.
Teraz, ci sami ludzie klaszczą na konwencji pisu, gdy słyszą o dopłatach do krów, dzieci i świń.
Swoją drogą to strasznie słabe ustawić te trzy żywoty w jednej grupie, co?
Rozmowy w sklepie: ja mam świnię i troje dzieci, jakoś da się wyżyć a pani, pani Kowalska to ma raj: przy czwórce dzieci i trzech krowach... pozazdrościć inwentarza...
Czyli od dziś w inwentarzu mamy: dzieci, krowy i świnie... A skoro świnie i krowy do szkoły nie chodzą to po jakiego czorta dzieci mają chodzić? Czas tracić? Na łąkę się wyśle do pasania nieparzystokopytnych albo w redliny do pielenia.
I tak dochodzimy do wniosku: zlikwidować szkołę, niech zostaną same prywatne. Wówczas okaże się, że wiedza jest piekielnie droga.
Spójrzmy na ceny studiów na Uniwersytecie Harvarda, jednym z najlepszych na świecie. Tam wykładowca nie zarabia 600 euro... Wiedza kosztuje.
Ale pis o tym nie wie, bo tej wiedzy nie ma. Pis nauczył się poprzez obserwację, że najfajniej jest skłócić ludzi a potem ich otępić: ten co nie umie czytać i znaleźć informacji, nie umie też myśleć.
Czyli jest genialnym materiałem do bycia baranem w stadzie.Takie stado można doić do nieprzytomności... aż trafi się jeden, który nauczy się czytać... i zepsuje cały chytry plan. Albo będzie próbował. Wtedy powie się reszcie baranów, że ten oczytany jest zły, że się wywyższa i z pewnością nie szanuje innych a poza tym kradnie.
Nie ważne, że to kłamstwo, ważne aby go oczernić i doić stado dalej.
Rozumiecie mechanizm? Czy dalej jesteście w stadzie?
Pis plując najpierw na lekarzy (w dupach im się poprzewracało, za ratowanie zdrowia i życia ludzkiego chcą pieniądze - a można przecież dla idei samego ratowania pracować) teraz nadaje na nauczycieli: bo przecież nie szanują praw uczniów.
A czy ktoś szanuje prawo nauczyciela do godnej egzystencji? Nauczycieli, którzy formują mózgi nowych pokoleń, tworzą elitę tego kraju, są twócami fundamentu jakim jest myślenie, wiedza, rozwój. Bez tego będziemy stadem baranów.
Tak było za sanacji: tylko szlachcic i ksiądz umiał czytać, bo po co chłopu wiedza?
Żeby wiedział, że się go wykorzystuje i doi?
No właśnie po to by wiedział, że się go wykorzystuje. I żeby sam podejmował świadome decyzje, czy chce być wykorzystywany czy nie.
Aby nasze dzieci były mądre i tworzyły mądre państwo - musimy mieć dobrych nauczycieli. Dobry nauczyciel nie będzie chciał żyć za 600 euro. Mając wiedzę, pójdzie z nią gdzie indziej. I zostaną sami byle jacy i będą uczyć byle jak. I będą tworzyć stado baranów a nie mądre, światłe pokolenia, które zadbają o to, by nigdy więcej ktoś taki, jak smutny staruszek z Żoliborza nie tyranizował całego narodu, by nigdy więcej elegancki prawnik z Gdańska nie mydlił ludziom oczu oszukując ich gdy oni mu klaszczą.
Takie mam marzenie.... ale Martin Luther też miał...
Do widzenia, głąby.
PS.: Rozmowy ludzi na zgniłym, rozwiniętym zachodzie, gdzie chętnie osiedlają się prawdziwi Polacy: gdzie teraz pracujesz? Aaa, założyłeś firmę i produkujesz podzespoły dla koncernu, opłaca się? Ja też pracuję ale dla kogoś, po 10 godzin czasami,, ale warto bo zarabiam dużo. Nie, nie siedzę na bezrobociu bo wolę sam o sobie decydować co chcę i jak chcę.
Rząd nie jest od tego aby utrzymywać ludzi z pracy innych ludzi (czytaj podatków). Każdy kto decyduje się na dzieci musi umieć je utrzymać, każdy kto kupuje świnie musi wiedzieć, że one jedzą i chorują i trzeba za to zapłacić we własnym zakresie. Czasy manny z nieba minęły.
Poza tym: jeśli nawet spadnie to jak ją wyskubiecie z trawy?
Zobaczcie, jak efektywną politykę propagadny prowadzi PiS.
Jak sumiennie, codziennie, kroczek po kroczku, NAS dzieli. Dzieli ludzi, którzy w 1989 roku obalili zły system polityczny, system w którym jedynie przy korycie było suto i bezpiecznie.
Byliśmy zjednoczeni, przynajmniej fasadowo, Polacy obalili system funkcjonujący w całej Europie wschodniej. Ruszyliśmy domino.
Poprzednim razem były to pospolite ruszenia w Polsce szlacheckiej, w XV wieku, potem powstania i wspieranie się w powojennej biedzie... zwarte, szlachetne społeczeństwo, które nie dało się zgermanizować ani zrusycyfikować.
A daje się robić w wała staremu dziadowi z warszawskiego osiedla dla pzprowskich prominentów...
Ludzie, którzy pamiętają czasy kolejek za papierem toaletowym, paszportów trzymanych w biurach milicji obywatelskiej, dziennika telewizyjnego z tak durną propagandą, że nawet tuman bez podstawówki nie mógł tego słuchać.
Teraz, ci sami ludzie klaszczą na konwencji pisu, gdy słyszą o dopłatach do krów, dzieci i świń.
Swoją drogą to strasznie słabe ustawić te trzy żywoty w jednej grupie, co?
Rozmowy w sklepie: ja mam świnię i troje dzieci, jakoś da się wyżyć a pani, pani Kowalska to ma raj: przy czwórce dzieci i trzech krowach... pozazdrościć inwentarza...
Czyli od dziś w inwentarzu mamy: dzieci, krowy i świnie... A skoro świnie i krowy do szkoły nie chodzą to po jakiego czorta dzieci mają chodzić? Czas tracić? Na łąkę się wyśle do pasania nieparzystokopytnych albo w redliny do pielenia.
I tak dochodzimy do wniosku: zlikwidować szkołę, niech zostaną same prywatne. Wówczas okaże się, że wiedza jest piekielnie droga.
Spójrzmy na ceny studiów na Uniwersytecie Harvarda, jednym z najlepszych na świecie. Tam wykładowca nie zarabia 600 euro... Wiedza kosztuje.
Ale pis o tym nie wie, bo tej wiedzy nie ma. Pis nauczył się poprzez obserwację, że najfajniej jest skłócić ludzi a potem ich otępić: ten co nie umie czytać i znaleźć informacji, nie umie też myśleć.
Czyli jest genialnym materiałem do bycia baranem w stadzie.Takie stado można doić do nieprzytomności... aż trafi się jeden, który nauczy się czytać... i zepsuje cały chytry plan. Albo będzie próbował. Wtedy powie się reszcie baranów, że ten oczytany jest zły, że się wywyższa i z pewnością nie szanuje innych a poza tym kradnie.
Nie ważne, że to kłamstwo, ważne aby go oczernić i doić stado dalej.
Rozumiecie mechanizm? Czy dalej jesteście w stadzie?
Pis plując najpierw na lekarzy (w dupach im się poprzewracało, za ratowanie zdrowia i życia ludzkiego chcą pieniądze - a można przecież dla idei samego ratowania pracować) teraz nadaje na nauczycieli: bo przecież nie szanują praw uczniów.
A czy ktoś szanuje prawo nauczyciela do godnej egzystencji? Nauczycieli, którzy formują mózgi nowych pokoleń, tworzą elitę tego kraju, są twócami fundamentu jakim jest myślenie, wiedza, rozwój. Bez tego będziemy stadem baranów.
Tak było za sanacji: tylko szlachcic i ksiądz umiał czytać, bo po co chłopu wiedza?
Żeby wiedział, że się go wykorzystuje i doi?
No właśnie po to by wiedział, że się go wykorzystuje. I żeby sam podejmował świadome decyzje, czy chce być wykorzystywany czy nie.
Aby nasze dzieci były mądre i tworzyły mądre państwo - musimy mieć dobrych nauczycieli. Dobry nauczyciel nie będzie chciał żyć za 600 euro. Mając wiedzę, pójdzie z nią gdzie indziej. I zostaną sami byle jacy i będą uczyć byle jak. I będą tworzyć stado baranów a nie mądre, światłe pokolenia, które zadbają o to, by nigdy więcej ktoś taki, jak smutny staruszek z Żoliborza nie tyranizował całego narodu, by nigdy więcej elegancki prawnik z Gdańska nie mydlił ludziom oczu oszukując ich gdy oni mu klaszczą.
Takie mam marzenie.... ale Martin Luther też miał...
Do widzenia, głąby.
PS.: Rozmowy ludzi na zgniłym, rozwiniętym zachodzie, gdzie chętnie osiedlają się prawdziwi Polacy: gdzie teraz pracujesz? Aaa, założyłeś firmę i produkujesz podzespoły dla koncernu, opłaca się? Ja też pracuję ale dla kogoś, po 10 godzin czasami,, ale warto bo zarabiam dużo. Nie, nie siedzę na bezrobociu bo wolę sam o sobie decydować co chcę i jak chcę.
Rząd nie jest od tego aby utrzymywać ludzi z pracy innych ludzi (czytaj podatków). Każdy kto decyduje się na dzieci musi umieć je utrzymać, każdy kto kupuje świnie musi wiedzieć, że one jedzą i chorują i trzeba za to zapłacić we własnym zakresie. Czasy manny z nieba minęły.
Poza tym: jeśli nawet spadnie to jak ją wyskubiecie z trawy?
piątek, 25 stycznia 2019
Program Mama plus - fundacja o nazwie portfele pracujących znowu rozdaje
Tia.... wybory do europarlamentu za pasem, czas zatem najwyższy wziąć się za elektorat. Dziwne to, skoro ta Unia jest taka fe i be. Taka niedobra. Ale pensyjki europoselskie nie śmierdzą, prawda? Tam, gdzie zaczyna się kasa, kończy się konsekwencja.
Walczy zatem partia rządząca o głosy.
Walczy portfelami ludzi pracujących.
Jak zwykle posłowie rozdają NIE SWOJE pieniądze.
Ale przystańmy na chwilę i pochylmy się nad programem MAMA Plus.
Pani, która urodzi i wychowa conajmniej 4 dzieci otrzyma minimalną emeryturę.
Ok.
Jak dla mnie trójka dzieci to Sajgon a co dopiero czwórka... stąd moja dezycja o dwójce. Decyzja, u podłoża której leżała analiza mojej sytuacji na rynku pracy oraz utrzymania moich dzieci.
Nie oglądam się na żadną cudzą pomoc, jeśli chcesz liczyć na kogoś licz przede wszystkim na siebie.
Wiem ile kosztuje wychowanie, wykształcenie i wypuszczenie w świat dziecka. Dziecka, które sobie będzie radzić w życiu: zdobędzie fajną pracę dzięki której będzie szczęśliwe i niezależne. Nie będzie skazane na pomoc społeczną i innych ludzi.
Program Mama Plus zakłada, że ta co najmniej czwóka dzieci będzie pracować na jej emeryturę. Najniższą jaka jest przewidziana w systemie emerytalnym naszego kochanego kraju.
I to jest pierwsz policzek dla tych mam: moje drogie panie, waszą codzienną harówkę wyceniono na ochłap. Kwota pokazuje jak nieistotną pracę wykonujecie przy co najmniej czwórce dzieci. Jak byle jak to kosztuje. Przypatrzmy się bliżej problemowi: opiekunka za 8 godzin pracy w stolicy otrzymuje przynajmniej 1600 zł na rękę (takie ceny znalazłam w Warszawie). Za opiekę nad jednym dzieckiem. To ile będzie za czwórkę? Plus gotowanie, prasowanie, sprzątanie. Sprzątaczka bierze stówkę za dzień, kucharka - cholera wie. A jak masz jeszcze ogródek? Na moje oko wychodzi niezła pensja czyli najmarniej 3000 zł. Na rękę. Państwo zaś wycenia waszą pracę drogie panie na 1100 zł brutto czyli 934 złote na rękę.
Pomyślcie czy nie pocałować pana premiera w pazur za taką wycenę waszej pracy... Dostałyście w twarz. Takie jest moje zdanie.
A teraz druga strona medalu.
Matki, które wychowały... a jak będzie sprawdzane czy dzieci miały należytą opiekę? Czy były interwencje policji, czy dzieci były odbierane przez opiekę społeczną? Będzie jakiś rejestr należytej opieki? A jeśli tak to zgodzicie się na takie monitorowanie codzienności?
Matki, które rodzą, piją, nie dbają o dzieci wychowujące się na ulicy... te mamusie dostaną darmową emeryturę. Mamusie, które znęcają się nad swoim potomstwem bądź przyzwalają na to...
I trzecia strona medalu: kto na te mamusie zarobi? Podobno te ich dzieci. Okej ale jak? Skoro system emerytalny jest jasno określony: każdy pracujący ma SWOJE konto emerytalne, na którym zbierają się środki na indywidualną emeryturę każdego pracującego. To skąd na te matki?
To może powinno być tak, że dzieci z rodzin cztery plus będą miały podwyższone składki emerytalne dla swoch matek? Albo tatusiowe tych dzieci będą budować kapitał emerytalny swoich partnerek-multirodzicielek? Bo nie widzę powodu aby moja dwójka zarabiała na cudzą matkę. Bo nie widzę powodu aby z moich składek ta matka była opłacana. Tylko dlatego, że podjęła deyzję o byciu matką-polką-bohaterką-multirodzicielką? A ja, za to, że zdecydowałam świadomie o podwójnym rodzicielstwie z powodów ekonomicznych będę karana ograniczaniem mojego budżetu?
Bo moi drodzy, budżet państwa nie jest z gumy: jeśli zapłacimy rodzicielkom za rodzenie to zabierzemy komuś innemu. Czyli na przykład ograniczymy fundusze na szpitale, na inne emerytury (tych co pracowali nie jako matki sprzątaczki i kucharki w domach tylko jako sprzątaczki i kucharki u pracodawcy), na policję, na drogi, na szkoły.... Gdzieś, komuś trzeba zabrać aby dać matkom-rodzicielkom...
Jestem na tak dla takiego programu jeśli:
- dzieci oraz mąż lub ojciec dzieci będą odprowadzali specjalne składki na poczet emerytur matek-polek
- stawka tej emerytury nie będzie poniżej godności człowieka cięzko pracującego
- będzie funkcjonował system nadzoru nad prawidłowym rodzicielstwem czyli matki zaniedbujące dzieci nie będą potem wynagradzane - bo niby za co?
Jeśli jesteśmy w stanie stworzyć podwaliny finansowo-organizacyjne takiego systemu to bardzo proszę. Ale jak znam mój kraj i partie rządzące to jak zwykle będzie badziew... i sięganie coraz głębiej do portfeli ludzi pracujących.
A my jak zwykle nawet nie kwikniemy.
Dziekuję ci partio za to, że codziennie pokazujesz głupotę swojego elektoratu.
Bardzo ci dziękuję. I nie ma za co.
Dobranoc.
Walczy zatem partia rządząca o głosy.
Walczy portfelami ludzi pracujących.
Jak zwykle posłowie rozdają NIE SWOJE pieniądze.
Ale przystańmy na chwilę i pochylmy się nad programem MAMA Plus.
Pani, która urodzi i wychowa conajmniej 4 dzieci otrzyma minimalną emeryturę.
Ok.
Jak dla mnie trójka dzieci to Sajgon a co dopiero czwórka... stąd moja dezycja o dwójce. Decyzja, u podłoża której leżała analiza mojej sytuacji na rynku pracy oraz utrzymania moich dzieci.
Nie oglądam się na żadną cudzą pomoc, jeśli chcesz liczyć na kogoś licz przede wszystkim na siebie.
Wiem ile kosztuje wychowanie, wykształcenie i wypuszczenie w świat dziecka. Dziecka, które sobie będzie radzić w życiu: zdobędzie fajną pracę dzięki której będzie szczęśliwe i niezależne. Nie będzie skazane na pomoc społeczną i innych ludzi.
Program Mama Plus zakłada, że ta co najmniej czwóka dzieci będzie pracować na jej emeryturę. Najniższą jaka jest przewidziana w systemie emerytalnym naszego kochanego kraju.
I to jest pierwsz policzek dla tych mam: moje drogie panie, waszą codzienną harówkę wyceniono na ochłap. Kwota pokazuje jak nieistotną pracę wykonujecie przy co najmniej czwórce dzieci. Jak byle jak to kosztuje. Przypatrzmy się bliżej problemowi: opiekunka za 8 godzin pracy w stolicy otrzymuje przynajmniej 1600 zł na rękę (takie ceny znalazłam w Warszawie). Za opiekę nad jednym dzieckiem. To ile będzie za czwórkę? Plus gotowanie, prasowanie, sprzątanie. Sprzątaczka bierze stówkę za dzień, kucharka - cholera wie. A jak masz jeszcze ogródek? Na moje oko wychodzi niezła pensja czyli najmarniej 3000 zł. Na rękę. Państwo zaś wycenia waszą pracę drogie panie na 1100 zł brutto czyli 934 złote na rękę.
Pomyślcie czy nie pocałować pana premiera w pazur za taką wycenę waszej pracy... Dostałyście w twarz. Takie jest moje zdanie.
A teraz druga strona medalu.
Matki, które wychowały... a jak będzie sprawdzane czy dzieci miały należytą opiekę? Czy były interwencje policji, czy dzieci były odbierane przez opiekę społeczną? Będzie jakiś rejestr należytej opieki? A jeśli tak to zgodzicie się na takie monitorowanie codzienności?
Matki, które rodzą, piją, nie dbają o dzieci wychowujące się na ulicy... te mamusie dostaną darmową emeryturę. Mamusie, które znęcają się nad swoim potomstwem bądź przyzwalają na to...
I trzecia strona medalu: kto na te mamusie zarobi? Podobno te ich dzieci. Okej ale jak? Skoro system emerytalny jest jasno określony: każdy pracujący ma SWOJE konto emerytalne, na którym zbierają się środki na indywidualną emeryturę każdego pracującego. To skąd na te matki?
To może powinno być tak, że dzieci z rodzin cztery plus będą miały podwyższone składki emerytalne dla swoch matek? Albo tatusiowe tych dzieci będą budować kapitał emerytalny swoich partnerek-multirodzicielek? Bo nie widzę powodu aby moja dwójka zarabiała na cudzą matkę. Bo nie widzę powodu aby z moich składek ta matka była opłacana. Tylko dlatego, że podjęła deyzję o byciu matką-polką-bohaterką-multirodzicielką? A ja, za to, że zdecydowałam świadomie o podwójnym rodzicielstwie z powodów ekonomicznych będę karana ograniczaniem mojego budżetu?
Bo moi drodzy, budżet państwa nie jest z gumy: jeśli zapłacimy rodzicielkom za rodzenie to zabierzemy komuś innemu. Czyli na przykład ograniczymy fundusze na szpitale, na inne emerytury (tych co pracowali nie jako matki sprzątaczki i kucharki w domach tylko jako sprzątaczki i kucharki u pracodawcy), na policję, na drogi, na szkoły.... Gdzieś, komuś trzeba zabrać aby dać matkom-rodzicielkom...
Jestem na tak dla takiego programu jeśli:
- dzieci oraz mąż lub ojciec dzieci będą odprowadzali specjalne składki na poczet emerytur matek-polek
- stawka tej emerytury nie będzie poniżej godności człowieka cięzko pracującego
- będzie funkcjonował system nadzoru nad prawidłowym rodzicielstwem czyli matki zaniedbujące dzieci nie będą potem wynagradzane - bo niby za co?
Jeśli jesteśmy w stanie stworzyć podwaliny finansowo-organizacyjne takiego systemu to bardzo proszę. Ale jak znam mój kraj i partie rządzące to jak zwykle będzie badziew... i sięganie coraz głębiej do portfeli ludzi pracujących.
A my jak zwykle nawet nie kwikniemy.
Dziekuję ci partio za to, że codziennie pokazujesz głupotę swojego elektoratu.
Bardzo ci dziękuję. I nie ma za co.
Dobranoc.
wtorek, 15 stycznia 2019
Nominacja do nagrody Nobla dla Jurka Owsiaka!
Cały myślący naród płakał, że w końcu wygrali, że dali radę rozwalić coś pięknego, coś, co - jako jedyne po 89 roku - prawdziwie łączyło Polaków.
I już byli w ogródku i witali się z gąską....a tu masz: taki klops!
KOMITET NORWESKI przyjął nominację Owsiaka do Nagrody Nobla. Mówiło się o tym od dwóch lat. Jurek nie chciał. Ale teraz... Jak dobrze, że gdzieś w świecie są jeszcze mądrzy ludzie.
Jak dobrze, że istnieją organa, na które nie ma wpływu żadna śmierdząca polska partyjka.
Jak dobrze.
Trzymam mocno kciuki na drugiego Polaka, który może dostać nagrodę Nobla w tej najmocniejszej z kategorii.
Strzelały korki na Żoli? Było klepanie po pleckach, zacieranie tłustych rączek? Kombinowanie następnych niedużych milionów na nagrody? Kogo tym razem namaścić na prezesa spółki? A któego z PR-owców zrobić wiceministrem? Może jakiegoś narodowca? Albo bandytę? Albo jakiegoś bezrobotnego absolwenta uczelni ojca eR.
Było już ujadanie na sposób organizacji wielkiego finału. Zaczęło się już rozgrzeszanie tego pętaka-zabójcy - biedny taki, traumę po więzieniu miał... to skoro każdy recydywista ma taką traumę, że łapie za nóż i dźga ludzi na mieście - po co ich wypuszczać? To taki jest efekt zamknięcia w zakładzie penitencjarnym?
Ale się nie udało. Poza tym wątłym grajdołem są ludzie, którzy patrzą i załamują ręce. Zastanawiają się, jak można być tak podłym i tak okrutnym, aby ludzi namawiać do nienawiści, do rzucanie się sobie wzajemnie do gardeł...
Dziękuję Komisji za najlepszą z nominacji. Nie wiem czy Jurek wygra, choć powinien. Dwadzieścia lat funkcjonowania z hejtem, nienawiścią, grzebaniem w jego życiu prywatnym i w jego portfelu, z ujadaniem sfory. I tak miał chłop zdrowie, że ciągnął to tak długo i z takim samym zapałem jak 27 lat temu.
Dostaliście z liścia! Dostaliście! Ha! Ryczę jak bóbr ze szczęścia. Już dawno nie czułam się tak dobrze we własnym kraju. Tacy jak ja dostali dziś skrzydeł - dzięki obcym ludziom, nie krajanom, nie polskim ziomkom tylko tym, którzy w polskim tramwaju mogą dostać w papę za mowę w ojczystym języku - i nie jest to język polski... POLSKA DLA POLAKÓW, POLE DLA BURAKÓW!
No co, buraczki, dostaliście sraczki?
I dobrze!
Jest dobrze.
Dobranoc, zawistnicy.
Ha!
I już byli w ogródku i witali się z gąską....a tu masz: taki klops!
KOMITET NORWESKI przyjął nominację Owsiaka do Nagrody Nobla. Mówiło się o tym od dwóch lat. Jurek nie chciał. Ale teraz... Jak dobrze, że gdzieś w świecie są jeszcze mądrzy ludzie.
Jak dobrze, że istnieją organa, na które nie ma wpływu żadna śmierdząca polska partyjka.
Jak dobrze.
Trzymam mocno kciuki na drugiego Polaka, który może dostać nagrodę Nobla w tej najmocniejszej z kategorii.
Strzelały korki na Żoli? Było klepanie po pleckach, zacieranie tłustych rączek? Kombinowanie następnych niedużych milionów na nagrody? Kogo tym razem namaścić na prezesa spółki? A któego z PR-owców zrobić wiceministrem? Może jakiegoś narodowca? Albo bandytę? Albo jakiegoś bezrobotnego absolwenta uczelni ojca eR.
Było już ujadanie na sposób organizacji wielkiego finału. Zaczęło się już rozgrzeszanie tego pętaka-zabójcy - biedny taki, traumę po więzieniu miał... to skoro każdy recydywista ma taką traumę, że łapie za nóż i dźga ludzi na mieście - po co ich wypuszczać? To taki jest efekt zamknięcia w zakładzie penitencjarnym?
Ale się nie udało. Poza tym wątłym grajdołem są ludzie, którzy patrzą i załamują ręce. Zastanawiają się, jak można być tak podłym i tak okrutnym, aby ludzi namawiać do nienawiści, do rzucanie się sobie wzajemnie do gardeł...
Dziękuję Komisji za najlepszą z nominacji. Nie wiem czy Jurek wygra, choć powinien. Dwadzieścia lat funkcjonowania z hejtem, nienawiścią, grzebaniem w jego życiu prywatnym i w jego portfelu, z ujadaniem sfory. I tak miał chłop zdrowie, że ciągnął to tak długo i z takim samym zapałem jak 27 lat temu.
Dostaliście z liścia! Dostaliście! Ha! Ryczę jak bóbr ze szczęścia. Już dawno nie czułam się tak dobrze we własnym kraju. Tacy jak ja dostali dziś skrzydeł - dzięki obcym ludziom, nie krajanom, nie polskim ziomkom tylko tym, którzy w polskim tramwaju mogą dostać w papę za mowę w ojczystym języku - i nie jest to język polski... POLSKA DLA POLAKÓW, POLE DLA BURAKÓW!
No co, buraczki, dostaliście sraczki?
I dobrze!
Jest dobrze.
Dobranoc, zawistnicy.
Ha!
poniedziałek, 14 stycznia 2019
Wspaniały pan prezydent ogłasza żałobę narodową, dziękujemy!
Zginął człowiek. Kto ma krew na rękach? Ten przygłup, który zadźgał przyzwoitego człowieka podczas wielkiego finału? Nie. Kto zatem? Autorzy nowomowy o zdradzieckich mordach. Pewna pani poseł, która w tej sekundzie powinna stracić mandat poselski.
I wy wszyscy, którzy przyklaskujecie tej bandzie.
Tak, to jest efekt waszej mowy nienawiści. Efekt wszechobecnego prostactwa, chamstwa i populizmu. I religii katolickiej. Powinniście być dumni z tych wszystkich arycbiskupów, którzy w DOMU BOGA twierdzą, że pomaganie ludziom to zło.
Młodzież Wszechpolska (o zgrozo), która wystawia akt zgonu żyjącemu wówczas prezydentowi miasta Gdańska i okazuje się, że to NIE JEST mowa nienawiści. Zapewne tylko słodkie popierdywanie. I teraz ten popierdujący słodko młodzieniec wszechpolski zostaje kimś w randze MINISTRA!!! A Owsiak ... zbiera całe błoto i gnój hejterów. I zbiera pieniądze. Mozolnie, rok w rok. Słuchając obelg i kalumni. Od wielkich tego państwa. Bo ich boli. Boli, że od 27 lat tworzy dobro i ŁĄCZY ludzi. NIE DZIELI - jak WY! Nie wydziera ryja na twitterze czy fejsbuku. Nie ma na to czasu, bo ciężko pracuje. Oczywiście powinien za darmo. I mieszkać na działkach pracowniczych pod Radomiem w szklarni na gerbery. Bez ogrzewania. Wówczas też by na niego coś znaleźli. Bo przecież jak to może być, że jest ktoś, kto umie łączyć ludzi w szczytnym celu? Takie coś trzeba wykończyć, bo ile można tworzyć dobro? Tfu, do porzygania.
Lepiej sączyć jad z telewizji i udawać, że się modlimy. I udawać, że ksiądz jest lepszy niż zwyczajny człowiek. I buntować ludzi przeciwko ludziom. Pedał! Żyd! Inteligent! Weganin!Tfu!
Trzeba być niedorozwiniętym umysłowo, żeby bezwiednie przytakiwać i wierzyć tym pariasom i barbarzyńcom. którzy cały czas płaczą, że ktoś ich prześladuje. Biedna prześladowana Pawłowicz, biedny prześladowany Kurski i Ziobro, biedny prześladowany Kaczyński.
Niestety, zło trzyma się doskonale. Dobro jak zwykle przegrywa. Polakom to się podoba. To tacy ludzie: zanim pójdzie do kościoła udawać wielkie rozmodlenie, spuści manto dzieciom i okradnie sąsiada. No dobra, jeszcze w drodze na mszę porysuje komuś samochód. A co ma, ch*j mieć ładny! Na pewno ukradł, bo w Bolandzie tylko na złodziejstwie można zbudować fortunę. Broń cię panie ciężką pracą! Tylko frajerzy pracują! Szlachta się obija, szczególnie ta szlachta z przedmieść, z robotniczych bloków oraz pól i wsi. Ta rycerska, doskonale wykształcona kadra lumpenploretariatu. To oni spijają z ust pana premiera, Pawłowicz i innych grubiańskich frustratów te hektolitry jadu. To dzięki nim Niemiec mówiący w swoim języku może dostać w Polsce w mordę. Za trzydziesty dziewiąty!
Ale czemu ja się czepiam! Przecież TVPiS płacze nad śmiercią prezydenta Adamowicza. Mimo, że był z PO! Będzie żałoba narodowa! Zobacz, jacy ludzcy panowie! Mimo, że z PO to będzie żałoba! PiS ogłasza! Jaki dobry pis....
I znowu uwierzyliście, frajerzy.
I wy wszyscy, którzy przyklaskujecie tej bandzie.
Tak, to jest efekt waszej mowy nienawiści. Efekt wszechobecnego prostactwa, chamstwa i populizmu. I religii katolickiej. Powinniście być dumni z tych wszystkich arycbiskupów, którzy w DOMU BOGA twierdzą, że pomaganie ludziom to zło.
Młodzież Wszechpolska (o zgrozo), która wystawia akt zgonu żyjącemu wówczas prezydentowi miasta Gdańska i okazuje się, że to NIE JEST mowa nienawiści. Zapewne tylko słodkie popierdywanie. I teraz ten popierdujący słodko młodzieniec wszechpolski zostaje kimś w randze MINISTRA!!! A Owsiak ... zbiera całe błoto i gnój hejterów. I zbiera pieniądze. Mozolnie, rok w rok. Słuchając obelg i kalumni. Od wielkich tego państwa. Bo ich boli. Boli, że od 27 lat tworzy dobro i ŁĄCZY ludzi. NIE DZIELI - jak WY! Nie wydziera ryja na twitterze czy fejsbuku. Nie ma na to czasu, bo ciężko pracuje. Oczywiście powinien za darmo. I mieszkać na działkach pracowniczych pod Radomiem w szklarni na gerbery. Bez ogrzewania. Wówczas też by na niego coś znaleźli. Bo przecież jak to może być, że jest ktoś, kto umie łączyć ludzi w szczytnym celu? Takie coś trzeba wykończyć, bo ile można tworzyć dobro? Tfu, do porzygania.
Lepiej sączyć jad z telewizji i udawać, że się modlimy. I udawać, że ksiądz jest lepszy niż zwyczajny człowiek. I buntować ludzi przeciwko ludziom. Pedał! Żyd! Inteligent! Weganin!Tfu!
Trzeba być niedorozwiniętym umysłowo, żeby bezwiednie przytakiwać i wierzyć tym pariasom i barbarzyńcom. którzy cały czas płaczą, że ktoś ich prześladuje. Biedna prześladowana Pawłowicz, biedny prześladowany Kurski i Ziobro, biedny prześladowany Kaczyński.
Niestety, zło trzyma się doskonale. Dobro jak zwykle przegrywa. Polakom to się podoba. To tacy ludzie: zanim pójdzie do kościoła udawać wielkie rozmodlenie, spuści manto dzieciom i okradnie sąsiada. No dobra, jeszcze w drodze na mszę porysuje komuś samochód. A co ma, ch*j mieć ładny! Na pewno ukradł, bo w Bolandzie tylko na złodziejstwie można zbudować fortunę. Broń cię panie ciężką pracą! Tylko frajerzy pracują! Szlachta się obija, szczególnie ta szlachta z przedmieść, z robotniczych bloków oraz pól i wsi. Ta rycerska, doskonale wykształcona kadra lumpenploretariatu. To oni spijają z ust pana premiera, Pawłowicz i innych grubiańskich frustratów te hektolitry jadu. To dzięki nim Niemiec mówiący w swoim języku może dostać w Polsce w mordę. Za trzydziesty dziewiąty!
Ale czemu ja się czepiam! Przecież TVPiS płacze nad śmiercią prezydenta Adamowicza. Mimo, że był z PO! Będzie żałoba narodowa! Zobacz, jacy ludzcy panowie! Mimo, że z PO to będzie żałoba! PiS ogłasza! Jaki dobry pis....
I znowu uwierzyliście, frajerzy.
piątek, 16 lutego 2018
Komu piękne futro, komu?
Nic z tego. Na tym blogu nie będzie nic o pięknych lisich ogonach ułożonych w misterne futerko, które założy na siebie pani chyba-aktorka Mucha.
Projekt zakazu hodowli zwierząt futerkowych jest jednym z niewielu pomysłów Kaczyńskiego, z którym absolutnie się zgadzam.
Dane ekonomiczne (za ZUS i Gazeta Prawna):
zarejestrowanych ferm w Polsce jest 1.022. Zatrudnionych na tych fermach (zgodnie z danymi oficjalnymi) jest... 986 osób. Tak... szukam w głowie, gdzie mogą być te dziesiątki tysięcy ludzi mających stracić pracę w związku z zamknięciem ferm. Ile to gmin upadnie w hukiem, gdy zamknie się ten niebywale pojemny rynek pracodawców. Tak, tak... zdaję sobie sprawę: sklepy futrzarskie, pracownie kuśnierskie... i te łkające panie ubrane w plastikowe futerka, sprzedaż naturalnych kurtek spod lady jak za PRL... widmo kryzysu krąży i przeraża.
Wszystkich, ale nie mnie, bo lubię suche dane liczbowe. I nie te podawane przez Ministerstwo Rolnictwa, bo ci zapytani o źródło nie byli w stanie go podać. A wszystko mamy w ZUS, GUS i rejestracji REGON....
Przypatrzmy się faktom: w samym przemyśle futrzarskim pracuje koło 1000 osób, dodajmy do tego kuśnierzy i sklepy futrzarskie - zrobi się z tego koło 5.000 osób. Mając na uwadze fakt, że każda z firm prowadzona jest przez biznesmenów to oczywistym wydaje się, że są w stanie przebranżowić się w miarę szybko. Rynek futrzarski wart jest 2 mld złotych rocznie, zatem można z tej kwoty wyasygnować jakąś część na zmiany? Czy za mało? Bo jak znam naszych rodzimych biznesmenów to może być ździebko za mało, ale to ich rozrzutny problem. Co więcej, w każdym państwowym Urzędzie Pracy przychodzącemu tam wykształciuchowi każą sie przebranżawiać: np absolwentce slawistyki pani proponowała etat sprzątaczki albo pracownika wózków widłowych. Zatem trend jest, zapoczątkowany już za PO.
Pracownie szyjące futra mogą spokojnie zacząć szyć nowoczesne kurtki ze sztucznego "barana", ludzie muszą coś nosić na grzbiecie, więc to nie będzie klęska zamykania na oślep wszystkich fabryk i firm. Opamiętajmy się do pioruna. Poza tym zamiast szyć kurteczki z obdartego liska można uszyć kurtkę koronkową, z kordonka, wejść w światowe kręgi mody i wylansować coś ciekawego. Tojest kwestia pomysłów, dobrych managerów a nie bezsensownego zabijania zwierząt.
Co dalej: polska wieś, szczególnie ta, gdzie istnieją fermy hodujące norki, lisy i gronostaje, w końcu odetchnie świeżym powietrzem. Nie od dziś wiadomo, że ta hodowla to skaranie boskie dla ludzi mieszkających w jej okolicy. To skażona ziemia, woda i wszechobecny fetor. Kto wie, jakie choróbska przenoszone drogą powietrzną są roznoszone dzięki takim hodowlom...
Gdyby hodowcy zadbali o godne warunki życia tych zwierzaków, gdyby sprzątanie odchodów miało miejsce jak w zwykłym hotelu czyli codziennie, gdyby weterynarz doglądał zwierząt chorych... Ale skoro na polskich fermach już nawet Polacy nie chcą pracować tylko Ukraińcy na czarno? To już o czymś świadczy. To są mordownie, nie hodowle, popatrzcie tutaj:
http://www.otwarteklatki.pl - tam jest link, który pokazuje co dzieje się na tych fermach. Naprawdę jest nam wszystko jedno? Łkającej pani w sztucznym futerku również?
Likwidacja paskudnego procederu - czytaj hodowli zwierząt na futra - to wreszcie powrót normalnych cen działek tam, gdzie do tej pory fetor nie dawał sprzedać nawet metra kwadratowego. Bo niby kto zamieszka w smrodzie? Polska wieś odetchnie i z pewnością znajdzie się inny pracodawca.
Nie sądzę aby pracownicy takiej fermy tęsknili za ośmioma godzinami pracy spędzonymi w niskich a latem wysokich temperaturach, do brnięcia po kostki w gnoju i odchodach, do smrodu, do widoku poranionych i przerażonych zwierząt. Ten kto by tęsknił niech idzie się leczyć bo to oznacza, że zgubił człowieczeństwo. I mózg.
Rozumiem, że ludzie muszą jeść i hodują zwierzęta na rzeź ale nie rozumiem hodowli wielkoobszarowych, gdzie zwierzę traktuje się jak rzecz. I nie wyskakujcie mi tu z jakimś psalmem św. Pawła do niewiadomo kogo, że bóg powiedział, że człowiek może zabijać i zjadać. Guzik prawda, ludeczkowie. W Biblii jest napisane, że człowiek jest królem i panuje nad zwierzętami. Czy król zabija swoich poddanych? A co najważniejsze: biblia nie jest aktem prawnym (chociaż niestety u nas może się to niedługo zmienić) i tu skończmy dywagacje rodem z księgi rodzaju.
Jeśli mamy hodować zwierzaki tylko po to, by tępa dzida odziewała w nie swoje suche wdzięki, to ja jestem przeciw. Jeśli nawet dzida jest rozkosznie mądra to niech odzieje się w bawełnę, jedwab bądź surowy len. Też jest twarzowy.
Noszenie zwłok, hodowanie zwierząt na te zwłoki jest absurdalne w XXI wieku, w dobie smartfonów, internetów i domów mody, które odcięły się od stosowania futer w swoich szwalniach - nie zobaczycie futra z norek u Gucciego, Armaniego, Michaela Korsa. Nawet nasze rodzime LPP (marki Mohito, House, Reserved, etc.) zrezygnowały całkowicie z tego typu materii do szycia odzieży. Czyli można robić biznes bez bezsensownego znęcania się.
A hodowli zwierząt futerkowych zabroniono w Wielkiej Brytanii, Belgii, w krajach skandynawskich przepisy zostały tak zaostrzone, że hodowla zwierząt futerkowych stała się nieopłacalna. Jest zatem przenoszona do nas. Bo Polaczek lubi być wykorzystywany.
Czy znowu musimy być wucetem Europy? Już jesteśmy ich magazynem i tanią siłą roboczą dla ich koncernów. Nie dajmy chociaż naszego człowieczeństwa.
I nie wierzmy tym bzdurom o dziesiątkach tysięcy miejsc pracy. Bo biznes futrzarski opłaca się garstce. Zapytajcie byłego posła Piątaka.
Miłego dnia.
Projekt zakazu hodowli zwierząt futerkowych jest jednym z niewielu pomysłów Kaczyńskiego, z którym absolutnie się zgadzam.
Dane ekonomiczne (za ZUS i Gazeta Prawna):
zarejestrowanych ferm w Polsce jest 1.022. Zatrudnionych na tych fermach (zgodnie z danymi oficjalnymi) jest... 986 osób. Tak... szukam w głowie, gdzie mogą być te dziesiątki tysięcy ludzi mających stracić pracę w związku z zamknięciem ferm. Ile to gmin upadnie w hukiem, gdy zamknie się ten niebywale pojemny rynek pracodawców. Tak, tak... zdaję sobie sprawę: sklepy futrzarskie, pracownie kuśnierskie... i te łkające panie ubrane w plastikowe futerka, sprzedaż naturalnych kurtek spod lady jak za PRL... widmo kryzysu krąży i przeraża.
Wszystkich, ale nie mnie, bo lubię suche dane liczbowe. I nie te podawane przez Ministerstwo Rolnictwa, bo ci zapytani o źródło nie byli w stanie go podać. A wszystko mamy w ZUS, GUS i rejestracji REGON....
Przypatrzmy się faktom: w samym przemyśle futrzarskim pracuje koło 1000 osób, dodajmy do tego kuśnierzy i sklepy futrzarskie - zrobi się z tego koło 5.000 osób. Mając na uwadze fakt, że każda z firm prowadzona jest przez biznesmenów to oczywistym wydaje się, że są w stanie przebranżowić się w miarę szybko. Rynek futrzarski wart jest 2 mld złotych rocznie, zatem można z tej kwoty wyasygnować jakąś część na zmiany? Czy za mało? Bo jak znam naszych rodzimych biznesmenów to może być ździebko za mało, ale to ich rozrzutny problem. Co więcej, w każdym państwowym Urzędzie Pracy przychodzącemu tam wykształciuchowi każą sie przebranżawiać: np absolwentce slawistyki pani proponowała etat sprzątaczki albo pracownika wózków widłowych. Zatem trend jest, zapoczątkowany już za PO.
Pracownie szyjące futra mogą spokojnie zacząć szyć nowoczesne kurtki ze sztucznego "barana", ludzie muszą coś nosić na grzbiecie, więc to nie będzie klęska zamykania na oślep wszystkich fabryk i firm. Opamiętajmy się do pioruna. Poza tym zamiast szyć kurteczki z obdartego liska można uszyć kurtkę koronkową, z kordonka, wejść w światowe kręgi mody i wylansować coś ciekawego. Tojest kwestia pomysłów, dobrych managerów a nie bezsensownego zabijania zwierząt.
Co dalej: polska wieś, szczególnie ta, gdzie istnieją fermy hodujące norki, lisy i gronostaje, w końcu odetchnie świeżym powietrzem. Nie od dziś wiadomo, że ta hodowla to skaranie boskie dla ludzi mieszkających w jej okolicy. To skażona ziemia, woda i wszechobecny fetor. Kto wie, jakie choróbska przenoszone drogą powietrzną są roznoszone dzięki takim hodowlom...
Gdyby hodowcy zadbali o godne warunki życia tych zwierzaków, gdyby sprzątanie odchodów miało miejsce jak w zwykłym hotelu czyli codziennie, gdyby weterynarz doglądał zwierząt chorych... Ale skoro na polskich fermach już nawet Polacy nie chcą pracować tylko Ukraińcy na czarno? To już o czymś świadczy. To są mordownie, nie hodowle, popatrzcie tutaj:
http://www.otwarteklatki.pl - tam jest link, który pokazuje co dzieje się na tych fermach. Naprawdę jest nam wszystko jedno? Łkającej pani w sztucznym futerku również?
Likwidacja paskudnego procederu - czytaj hodowli zwierząt na futra - to wreszcie powrót normalnych cen działek tam, gdzie do tej pory fetor nie dawał sprzedać nawet metra kwadratowego. Bo niby kto zamieszka w smrodzie? Polska wieś odetchnie i z pewnością znajdzie się inny pracodawca.
Nie sądzę aby pracownicy takiej fermy tęsknili za ośmioma godzinami pracy spędzonymi w niskich a latem wysokich temperaturach, do brnięcia po kostki w gnoju i odchodach, do smrodu, do widoku poranionych i przerażonych zwierząt. Ten kto by tęsknił niech idzie się leczyć bo to oznacza, że zgubił człowieczeństwo. I mózg.
Rozumiem, że ludzie muszą jeść i hodują zwierzęta na rzeź ale nie rozumiem hodowli wielkoobszarowych, gdzie zwierzę traktuje się jak rzecz. I nie wyskakujcie mi tu z jakimś psalmem św. Pawła do niewiadomo kogo, że bóg powiedział, że człowiek może zabijać i zjadać. Guzik prawda, ludeczkowie. W Biblii jest napisane, że człowiek jest królem i panuje nad zwierzętami. Czy król zabija swoich poddanych? A co najważniejsze: biblia nie jest aktem prawnym (chociaż niestety u nas może się to niedługo zmienić) i tu skończmy dywagacje rodem z księgi rodzaju.
Jeśli mamy hodować zwierzaki tylko po to, by tępa dzida odziewała w nie swoje suche wdzięki, to ja jestem przeciw. Jeśli nawet dzida jest rozkosznie mądra to niech odzieje się w bawełnę, jedwab bądź surowy len. Też jest twarzowy.
Noszenie zwłok, hodowanie zwierząt na te zwłoki jest absurdalne w XXI wieku, w dobie smartfonów, internetów i domów mody, które odcięły się od stosowania futer w swoich szwalniach - nie zobaczycie futra z norek u Gucciego, Armaniego, Michaela Korsa. Nawet nasze rodzime LPP (marki Mohito, House, Reserved, etc.) zrezygnowały całkowicie z tego typu materii do szycia odzieży. Czyli można robić biznes bez bezsensownego znęcania się.
A hodowli zwierząt futerkowych zabroniono w Wielkiej Brytanii, Belgii, w krajach skandynawskich przepisy zostały tak zaostrzone, że hodowla zwierząt futerkowych stała się nieopłacalna. Jest zatem przenoszona do nas. Bo Polaczek lubi być wykorzystywany.
Czy znowu musimy być wucetem Europy? Już jesteśmy ich magazynem i tanią siłą roboczą dla ich koncernów. Nie dajmy chociaż naszego człowieczeństwa.
I nie wierzmy tym bzdurom o dziesiątkach tysięcy miejsc pracy. Bo biznes futrzarski opłaca się garstce. Zapytajcie byłego posła Piątaka.
Miłego dnia.
sobota, 3 lutego 2018
Polski himalaizm a szaleństwo pod skórą i nadposeł
Od kilku dni wrze w necie. Jedni skandują o bohaterstwie zmarłego na Nanga Parbat Tomaszu Mackiewiczu, inni, że to żaden bohater i nie powinniśmy za nasze podatki pomagać takim szaleńcom.
Napisałam długi post z mojego poziomu kanapy. Podkreślam: mojego poziomu kanapy. Bo innego nie znam.
Co więcej, może tu kogoś zaskoczę, ale ZAWSZE piszę z tego poziomu. Moja kanapa, moje wnioski i moje spostrzeżenia.
Post napisany wcześniej skasowałam. Staram się nie oceniać wyborów innych i w ogóle nie oceniać ludzi a jedynie zjawiska. No chyba, że wybory jednych dotyczą drugich. Tak jest w przypadku Tomasza Maciewicza. Z YT patrzy na mnie pozytywny facet, widać że po przejściach. Ale pozytywny na maksa.
Ale nie jest on w moich oczach bohaterem. Jest himalaistą samoukiem, który miał pasję. Tyle.
Jego pasja, jego wybory.
I teraz najtrudniejsza sprawa, która spowodowała, że dołączam do tego bezsensownego bicia piany w necie: dlaczego państwo polskie ma płacić za akcję ratunkową szaleńca, skoro nie ma pieniędzy na leczenie chorych na raka.
I nie byłoby w tym nonszalanckim stwierdzeniu nic nowego. gdyby nie głos jakiegoś gościa, który określił, że porównywanie tych dwóch wydatków: na ratowanie polskiego himalaisty i na leczenie dzieci z nowotworem, jest bez sensu.
Z jednej strony tak, ale... Czy wiecie, jaką pasję ma chory na raka nastolatek, który w tym roku ma zdawać maturę i nie wie czy do niej dożyje? Ma pasję życia.
A czy wiecie jaką pasję mają dzieciaki z oddziału onkologii szpitala w Szczecinie? Pasję życia.
A te z warszawskiego hospicjum na Ursynowie? Pasję życia.
to pasja, której nie zna zdrowy poseł Kaczyński.
Powiedzcie koledze z liceum mojej córki, że nie ma pieniędzy na jego terapię i wznowa spowoduje, że nie zda matury. Bo nie dożyje.
Powiedzcie jego mamie, że nie ma na to pół miliona złotych w kasie NFZ.
Powiedzcie dziesięciolatkowi, że nie zdąży zobaczyć mistrzostw świata piłki nożnej w Rosji. Bo nie ma kasy na jego leczenie.
Ale...
Jest w Polsce kasa na dopłatę 4000 zł na każdy urodzony śmiertelnie uszkodzony płód.
Jest kasa na całodobową ochronę posła Kaczyńskiego
Jest kasa na gniot wszechczasów Korona Królów
Jest kasa na miesięcznice smoleńskie... miesiąc w miesiąc
Jest kasa na fanaberie księdza Rydzyka, na jego szkoły, radio, telewizję i geotermię
Jest kasa na stworzenie i finansowywanie Polskiej Fundacji Narodowej.
I w końcu jest kasa w samym Ministerstwie Zdrowia na spoty reklamowe w czasie największej oglądalności o rozmnażaniu się królików...
W końcu jest kasa na pomniki brata posła Kaczyńskiego.
Jest w polskim budżecie kasa.
Na podwyżki dla posłów i na ich preferencyjne progi podatkowe, na premie dla wysokiej rangi urzędników państwowych, na opłacanie milionów pierdół, które nic nie wnoszą, nikogo nie ratują, nikomu w niczym nie pomogą...
Budżet jest pełen naszych podatków.
I jest trwoniony w sposób absolutnie skandaliczny.
I wiecie co? Jak już kawaler Kaczyński powie siedemnastolatkowi w twarz, że niestety nie ma pieniędzy na jego leczenie za granicą bo przecież ochrona BORu jego przenajświętszej istoty jest droga i matury chłopiec nie dożyje, a potem wystąpi przed Wami w telewizji i powie, że on walczy z wrogami polskości i obywatelami swojego kraju, to włączcie myślenie.
Bo on też ma swoją pasję: rządzenie. I chce tę pasję realizować tak długo jak się da.
Naszym kosztem. Pieniędzmi z budżetu, który TWORZYMY MY - LUDZIE PRACUJĄCY. On nic nie tworzy, nie pracuje od skończenia studiów, zawsze na garnuszku budżetu...
Jaki to ma związek ze śmiercią polskiego himalaisty?
Pieniężny. Budżetowy. I pasjonacki (nie było takiego wyrazu ale teraz już jest, Kaczyński bawi się w słowotwórstwo, więc ja też mogę).
Bo na pierdoły i dla znajomych pieniądze są zawsze, a na ratowanie ludzkiego życia - tego, które już ma pesel - brak. Bez względu na to czy życie wspina się na Nanga Parbat czy uczy się w warszawskim liceum.
Dostajecie 500 plus i to was kręci. Patrzycie na PKB i nie mając zielonego pojęcia co to jest - sracie z radości po nogach, bo dzięki pisowi jest takie wysokie. A wiecie co to są obligacje skarbowe ii za jaką kwotę ich sprzedano? Nie macie pojęcia, dlatego klaszczecie, bo Morawiecki powiedział, że jest bosko.
Zobaczycie jak wystrzeli za chwilę inflacja a za wasze 500 zł będzie można kupić jedynie gazetę ( a podwyżki tej daniny nie spodziewajcie się, robaczki) to zrzednie wam mina. I zrzednie PKB.
Ale wtedy już będzie za późno aby dać dzieciom chorym na raka realizować ich największą pasję jaką jest życie.
I jeśli macie odwagę powiedzieć mamie chorego na raka: bóg tak chciał, to lepiej nic nie mówić, bo mówienie bzdur to kiedyś był straszny wstyd i powodował ostracyzm towarzyski.
I mam nadzieję, że wrócą czasy, w których bredzenie będzie potworną siarą a bycie inteligentnym będzie znaczyło bardzo dużo.
I oby wróciły mądre czasy zanim Kaczyński sprzeda wszystko aby kupić głosy widzów Korony Królów.
Za pieniądze które powinny być przeznaczone na ratowanie życia polskiego himalaisty, polskiego nastolatka walczącego z nowotworem i każde zdrowe dziecko - nie tylko drugie w rodzinie...
Darz bór.
Napisałam długi post z mojego poziomu kanapy. Podkreślam: mojego poziomu kanapy. Bo innego nie znam.
Co więcej, może tu kogoś zaskoczę, ale ZAWSZE piszę z tego poziomu. Moja kanapa, moje wnioski i moje spostrzeżenia.
Post napisany wcześniej skasowałam. Staram się nie oceniać wyborów innych i w ogóle nie oceniać ludzi a jedynie zjawiska. No chyba, że wybory jednych dotyczą drugich. Tak jest w przypadku Tomasza Maciewicza. Z YT patrzy na mnie pozytywny facet, widać że po przejściach. Ale pozytywny na maksa.
Ale nie jest on w moich oczach bohaterem. Jest himalaistą samoukiem, który miał pasję. Tyle.
Jego pasja, jego wybory.
I teraz najtrudniejsza sprawa, która spowodowała, że dołączam do tego bezsensownego bicia piany w necie: dlaczego państwo polskie ma płacić za akcję ratunkową szaleńca, skoro nie ma pieniędzy na leczenie chorych na raka.
I nie byłoby w tym nonszalanckim stwierdzeniu nic nowego. gdyby nie głos jakiegoś gościa, który określił, że porównywanie tych dwóch wydatków: na ratowanie polskiego himalaisty i na leczenie dzieci z nowotworem, jest bez sensu.
Z jednej strony tak, ale... Czy wiecie, jaką pasję ma chory na raka nastolatek, który w tym roku ma zdawać maturę i nie wie czy do niej dożyje? Ma pasję życia.
A czy wiecie jaką pasję mają dzieciaki z oddziału onkologii szpitala w Szczecinie? Pasję życia.
A te z warszawskiego hospicjum na Ursynowie? Pasję życia.
to pasja, której nie zna zdrowy poseł Kaczyński.
Powiedzcie koledze z liceum mojej córki, że nie ma pieniędzy na jego terapię i wznowa spowoduje, że nie zda matury. Bo nie dożyje.
Powiedzcie jego mamie, że nie ma na to pół miliona złotych w kasie NFZ.
Powiedzcie dziesięciolatkowi, że nie zdąży zobaczyć mistrzostw świata piłki nożnej w Rosji. Bo nie ma kasy na jego leczenie.
Ale...
Jest w Polsce kasa na dopłatę 4000 zł na każdy urodzony śmiertelnie uszkodzony płód.
Jest kasa na całodobową ochronę posła Kaczyńskiego
Jest kasa na gniot wszechczasów Korona Królów
Jest kasa na miesięcznice smoleńskie... miesiąc w miesiąc
Jest kasa na fanaberie księdza Rydzyka, na jego szkoły, radio, telewizję i geotermię
Jest kasa na stworzenie i finansowywanie Polskiej Fundacji Narodowej.
I w końcu jest kasa w samym Ministerstwie Zdrowia na spoty reklamowe w czasie największej oglądalności o rozmnażaniu się królików...
W końcu jest kasa na pomniki brata posła Kaczyńskiego.
Jest w polskim budżecie kasa.
Na podwyżki dla posłów i na ich preferencyjne progi podatkowe, na premie dla wysokiej rangi urzędników państwowych, na opłacanie milionów pierdół, które nic nie wnoszą, nikogo nie ratują, nikomu w niczym nie pomogą...
Budżet jest pełen naszych podatków.
I jest trwoniony w sposób absolutnie skandaliczny.
I wiecie co? Jak już kawaler Kaczyński powie siedemnastolatkowi w twarz, że niestety nie ma pieniędzy na jego leczenie za granicą bo przecież ochrona BORu jego przenajświętszej istoty jest droga i matury chłopiec nie dożyje, a potem wystąpi przed Wami w telewizji i powie, że on walczy z wrogami polskości i obywatelami swojego kraju, to włączcie myślenie.
Bo on też ma swoją pasję: rządzenie. I chce tę pasję realizować tak długo jak się da.
Naszym kosztem. Pieniędzmi z budżetu, który TWORZYMY MY - LUDZIE PRACUJĄCY. On nic nie tworzy, nie pracuje od skończenia studiów, zawsze na garnuszku budżetu...
Jaki to ma związek ze śmiercią polskiego himalaisty?
Pieniężny. Budżetowy. I pasjonacki (nie było takiego wyrazu ale teraz już jest, Kaczyński bawi się w słowotwórstwo, więc ja też mogę).
Bo na pierdoły i dla znajomych pieniądze są zawsze, a na ratowanie ludzkiego życia - tego, które już ma pesel - brak. Bez względu na to czy życie wspina się na Nanga Parbat czy uczy się w warszawskim liceum.
Dostajecie 500 plus i to was kręci. Patrzycie na PKB i nie mając zielonego pojęcia co to jest - sracie z radości po nogach, bo dzięki pisowi jest takie wysokie. A wiecie co to są obligacje skarbowe ii za jaką kwotę ich sprzedano? Nie macie pojęcia, dlatego klaszczecie, bo Morawiecki powiedział, że jest bosko.
Zobaczycie jak wystrzeli za chwilę inflacja a za wasze 500 zł będzie można kupić jedynie gazetę ( a podwyżki tej daniny nie spodziewajcie się, robaczki) to zrzednie wam mina. I zrzednie PKB.
Ale wtedy już będzie za późno aby dać dzieciom chorym na raka realizować ich największą pasję jaką jest życie.
I jeśli macie odwagę powiedzieć mamie chorego na raka: bóg tak chciał, to lepiej nic nie mówić, bo mówienie bzdur to kiedyś był straszny wstyd i powodował ostracyzm towarzyski.
I mam nadzieję, że wrócą czasy, w których bredzenie będzie potworną siarą a bycie inteligentnym będzie znaczyło bardzo dużo.
I oby wróciły mądre czasy zanim Kaczyński sprzeda wszystko aby kupić głosy widzów Korony Królów.
Za pieniądze które powinny być przeznaczone na ratowanie życia polskiego himalaisty, polskiego nastolatka walczącego z nowotworem i każde zdrowe dziecko - nie tylko drugie w rodzinie...
Darz bór.
środa, 29 listopada 2017
Dlaczego nie stoimy murem za rezydentami
Była sobie raz studentka ekonomii, z dobrą specjalizacją w finansach. Skończyła studia, wzięła dyplom pod pachę i ... znalazła pracę jako sekretarka - ale za to w zagranicznej firmie. Co prawda absolwentka marzyła o pracy w banku inwestycyjnym albo chociaż w dziale analitycznym tej firmy zagranicznej, ale przecież nie miała doświadczenia ani specjalizacji. Aby to osiągnąć należało uzyskać dodatkowe dyplomy i skończyć dodatkowe kursy. Najlepiej MBA albo CFA albo chociaż certyfikat ACCA... MBA to koszt kilkudziesięciu tysięcy. CFA i ACCA tyleż samo. Trzeba zainwestować ale z czego? Chciałoby się najpierw kawalerkę na kredyt kupić, bo ileż można rodzicom siedzieć na głowie...
Po co piszę o jakiejś dziewczynie po ekonomii?
Po to, że nie tylko rezydenci są w czarnej dupie na początku swojej drogi. Ja wiem, że oni ratują życie.
Ale dobry bankowiec jest w stanie uratować cię przed największy błędem ever czyli kredytem hipotecznym w obcej walucie, na 50 lat. Śmieszne? Nie. To nie jest śmieszne bo w bankowości nie pracują ekonomiści tylko ci, którzy dobrze sprzedają.
Niedobrze.
Dlatego przeciętny doradca bankowy nie uratuje ci dupy tylko ci tę dupę umoczy we wrzątku, w imię swojej prowizji. I nie myśl sobie że to jego wina. Każdy chce kupić własny kąt. I każdy ma szefa i plany sprzedaży. A każdy prezes chce mieć jeszcze większy jacht i jeszcze więcej letnich apartamentów.
Ale lekarz ratuje życie przecież...
Wracamy do świeżo upieczonej ekonomistki sekretarki. Chciałaby dziewczyna dorobić, może jakiś drugi etat? ok, ale kiedy, skoro pracuje od 9 do 17 - 18? Wieczorem? Jako cieć chyba? Albo w weekendy, ale gdzie? może jako ochrona w supermarkecie? Tylko wtedy jak skończyć te studia podyplomowe i kursy...
Rezydent ma możliwość dorobić zawsze. I zawsze w zawodzie. Nie musi latać z mopem ani pilnować debili kupujących tanie wino. Nie musi strzec mienia samochodowego na prywatnych parkingach. Cały czas może leczyć ludzi. Tak długo w ciągu doby, ile potrzeba mu pieniędzy na dodatkowe kursy, które są niezbędne do bycia dobrym lekarzem. Tyle pieniędzy ile potrzeba aby kupić od razu nie kawalerkę ale dwa pokoje z oddzielną kuchnią.
A potem jest zmęczony. Zarabia więcej niż najniższa krajowa - i to nie jest zarzut tylko fakt.
Poharuje 7-8 lat i potem już może zacząć ogarniać kredyt na willę w Wilanowie.
Po 7 latach pracy, jeśli nasza sekretarka będzie w stanie zapłacić kilkadziesiąt tysięcy za licencję maklerską albo dyplom ACCA jeszcze nie kupi willi na raty. Albo kupi, jeśli wcześniej nie padnie z głodu albo wycieńczenia. Chyba, że zacznie sprzedawać wam marzenia: kredyty na domy i mieszkania, wątpliwe inwestycje albo słabe lokaty. Abo wciskać wam ubezpieczenia z lokatą. Prowizja jest zawsze kiedy sprzedasz - nie wtedy kiedy zależy ci na dobru klienta. Wybieraj: albo wakacje nad morzem albo odradzasz kolesiowi ten kredyt we frankach... A potem on popełnia samobójstwo, bo wartość mieszkania jest o połowę niższa niż wartość kredytu, na spłatę nie ma szans, na sprzedaż nie ma szans... jest szansa na śmierć.
Widzicie podobieństwo?
Rezydenci nie mają gorzej. Mają inaczej.
Musieli wziąć dodatkowe dyżury bo na wakacje nad morze potrzeba. I meble do kuchni. I może dziecko. A potem i tak jest królem w przychodni. I da skierowanie król życia i śmierci albo nie da. Postawi dobrą diagnozę albo będzie leczył jak grypę... Abo się uśmiechnie i powie, że będzie dobrze albo cię objedzie, że nie wiesz, że podczas ostatniej operacji miałaś transfuzję krwi (powinnaś wiedzieś, przecież byłaś tylko uśpiona na czas operacji, jak można nie umieć czytać własnej karty szpitalnej?! nie pamiętasz nazw leków, które ci podano? no skandal, nie współpracujesz!).
Większość ludzi ma złe doświadczenia z SOR-ów i państwowych przychodni.
Większość Polaków codziennie walczy o byt. O przetrwanie do wypłaty. Jesteśmy znużeni, wykończeni pogonią za normalnością.
Większość z nas.
Każdy zawód w Polsce boryka się z takimi samymi ograniczeniami - finansowymi. Nie mamy sensownych programów finansowanych z Unii dla osób z wykształceniem. Bo po co?
Państwo nie wykorzystuje zasobów, które ma, państwo karmi przyjaciół i znajomych królika. I teściowe, i ciotki.
Rynek pracy w Polsce to jedna wielka patologia. I nie dotyczy to tylko służby zdrowia. A pomoc społeczna? Ma jakiś sens? W obecnej formie - nie ma żadnego. Ktoś się tym przejmuje? Nie.
Dlatego rezydenci nie znajdą poparcia wśród swoich pacjentów. Bo zbyt często ci pacjenci czują się zawiedzeni. Poziomem leczenia, poziomem traktowania, poziomem wiedzy albo jej braku.
I to nie tylko w przychodni. W banku, w ZUSie, w pomocy społecznej.
Wszystko stoi na głowie.
W banku pracuje absolwent SGGW, w logistyce pani bez matury a w przychodni lekarz bez wytchnienia. Bo musi zarobić na kurs, na ratę mieszkania, na wakacje w Koszalinie.
Jak każdy z nas.
Wszyscy mamy dość. Dlatego nie jesteśmy w stanie się zjednoczyć. Jedynie gryźć się nawzajem. Za złote szekle. Za dukaty. Za mamonę.
A ona jest tam, gdzie jest władza.
I tu się koło zamyka.
Dziekuję za uwagę.
Po co piszę o jakiejś dziewczynie po ekonomii?
Po to, że nie tylko rezydenci są w czarnej dupie na początku swojej drogi. Ja wiem, że oni ratują życie.
Ale dobry bankowiec jest w stanie uratować cię przed największy błędem ever czyli kredytem hipotecznym w obcej walucie, na 50 lat. Śmieszne? Nie. To nie jest śmieszne bo w bankowości nie pracują ekonomiści tylko ci, którzy dobrze sprzedają.
Niedobrze.
Dlatego przeciętny doradca bankowy nie uratuje ci dupy tylko ci tę dupę umoczy we wrzątku, w imię swojej prowizji. I nie myśl sobie że to jego wina. Każdy chce kupić własny kąt. I każdy ma szefa i plany sprzedaży. A każdy prezes chce mieć jeszcze większy jacht i jeszcze więcej letnich apartamentów.
Ale lekarz ratuje życie przecież...
Wracamy do świeżo upieczonej ekonomistki sekretarki. Chciałaby dziewczyna dorobić, może jakiś drugi etat? ok, ale kiedy, skoro pracuje od 9 do 17 - 18? Wieczorem? Jako cieć chyba? Albo w weekendy, ale gdzie? może jako ochrona w supermarkecie? Tylko wtedy jak skończyć te studia podyplomowe i kursy...
Rezydent ma możliwość dorobić zawsze. I zawsze w zawodzie. Nie musi latać z mopem ani pilnować debili kupujących tanie wino. Nie musi strzec mienia samochodowego na prywatnych parkingach. Cały czas może leczyć ludzi. Tak długo w ciągu doby, ile potrzeba mu pieniędzy na dodatkowe kursy, które są niezbędne do bycia dobrym lekarzem. Tyle pieniędzy ile potrzeba aby kupić od razu nie kawalerkę ale dwa pokoje z oddzielną kuchnią.
A potem jest zmęczony. Zarabia więcej niż najniższa krajowa - i to nie jest zarzut tylko fakt.
Poharuje 7-8 lat i potem już może zacząć ogarniać kredyt na willę w Wilanowie.
Po 7 latach pracy, jeśli nasza sekretarka będzie w stanie zapłacić kilkadziesiąt tysięcy za licencję maklerską albo dyplom ACCA jeszcze nie kupi willi na raty. Albo kupi, jeśli wcześniej nie padnie z głodu albo wycieńczenia. Chyba, że zacznie sprzedawać wam marzenia: kredyty na domy i mieszkania, wątpliwe inwestycje albo słabe lokaty. Abo wciskać wam ubezpieczenia z lokatą. Prowizja jest zawsze kiedy sprzedasz - nie wtedy kiedy zależy ci na dobru klienta. Wybieraj: albo wakacje nad morzem albo odradzasz kolesiowi ten kredyt we frankach... A potem on popełnia samobójstwo, bo wartość mieszkania jest o połowę niższa niż wartość kredytu, na spłatę nie ma szans, na sprzedaż nie ma szans... jest szansa na śmierć.
Widzicie podobieństwo?
Rezydenci nie mają gorzej. Mają inaczej.
Musieli wziąć dodatkowe dyżury bo na wakacje nad morze potrzeba. I meble do kuchni. I może dziecko. A potem i tak jest królem w przychodni. I da skierowanie król życia i śmierci albo nie da. Postawi dobrą diagnozę albo będzie leczył jak grypę... Abo się uśmiechnie i powie, że będzie dobrze albo cię objedzie, że nie wiesz, że podczas ostatniej operacji miałaś transfuzję krwi (powinnaś wiedzieś, przecież byłaś tylko uśpiona na czas operacji, jak można nie umieć czytać własnej karty szpitalnej?! nie pamiętasz nazw leków, które ci podano? no skandal, nie współpracujesz!).
Większość ludzi ma złe doświadczenia z SOR-ów i państwowych przychodni.
Większość Polaków codziennie walczy o byt. O przetrwanie do wypłaty. Jesteśmy znużeni, wykończeni pogonią za normalnością.
Większość z nas.
Każdy zawód w Polsce boryka się z takimi samymi ograniczeniami - finansowymi. Nie mamy sensownych programów finansowanych z Unii dla osób z wykształceniem. Bo po co?
Państwo nie wykorzystuje zasobów, które ma, państwo karmi przyjaciół i znajomych królika. I teściowe, i ciotki.
Rynek pracy w Polsce to jedna wielka patologia. I nie dotyczy to tylko służby zdrowia. A pomoc społeczna? Ma jakiś sens? W obecnej formie - nie ma żadnego. Ktoś się tym przejmuje? Nie.
Dlatego rezydenci nie znajdą poparcia wśród swoich pacjentów. Bo zbyt często ci pacjenci czują się zawiedzeni. Poziomem leczenia, poziomem traktowania, poziomem wiedzy albo jej braku.
I to nie tylko w przychodni. W banku, w ZUSie, w pomocy społecznej.
Wszystko stoi na głowie.
W banku pracuje absolwent SGGW, w logistyce pani bez matury a w przychodni lekarz bez wytchnienia. Bo musi zarobić na kurs, na ratę mieszkania, na wakacje w Koszalinie.
Jak każdy z nas.
Wszyscy mamy dość. Dlatego nie jesteśmy w stanie się zjednoczyć. Jedynie gryźć się nawzajem. Za złote szekle. Za dukaty. Za mamonę.
A ona jest tam, gdzie jest władza.
I tu się koło zamyka.
Dziekuję za uwagę.
środa, 18 października 2017
Pan Kurski, TVP i nowych rządów ciąg dalszy. A raczej cyrku
Dawno mnie tu nie było. Nie mam czasu. Kończę następny etap mojego kształcenia. Szukam nowej pracy. Mam dom, dzieci i przygarnięte zwierzaki. Czasu za to mam mało. I coraz mniej cierpliwości do tego, co dzieje się w moim kraju.
Mam proste marzenia: żeby posłowie zaczęli rządzić krajem a nie dupami kobiet, aby zajęli się sprawą niskich płac, zniwelowaniem umów zleceń, aby zaczęli dbać o tkankę która ich utrzymuje. Rozdają pieniądze tych, którzy na nich nie głosowali. Rozdają pieniądze emerytom, którzy są obciążeniem dla budżetu, rozdają pieniądze tym, którzy mają dużo dzieci i małe dochody - czyli są obciążeniem dla budżetu, rozdają kościołowi, który do budżetu tego kraju nie dołożył nawet złotówki i jest ogromnym obciążeniem dla budżetu.
Widzicie tę logikę? Damy ciemnym masom to, co przynosi nam w zębach inteligencja pracująca, drobni przedsiębiorcy, wykształciuchy i ci, którzy nie liczą na niczyją pomoc i zasuwają ciężko całe życie. Elektorat nie ma takich problemów jak bezrobocie, elektorat wie, że za głos dostanie monetę. Elektorat ma w dupie to, że zabiorą mu za to część wolności i swobód. Po co elektoratowi wolność? Żeby mógł powiedzieć to co chce? Nie musi, wystarczy, ze sobie w domu pokrzyczy, żonę zleje za to, że życie ciężkie, psa skopie, że zasiłek za niski, na sąsiada doniesie, bo coś za dobrze mu się powodzi a przecież życie musi dawać jakieś drobne przyjemności. I taką przyjemnością jest duma z donosu a jeszcze większa radość, gdy ten donos coś wniesie: na przykład kontrolę skarbową u sąsiada albo grzywna z urzędu gminy. To jest dopiero radocha! Niech se sąsiad, wykształciuch jeden, co do kościoła, bezbożnik, nie chodzi, nie myśli, że jest lepszy! Bo że tak myśli to na sto procent! Przecież każdy wie co myśli inny.... jesteśmy Polakami, wiemy takie rzeczy.
I jeszcze w telewizji mówią, że doktorom źle! W dupach się poprzewracało! Za nasze podatki! - krzyczy bezrobotny. Ten, co podatku w życiu nie zapłacił. Bo przecież jak w szpitalu ostatnio wylądował to czekał na SORze siedem godzin! Ruszają się jak muchy w smole! Pracować nie umieją. I do tego, nieuki jedne, nie postawiły trafnie diagnozy! I byli niemili! A co to kogo obchodzi, że tyra szesnastą godzinę? jak się chciało być doktorem to trzeba robić a nie spać!
A w telewizji mówią, że te młode doktory to po Karaibach jeżdżą. I jeszcze im mało. Dziadostwo i tyle.
A ja sobie myślę tak: panie Kurski, pan już dawno przekroczył granice dobrego smaku. Przekroczył pan w ogóle wszelkie granice, również te bez smaku. Pana telewizja błąka się po torfowych bezdrożach populizmu i łgarstwa. To piękna droga, bo płaska, niżej już nie ma nic, bo to torfowiska. Wie pan co to torfowisko jest? To jest szalenie żyzny obiekt. Suchy, podpalony potrafi się tlić nawet rok. Ale jest też bardzo niebiezpieczny. Właśnie przez to, że potrafi się bardzo długo palić i bardzo trudno ugasić płonące torfy. Płomień potrafi spalić panie Kurski.
Niech mi pan zdradzi taką rzecz: młody lekarz ciężko zapierdziela i dostaje 1700 zł. Jakim prawem zagląda mu pan do portfela i ocenia, że nie może za te pieniądze kupić sobie kawioru? Bo co? Bo tylko pan może żreć kawior? A dlaczego nie może wziąć kredytu i na ten kredyt raz na pięc lat pojechać sobie na wakacje marzeń? Bo tylko pan może jeździć w ezgotyczne kraje? Po co pan grzebie ludziom w portfelach? Po co grzebie pan w ich zyciu osobistym? Jak Stalin, Goebbels, jak Wydział Propagadny i Agitacji w ZSRR? Ale sobie pan wzorce wybrał... a nie, to pan poseł Kaczyński wybrał, on te czasy doskonale pamięta, tzn. nie wiem czy dokładnie czasy stalinowskie, ale mając 67 lat jego młodość i dorosłość przypadła na czasy błogosławionej socjal-komuny. To jest, panie Kurski, słabe jak wywalanie śmieci do lasu, jak sikanie na trawniku w środku miasta, jak przywiązanie psa z daleka od ludzkich domostw i zostawienia go na pewną śmierć. Takie to jest słabe. I ja to widzę, ja wykształciuch. I widzą to inni, tylko się boją to powiedzieć. Ze jest pan smutnym zwisającym. Nie warto takim jak pan podać nawet ręki.
I nawet jeśli te bzdury, które pokazuje TVP to nieprawda, bo ci ludzie ani nie jeżdżą masami i ciągle na egzotyczne wakacje ani nie jedzą kawioru (pan - żre, oni - jedzą - to ważna różnica).
Ale obrzucić błotem warto, bo zawsze coś się przyklei, nawet jak potem się oficjalnie przeprosi to zostaje taka mała plamka niepewności... a jeśli jeżdżą to im się w dupach przewraca.
Bo jeździć za granicę może tylko pracujący na umowę zlecenie robotnik z niepracującą żoną i siedmiorgniem dzieci! Bo to jest właśnie prawdziwy Polak i katolik. A nie jakiś lekarz, który za 10 lat będzie zarabiał 200 tysięcy rocznie.
A tak się zapytam na marginesie: ile zarabia pan Misiewicz, który maturę jedynie posiada? pewnie za chwilę będzie miał doktorat z obronności z uczelni pana Rydzyka, ale powiedzmy sobie szczerze: te ich magistry i doktoraty z Torunia są niewiele warte. Tyle ile pana telewizja i tamtejsze synekury (nie sądzę aby absolwenci dyrektora Rydzyka mogli liczyć na inne posady)
Mam nadzieję, że za dwa lata wyślemy was do więzienia. I zmienimy Polskę na lepsze.
Moje postulaty jako kandydata na posła byłyby takie:
-jesteśmy w unii to już w niej bądźmy
-organiczmy kadencje poselskie do dwóch (8 lat w rządzie to i tak długo)
-wprowadźmy takie same limity wolnych kwot od podatku na diety poselskie jak dla zwykłych ludzi a nie 36 tysięcy a dla reszty 8 tysięcy
-jeśli zostałeś posłem - nie wolno ci być ministrem ani nie wolno ci zasiadać w żadnych radach nadzorczych żadnych spółek - ani państwowych ani prywatnych, nie wolno ci prowadzić żadnych firm - nie masz na to czasu, ty masz siedzieć w sejmie i czytać projekty ustaw, konsultować się w ich sprawie i dobrze podejmować decyzje.
-maksymalna kwota jaką może zarabiać poseł nie powinna przekraczać dziesięciokrotności najniższej krajowej - jesteś posłem a nie bonzem finansowym, jak chcesz nabijać kabzę to idź do biznesu, tu jest rola społeczna a nie finansowa.
-w samorządach ograniczenie również do dwóch kadencji - im dłużej siedzą ci sami, tym bardziej się okopują i tworzą zwarty krąg zależności - być może są dobrzy włodarze, ale uważam, że zmiany są lepsze - zawsze świeże, inne spojrzenie daje więcej korzyści niż skostniały układ nie do rozwalenia
-instytucja prokuratorów - uważam, że powinna być interdyscyplinarna komisja, która będzie badać skargi na prokuratorów, sędziów i komorników - wybrana randomowo z pośród ludności polskiej, posiadającej wiecej niż 35 lat i mniej niż 70 lat, tylko i wyłącznie z wykształceniem wyższym magisterskim bądź wyżej. Tak, ja wiem, że niejeden po gimnazjum jest mądrzejszy od tego po studiach i spokojnie może skonstruować bombę atomową lub most na rzece Kwai, ale dziękuję, jak jest taki zdolny, to tym bardziej spokojnie studia skończy i może się załapać - sky is the limit
-obowiązek pracy dla osadzonych - więźniowie odbywają karę za popełnione złe czyny, zatem muszą pracować na swoje utrzymanie, nie ma, że leżą przez 20 lat i jedzą na koszt podatników - polskie zakłady produkcyjne powstające w oparciu o taką siłę roboczą będą konkurencyjne na rynku europejskim a i prywatne mogą zlecać prace do wykonania w więzieniach, sorki, jak ktoś narozrabiał to w nagrodę nie będzie leżał
-kara dożywocia dla pijanych kierowców którzy dopuścili się morderstwa za kierownicą, to samo dla myśliwych którzy strzelając do dzika zabiją człowieka
-gwałt jako przestępstwo ściagane z urzędu, wystarczy zgłosić się do lekarza i lekarz stwierdzi gwałt, wówczas powinna się uruchamiać machina policyjno-sądowa, kara za gwałt: 25 lat lub więcej - nie, nie interesuje mnie, że był pijany - jak nie umiesz pić to nie pij, nie interesuje mnie, że ona miała dekolt i mini - mój pies uwielbia mięso ale gdy mówię: nie wolno!- nie rusza, rozumie, zatem chyba mężczyzna jest mądrzejszy od psa? - no chyba, że jest inaczej
-nakaz natychmiastowej eksmisji dla męża/partnera-żony/partnerki znęcającego/znęcającej się nad rodziną - nie interesuje mnie, że jest właścicielem nieruchomości w której mieszka z rodziną - prawo nietykalności i wolności jest ponad prawem własności - sorry
-likwidacja klauzuli sumienia dla wszystkich zawodów - jeśli nie chcę czegoś robić - nie muszę, zmieniam zawód, pracę, życie, drodzy lekarze i farmaceuci, zbieranie malin też jest ważne i prolife, bo maliny są zdrowe
-zmiana programów nauczania w szkołach podstawowych - obowiązkowa matematyka z elementami finansów (każdy człowiek powinien umieć rozliczyć się z podatków, wiedzieć co to jest present value i future value, co to lichwa, pożyczka i kredyt hipoteczny, jak wybrać dobrą inwestycję i w jaki sposób powstaje inflacja) oraz prawdziwa biologia - skoro religii można się uczyć od zerówki do matury to biologii tym bardziej (też nie lubię biologii, ale skończyłam profil biol-chem i żyję)
Boszzz, mam wiele innych postulatów, ale już nie mam czasu ich wszystkich spisywać... może po obronie to zrobię. A przynajmniej po oddaniu pracy.
Darz bór!
PS. Aha, na koniec ważny komunikat do niejakiej Józefy Hrynkiewicz: droga pani Józefo, która proponujesz, aby młodzi lekarze wyjeżdżali z kraju, skoro im się w Polsce nie podoba - zamiast się tak kompromitować, spraw, aby wasi polscy na wskroś patrioci zaczęli szanować inne narody, bo jak polscy lekarze zawiną się do Norwegii, to leczyć nas będą babki i znachorki - naparem z jemioły i dymem z kościelnego kadzidła. Ja jestem jeszcze w miarę młoda i przeżyję, ale nie wiem jak z panią, bo już pani wiekowa i sama jemioła może nie pomóc. Młodym, pijanym i umięśnionym patriotom nie podobają się Hindusi, Rumuni, Ukraińcy, Czesi, Hiszpanie, Niemcy i w zasadzie wszyscy inni, więc jak tacy przyjadą nas leczyć lub studiować u nas medycynę i ktoś ich będzie bił to też pojadą do Norwegii... także ten... myślenie nie boli nawet w pani wieku. I na koniec: według mnie jest z pani taki socjolog jak z rybiej płetwy organki. Dziękuję za uwagę.
Mam proste marzenia: żeby posłowie zaczęli rządzić krajem a nie dupami kobiet, aby zajęli się sprawą niskich płac, zniwelowaniem umów zleceń, aby zaczęli dbać o tkankę która ich utrzymuje. Rozdają pieniądze tych, którzy na nich nie głosowali. Rozdają pieniądze emerytom, którzy są obciążeniem dla budżetu, rozdają pieniądze tym, którzy mają dużo dzieci i małe dochody - czyli są obciążeniem dla budżetu, rozdają kościołowi, który do budżetu tego kraju nie dołożył nawet złotówki i jest ogromnym obciążeniem dla budżetu.
Widzicie tę logikę? Damy ciemnym masom to, co przynosi nam w zębach inteligencja pracująca, drobni przedsiębiorcy, wykształciuchy i ci, którzy nie liczą na niczyją pomoc i zasuwają ciężko całe życie. Elektorat nie ma takich problemów jak bezrobocie, elektorat wie, że za głos dostanie monetę. Elektorat ma w dupie to, że zabiorą mu za to część wolności i swobód. Po co elektoratowi wolność? Żeby mógł powiedzieć to co chce? Nie musi, wystarczy, ze sobie w domu pokrzyczy, żonę zleje za to, że życie ciężkie, psa skopie, że zasiłek za niski, na sąsiada doniesie, bo coś za dobrze mu się powodzi a przecież życie musi dawać jakieś drobne przyjemności. I taką przyjemnością jest duma z donosu a jeszcze większa radość, gdy ten donos coś wniesie: na przykład kontrolę skarbową u sąsiada albo grzywna z urzędu gminy. To jest dopiero radocha! Niech se sąsiad, wykształciuch jeden, co do kościoła, bezbożnik, nie chodzi, nie myśli, że jest lepszy! Bo że tak myśli to na sto procent! Przecież każdy wie co myśli inny.... jesteśmy Polakami, wiemy takie rzeczy.
I jeszcze w telewizji mówią, że doktorom źle! W dupach się poprzewracało! Za nasze podatki! - krzyczy bezrobotny. Ten, co podatku w życiu nie zapłacił. Bo przecież jak w szpitalu ostatnio wylądował to czekał na SORze siedem godzin! Ruszają się jak muchy w smole! Pracować nie umieją. I do tego, nieuki jedne, nie postawiły trafnie diagnozy! I byli niemili! A co to kogo obchodzi, że tyra szesnastą godzinę? jak się chciało być doktorem to trzeba robić a nie spać!
A w telewizji mówią, że te młode doktory to po Karaibach jeżdżą. I jeszcze im mało. Dziadostwo i tyle.
A ja sobie myślę tak: panie Kurski, pan już dawno przekroczył granice dobrego smaku. Przekroczył pan w ogóle wszelkie granice, również te bez smaku. Pana telewizja błąka się po torfowych bezdrożach populizmu i łgarstwa. To piękna droga, bo płaska, niżej już nie ma nic, bo to torfowiska. Wie pan co to torfowisko jest? To jest szalenie żyzny obiekt. Suchy, podpalony potrafi się tlić nawet rok. Ale jest też bardzo niebiezpieczny. Właśnie przez to, że potrafi się bardzo długo palić i bardzo trudno ugasić płonące torfy. Płomień potrafi spalić panie Kurski.
Niech mi pan zdradzi taką rzecz: młody lekarz ciężko zapierdziela i dostaje 1700 zł. Jakim prawem zagląda mu pan do portfela i ocenia, że nie może za te pieniądze kupić sobie kawioru? Bo co? Bo tylko pan może żreć kawior? A dlaczego nie może wziąć kredytu i na ten kredyt raz na pięc lat pojechać sobie na wakacje marzeń? Bo tylko pan może jeździć w ezgotyczne kraje? Po co pan grzebie ludziom w portfelach? Po co grzebie pan w ich zyciu osobistym? Jak Stalin, Goebbels, jak Wydział Propagadny i Agitacji w ZSRR? Ale sobie pan wzorce wybrał... a nie, to pan poseł Kaczyński wybrał, on te czasy doskonale pamięta, tzn. nie wiem czy dokładnie czasy stalinowskie, ale mając 67 lat jego młodość i dorosłość przypadła na czasy błogosławionej socjal-komuny. To jest, panie Kurski, słabe jak wywalanie śmieci do lasu, jak sikanie na trawniku w środku miasta, jak przywiązanie psa z daleka od ludzkich domostw i zostawienia go na pewną śmierć. Takie to jest słabe. I ja to widzę, ja wykształciuch. I widzą to inni, tylko się boją to powiedzieć. Ze jest pan smutnym zwisającym. Nie warto takim jak pan podać nawet ręki.
I nawet jeśli te bzdury, które pokazuje TVP to nieprawda, bo ci ludzie ani nie jeżdżą masami i ciągle na egzotyczne wakacje ani nie jedzą kawioru (pan - żre, oni - jedzą - to ważna różnica).
Ale obrzucić błotem warto, bo zawsze coś się przyklei, nawet jak potem się oficjalnie przeprosi to zostaje taka mała plamka niepewności... a jeśli jeżdżą to im się w dupach przewraca.
Bo jeździć za granicę może tylko pracujący na umowę zlecenie robotnik z niepracującą żoną i siedmiorgniem dzieci! Bo to jest właśnie prawdziwy Polak i katolik. A nie jakiś lekarz, który za 10 lat będzie zarabiał 200 tysięcy rocznie.
A tak się zapytam na marginesie: ile zarabia pan Misiewicz, który maturę jedynie posiada? pewnie za chwilę będzie miał doktorat z obronności z uczelni pana Rydzyka, ale powiedzmy sobie szczerze: te ich magistry i doktoraty z Torunia są niewiele warte. Tyle ile pana telewizja i tamtejsze synekury (nie sądzę aby absolwenci dyrektora Rydzyka mogli liczyć na inne posady)
Mam nadzieję, że za dwa lata wyślemy was do więzienia. I zmienimy Polskę na lepsze.
Moje postulaty jako kandydata na posła byłyby takie:
-jesteśmy w unii to już w niej bądźmy
-organiczmy kadencje poselskie do dwóch (8 lat w rządzie to i tak długo)
-wprowadźmy takie same limity wolnych kwot od podatku na diety poselskie jak dla zwykłych ludzi a nie 36 tysięcy a dla reszty 8 tysięcy
-jeśli zostałeś posłem - nie wolno ci być ministrem ani nie wolno ci zasiadać w żadnych radach nadzorczych żadnych spółek - ani państwowych ani prywatnych, nie wolno ci prowadzić żadnych firm - nie masz na to czasu, ty masz siedzieć w sejmie i czytać projekty ustaw, konsultować się w ich sprawie i dobrze podejmować decyzje.
-maksymalna kwota jaką może zarabiać poseł nie powinna przekraczać dziesięciokrotności najniższej krajowej - jesteś posłem a nie bonzem finansowym, jak chcesz nabijać kabzę to idź do biznesu, tu jest rola społeczna a nie finansowa.
-w samorządach ograniczenie również do dwóch kadencji - im dłużej siedzą ci sami, tym bardziej się okopują i tworzą zwarty krąg zależności - być może są dobrzy włodarze, ale uważam, że zmiany są lepsze - zawsze świeże, inne spojrzenie daje więcej korzyści niż skostniały układ nie do rozwalenia
-instytucja prokuratorów - uważam, że powinna być interdyscyplinarna komisja, która będzie badać skargi na prokuratorów, sędziów i komorników - wybrana randomowo z pośród ludności polskiej, posiadającej wiecej niż 35 lat i mniej niż 70 lat, tylko i wyłącznie z wykształceniem wyższym magisterskim bądź wyżej. Tak, ja wiem, że niejeden po gimnazjum jest mądrzejszy od tego po studiach i spokojnie może skonstruować bombę atomową lub most na rzece Kwai, ale dziękuję, jak jest taki zdolny, to tym bardziej spokojnie studia skończy i może się załapać - sky is the limit
-obowiązek pracy dla osadzonych - więźniowie odbywają karę za popełnione złe czyny, zatem muszą pracować na swoje utrzymanie, nie ma, że leżą przez 20 lat i jedzą na koszt podatników - polskie zakłady produkcyjne powstające w oparciu o taką siłę roboczą będą konkurencyjne na rynku europejskim a i prywatne mogą zlecać prace do wykonania w więzieniach, sorki, jak ktoś narozrabiał to w nagrodę nie będzie leżał
-kara dożywocia dla pijanych kierowców którzy dopuścili się morderstwa za kierownicą, to samo dla myśliwych którzy strzelając do dzika zabiją człowieka
-gwałt jako przestępstwo ściagane z urzędu, wystarczy zgłosić się do lekarza i lekarz stwierdzi gwałt, wówczas powinna się uruchamiać machina policyjno-sądowa, kara za gwałt: 25 lat lub więcej - nie, nie interesuje mnie, że był pijany - jak nie umiesz pić to nie pij, nie interesuje mnie, że ona miała dekolt i mini - mój pies uwielbia mięso ale gdy mówię: nie wolno!- nie rusza, rozumie, zatem chyba mężczyzna jest mądrzejszy od psa? - no chyba, że jest inaczej
-nakaz natychmiastowej eksmisji dla męża/partnera-żony/partnerki znęcającego/znęcającej się nad rodziną - nie interesuje mnie, że jest właścicielem nieruchomości w której mieszka z rodziną - prawo nietykalności i wolności jest ponad prawem własności - sorry
-likwidacja klauzuli sumienia dla wszystkich zawodów - jeśli nie chcę czegoś robić - nie muszę, zmieniam zawód, pracę, życie, drodzy lekarze i farmaceuci, zbieranie malin też jest ważne i prolife, bo maliny są zdrowe
-zmiana programów nauczania w szkołach podstawowych - obowiązkowa matematyka z elementami finansów (każdy człowiek powinien umieć rozliczyć się z podatków, wiedzieć co to jest present value i future value, co to lichwa, pożyczka i kredyt hipoteczny, jak wybrać dobrą inwestycję i w jaki sposób powstaje inflacja) oraz prawdziwa biologia - skoro religii można się uczyć od zerówki do matury to biologii tym bardziej (też nie lubię biologii, ale skończyłam profil biol-chem i żyję)
Boszzz, mam wiele innych postulatów, ale już nie mam czasu ich wszystkich spisywać... może po obronie to zrobię. A przynajmniej po oddaniu pracy.
Darz bór!
PS. Aha, na koniec ważny komunikat do niejakiej Józefy Hrynkiewicz: droga pani Józefo, która proponujesz, aby młodzi lekarze wyjeżdżali z kraju, skoro im się w Polsce nie podoba - zamiast się tak kompromitować, spraw, aby wasi polscy na wskroś patrioci zaczęli szanować inne narody, bo jak polscy lekarze zawiną się do Norwegii, to leczyć nas będą babki i znachorki - naparem z jemioły i dymem z kościelnego kadzidła. Ja jestem jeszcze w miarę młoda i przeżyję, ale nie wiem jak z panią, bo już pani wiekowa i sama jemioła może nie pomóc. Młodym, pijanym i umięśnionym patriotom nie podobają się Hindusi, Rumuni, Ukraińcy, Czesi, Hiszpanie, Niemcy i w zasadzie wszyscy inni, więc jak tacy przyjadą nas leczyć lub studiować u nas medycynę i ktoś ich będzie bił to też pojadą do Norwegii... także ten... myślenie nie boli nawet w pani wieku. I na koniec: według mnie jest z pani taki socjolog jak z rybiej płetwy organki. Dziękuję za uwagę.
środa, 26 kwietnia 2017
Ona starsza on młodszy i psychologia rodem z pegeeru
Emmanuel Macron i jego stara żona... ból dupy i psychoanaliza rodem z obory. Polacy są świetni w ocenianiu innych, szczególnie, gdy wiedzą na jakiś temat niewiele lub wcale. Ta druga opcja jest zdecydowanie częściej występująca. Jesteśmy wszechwiedzący i uzurpujemy sobie prawo do obrzucania ludzi błotem.
Żona Macrona porzuciła dla niego męża i dzieci. O laboga! gdyby to mąż porzucił Brigitte i zostawił ją samą z rodzicielstwem to świętego oburzenia by nie było! Bo to przecież normalne, że stary ramol, któremu już nie staje żeni się z młodą laską. Laska jest młodsza o 30 lat to dobrze, bo on ma pieniądze i mądrość a ona może urodzić mu dzieci. Chyba wnuki, ale pal licho nomenklaturę.
Oburzenie ludzi komentujących newsa na wp.pl przerosło mój stopień tolerancji głupoty. Jesteśmy zgnuśniałym, nietolerancyjnym, małostkowym i głupim narodem wypełnionym po brzegi stereotypami. Nie wypada, żeby stara baba brała się za młodego. Ale wypada aby stary dziad brał się za młódkę.
Nie wolno porzucić żonie męża i co gorsza zostawić go z dziećmi! Gdzieżby! To ona powinna zostać porzucona i tkwić w macierzyństwie po pachy, zalatana, zarobiona i wiecznie z pustym portfelem, bo przecież to dopuszczone i normalne, że były alimentów nie płaci albo płaci szczątkowe (i dobrze, żeby sobie baba kiecek nie kupowała, bo jeszcze jakiegoś nowy lepszy egzemplarz znajdzie i wówczas jakże to obcy chłop będzie jego dzieci wychowywał! Apage!).
Nie wolno pokochać młodszego, z jędrnym przyrodzeniem! Ale za to młodziutka nimfomaka może zadurzyć się w dziadzie z więdnącą męskością. To normalne i absolutnie dopuszczone.
A teraz prawdziwy obraz: jak wygląda często taki dziadek? Jest tłusty i zapuszczony mimo wielkiej kasy, brzuchol jest zwykle nieozdownym elementem obleśnego starca.
Jak natomiast wygląda starsza kobieta przy młodym mężczyźnie? ZAWSZE jest zadbana, szczupła, pięknie uczesana. Nie jest miotłą podczas gdy panowie towarzyszący zwiewnym sylfidom są zapoceni, z wysokim do potylicy czołem i równie wysokim cholesterolem.
Drogie panie! Nam, w każdym wieku "stanie". To my żyjemy dłużej, więc po jakie licho nam dużo starszy mąż??
Drodzy panowie, po pięćdziesiątne jędrność nie powróci, niestety.
To dla was są niezręczne reklamy o konarach w płomieniach. Nie dajecie rady bez... i dlatego my zaczynamy wybierać młodszych i jędrnych. Z taką różnicą, że mimo naszego wieku nadal jesteśmy szczupłe, zadbane i ... mamy piękne orgazmy.
A wy męczycie te nieszczęsne nastoletnie dziewoje, które po cichu muszą posiłkować się waszymi przystojnymi asystentami.
Porzućmy zatem archetyp polskiego na wskroś związku i zaakceptujmy fakt, że panowie są w gorszej sytuacji. Tylko robią dobrą minę do złej gry. I wmówili nam (i sobie przy okazji), że tak jest cudownie i tak ma być.
Otóż nie.
Jesteście w błędzie.
I te inteligentne to wiedzą i będą mówić o tym głośno. Przestajemy się was bać.
Teraz wasza kolej na strach.
Śpijcie czujnie, bo wasz stereotyp się kończy.
Archetyp odjeżdża do lamusa.
Brawo Brigitte! Brawo Madonna, Jennifer Lopez, moja babcia (dziadek był o 6 lat młodszy) i wszystkie odważne i piękne kobiety wybierające świeższy model!
Miłość jest kobietą i to jest nasz czas.
Nieważne ile będzie trwał taki związek, ale z pewnością będzie ognisty i piękny! I niezapomniany dla obu stron!
A wy wszyscy którzy piszecie niewybredne, durne komentarze idźcie się upić, bo jedynie to wam pozostało, zblazowani nieszczęśnicy. Wcale mi was nie żal! Do piekła!
Żona Macrona porzuciła dla niego męża i dzieci. O laboga! gdyby to mąż porzucił Brigitte i zostawił ją samą z rodzicielstwem to świętego oburzenia by nie było! Bo to przecież normalne, że stary ramol, któremu już nie staje żeni się z młodą laską. Laska jest młodsza o 30 lat to dobrze, bo on ma pieniądze i mądrość a ona może urodzić mu dzieci. Chyba wnuki, ale pal licho nomenklaturę.
Oburzenie ludzi komentujących newsa na wp.pl przerosło mój stopień tolerancji głupoty. Jesteśmy zgnuśniałym, nietolerancyjnym, małostkowym i głupim narodem wypełnionym po brzegi stereotypami. Nie wypada, żeby stara baba brała się za młodego. Ale wypada aby stary dziad brał się za młódkę.
Nie wolno porzucić żonie męża i co gorsza zostawić go z dziećmi! Gdzieżby! To ona powinna zostać porzucona i tkwić w macierzyństwie po pachy, zalatana, zarobiona i wiecznie z pustym portfelem, bo przecież to dopuszczone i normalne, że były alimentów nie płaci albo płaci szczątkowe (i dobrze, żeby sobie baba kiecek nie kupowała, bo jeszcze jakiegoś nowy lepszy egzemplarz znajdzie i wówczas jakże to obcy chłop będzie jego dzieci wychowywał! Apage!).
Nie wolno pokochać młodszego, z jędrnym przyrodzeniem! Ale za to młodziutka nimfomaka może zadurzyć się w dziadzie z więdnącą męskością. To normalne i absolutnie dopuszczone.
A teraz prawdziwy obraz: jak wygląda często taki dziadek? Jest tłusty i zapuszczony mimo wielkiej kasy, brzuchol jest zwykle nieozdownym elementem obleśnego starca.
Jak natomiast wygląda starsza kobieta przy młodym mężczyźnie? ZAWSZE jest zadbana, szczupła, pięknie uczesana. Nie jest miotłą podczas gdy panowie towarzyszący zwiewnym sylfidom są zapoceni, z wysokim do potylicy czołem i równie wysokim cholesterolem.
Drogie panie! Nam, w każdym wieku "stanie". To my żyjemy dłużej, więc po jakie licho nam dużo starszy mąż??
Drodzy panowie, po pięćdziesiątne jędrność nie powróci, niestety.
To dla was są niezręczne reklamy o konarach w płomieniach. Nie dajecie rady bez... i dlatego my zaczynamy wybierać młodszych i jędrnych. Z taką różnicą, że mimo naszego wieku nadal jesteśmy szczupłe, zadbane i ... mamy piękne orgazmy.
A wy męczycie te nieszczęsne nastoletnie dziewoje, które po cichu muszą posiłkować się waszymi przystojnymi asystentami.
Porzućmy zatem archetyp polskiego na wskroś związku i zaakceptujmy fakt, że panowie są w gorszej sytuacji. Tylko robią dobrą minę do złej gry. I wmówili nam (i sobie przy okazji), że tak jest cudownie i tak ma być.
Otóż nie.
Jesteście w błędzie.
I te inteligentne to wiedzą i będą mówić o tym głośno. Przestajemy się was bać.
Teraz wasza kolej na strach.
Śpijcie czujnie, bo wasz stereotyp się kończy.
Archetyp odjeżdża do lamusa.
Brawo Brigitte! Brawo Madonna, Jennifer Lopez, moja babcia (dziadek był o 6 lat młodszy) i wszystkie odważne i piękne kobiety wybierające świeższy model!
Miłość jest kobietą i to jest nasz czas.
Nieważne ile będzie trwał taki związek, ale z pewnością będzie ognisty i piękny! I niezapomniany dla obu stron!
A wy wszyscy którzy piszecie niewybredne, durne komentarze idźcie się upić, bo jedynie to wam pozostało, zblazowani nieszczęśnicy. Wcale mi was nie żal! Do piekła!
piątek, 10 marca 2017
9 marca, po Dniu Kobiet...kobiety kobietom... ech...
.... dobrze, że to dziś a nie wczoraj - tak, mam takie dziwne zapędy, które w zasadzie nic nie zmieniają, ale poprawiają nastrój na chwilkę: przesunięcie wydarzenia nieodwracalnego na później.
Dziś zostałyśmy upokorzone. Wszystkie. Przez dwóch starych dziadów. Korwina Mikke i Kaczyńskiego.
I to nawet nie jest najważniejsze, że przez starych. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeden to obrzydliwy dzieciorób, klasyczny brzydal, ledwo magister (uwaga! FILOZOFII, ha,ha,ha), uważający się za kogoś, kto pozjadał wszelkie rozumy. Biedy Korwin po filozofii nie wie, że jak coś się zje to to ląduje w brzuszku a nie w mózgu. U Korwina jest gdzie to upychać - bebech ma nie od parady, lustrzyca I stopnia.
Drugi to stary kawaler, żyjący tylko dla siebie - i działający tylko dla siebie, grający do jednej bramki - swojej.
Patrzę na dwóch starych dziadów poprzez kobiety, które otaczają ich wianuszkiem i spijają z ich ust każde słowo jak bezcenny życiodajny płyn.
Patrzę na kobiety drugiego planu zgromadzone wokół Jarosława i jest mi najzwyklej w świecie wstyd. Paskudne baby - tak, tak, przyjęłam retorykę pisu: walę co widzę: zaniedbane, upasione baby, niemyślące mimo jakichś pokończonych szkół, słuchające tego pokurcza z nabożeństwem w oczach. Pokurcz twierdzi, że wybór Tuska na szefa rady europy (głosy 1:27) to dowód na brak demokracji w Unii... To w takim razie jak przyjąć wygraną Pisu w Polsce, gdzie do wyborów poszło niecałe 50% ludzi z tego 37% wybrało miłościwie nam panujących? To też był przykład jawnego braku demokracji? Jarosław tak powiedział, więc z pewnością tak jest.
Jest ankieta na wp.pl z pytaniem czy Polska, stając w opozycji do polskiego kandydata ośmieszyła się. I cóż widzę? 19% twierdzi, że NIE! dziewiętnaście procent.... bardzo dużo... za dużo. 19% niemyślących, ale każdy z mózgiem. Boję się, bo idiota nie będzie się zastanawiał tylko zrobi, pójdzie z kamieniami na tych którzy myślą - jeśli Jarosław zawezwie. Mądry przemyśli i odłoży kamień, bo nie pójdzie walczyć z sąsiadem. Głupi natomiast... sami wiecie.
Drugi pajac: wydarzenie z Korwinem w brytyjskiej stacji telewizyjnej to żenada stulecia. Korwin powinien być dyscyplinarnie usunięty ze struktur Unii, Polski i zamknięty w wariatkowie. To jest zwykły dureń. Niestety, znowu widzę wokół durnia wianuszek kobiet, które deklarują, że on ma rację. Nawet modowa blogerka, ubierająca się u Louisa Vuitton jest jego gorącą zwolenniczką.
Jak świat mnie jeszcze zaskoczy? Jak bardzo nie potrafimy się, my kobiety, zjednoczyć.
W imię czego występujemy przeciwko sobie. W imię starych dziadów którym się udało wydrapać trochę władzy?
Dr Chazan, Dr Radziwiłł, Kaczyński, Jaki, Ziobro.... to stado jakichś zrytych nieudaczników, którzy jako dzieci dostawali w dupę od swoich matek, niestety za mało. A teraz dorwali się do władzy i biją na oślep. I HAVE A POWER! I tylko o to chodzi: o rząd dusz.
A Polska jest kobietą, demokracja jest kobietą. I wolność jest kobietą.
Nie powinnyśmy oddać im NIC.
Nawet cząstki tych kobiet.
Tylko jak to zrobić aby was zjednoczyć, baby?
Boję się.
Dziś zostałyśmy upokorzone. Wszystkie. Przez dwóch starych dziadów. Korwina Mikke i Kaczyńskiego.
I to nawet nie jest najważniejsze, że przez starych. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeden to obrzydliwy dzieciorób, klasyczny brzydal, ledwo magister (uwaga! FILOZOFII, ha,ha,ha), uważający się za kogoś, kto pozjadał wszelkie rozumy. Biedy Korwin po filozofii nie wie, że jak coś się zje to to ląduje w brzuszku a nie w mózgu. U Korwina jest gdzie to upychać - bebech ma nie od parady, lustrzyca I stopnia.
Drugi to stary kawaler, żyjący tylko dla siebie - i działający tylko dla siebie, grający do jednej bramki - swojej.
Patrzę na dwóch starych dziadów poprzez kobiety, które otaczają ich wianuszkiem i spijają z ich ust każde słowo jak bezcenny życiodajny płyn.
Patrzę na kobiety drugiego planu zgromadzone wokół Jarosława i jest mi najzwyklej w świecie wstyd. Paskudne baby - tak, tak, przyjęłam retorykę pisu: walę co widzę: zaniedbane, upasione baby, niemyślące mimo jakichś pokończonych szkół, słuchające tego pokurcza z nabożeństwem w oczach. Pokurcz twierdzi, że wybór Tuska na szefa rady europy (głosy 1:27) to dowód na brak demokracji w Unii... To w takim razie jak przyjąć wygraną Pisu w Polsce, gdzie do wyborów poszło niecałe 50% ludzi z tego 37% wybrało miłościwie nam panujących? To też był przykład jawnego braku demokracji? Jarosław tak powiedział, więc z pewnością tak jest.
Jest ankieta na wp.pl z pytaniem czy Polska, stając w opozycji do polskiego kandydata ośmieszyła się. I cóż widzę? 19% twierdzi, że NIE! dziewiętnaście procent.... bardzo dużo... za dużo. 19% niemyślących, ale każdy z mózgiem. Boję się, bo idiota nie będzie się zastanawiał tylko zrobi, pójdzie z kamieniami na tych którzy myślą - jeśli Jarosław zawezwie. Mądry przemyśli i odłoży kamień, bo nie pójdzie walczyć z sąsiadem. Głupi natomiast... sami wiecie.
Drugi pajac: wydarzenie z Korwinem w brytyjskiej stacji telewizyjnej to żenada stulecia. Korwin powinien być dyscyplinarnie usunięty ze struktur Unii, Polski i zamknięty w wariatkowie. To jest zwykły dureń. Niestety, znowu widzę wokół durnia wianuszek kobiet, które deklarują, że on ma rację. Nawet modowa blogerka, ubierająca się u Louisa Vuitton jest jego gorącą zwolenniczką.
Jak świat mnie jeszcze zaskoczy? Jak bardzo nie potrafimy się, my kobiety, zjednoczyć.
W imię czego występujemy przeciwko sobie. W imię starych dziadów którym się udało wydrapać trochę władzy?
Dr Chazan, Dr Radziwiłł, Kaczyński, Jaki, Ziobro.... to stado jakichś zrytych nieudaczników, którzy jako dzieci dostawali w dupę od swoich matek, niestety za mało. A teraz dorwali się do władzy i biją na oślep. I HAVE A POWER! I tylko o to chodzi: o rząd dusz.
A Polska jest kobietą, demokracja jest kobietą. I wolność jest kobietą.
Nie powinnyśmy oddać im NIC.
Nawet cząstki tych kobiet.
Tylko jak to zrobić aby was zjednoczyć, baby?
Boję się.
sobota, 25 lutego 2017
Wielki powrót z mega nabojem - pigułka "Dzień Po"
Dziś, po długiej nieobecności, nie bardzo Was zaskoczę.
Działo się tyle, że nie byłam w stanie oczerniać i rzucać kalumniami, bo zaprzepaściłabym ostatni semestr studiów. A tak wilk syty, tylko owca poturbowana, psychicznie.
Owce zawsze mają przerąbane, gdyż barany rządzą.
I tak jest w przypadku pigułki Dzień po, którymi opychają się nastolatki - według księcia Radziwiłła. Książę pewnie za długo w pałacu siedział, na świat nosa nie wyściubiał to i głupoty do książęcej głowy same powłaziły... z pałacowych, zakurzonych zakątków.
Ale nie to jest najgorsze, że książę jako lekarz i minister w jednym opowiada brednie.
Najgorsze są panie posłanki pisu. Nie, nie chodzi mi o wygląd chociaż tutaj teoria jest potwierdzona praktyką - panie nie są najświeższej urody. I nie chodzi o naturę, chodzi o porządnego fryzjera, manikurzystkę oraz dobry sklep z ubraniami. Tak jak moja ulubiona Krystyna lubuje się w szatach pod tytułem wór na ziemnioki tak reszta pań posłanek pisu chodzi albo do salonu, w którym ubiera się sam Kim Dzong Un, albo też odwiedza jakieś pozostałości po socjalistycznym systemie w miejscach bliżej mi nieznanych, może na przykład w takiej Hoszni Ordynackiej bądź w Starej Jedlance - nie wiem, nigdy tam nie byłam. I nie wybieram się w najbliższym czasie.
W każdym razie panie ubrane są bardzo źle i tak samo wyglądają. A ja chcę mieć zadbane i eleganckie posłanki a nie jak baby spod Grójca (przepraszam wszystkie mieszkanki okolic tego zakątka jabłczanego).
Panie posłanki, idąc śladem swoich posłów baranów, nie czytają i nie szukają. One powtarzają brednie księcia pana. Jak za sanacji.
I plotą, że dziewczynki łykają tabletki dzień po jak landrynki. Drogie owieczki, taka tabletka kosztuje koło stówy! Która nastolatka ma taki budżet na cały miesiąc? To jest wysokobudżetowa tabletka, więc nie opowiadajcie bzdur. To po pierwsze primo. A po drugie:
LUDZIE!!!!! UCZCIE SIĘ! CZYTAJCIE! ZGŁĘBIAJCIE WIEDZĘ!
TABLETKA "DZIEŃ PO" HAMUJE OWULACJĘ! CZYLI JAJECZKOWANIE!!! JAK COŚ JEST ZAHAMOWANE (PATRZ SAMOCHÓD, KTÓRY NIE JEDZIE) TO ZNACZY ŻE JAK JAJA NIE MA TO PLEMNIK MOŻE SOBIE TYLKO POSURFOWAĆ I JUŻ.
A jak już zawzięty plemnik dopadnie jaja, tabletka przeszkadza w jego zagnieżdżeniu. Takie zapłodnione jajo wygląda tak:
W pierwszej dobie to jest JEDNA KOMÓRKA, w drugiej - DWIE. Sam mózg ludzki składa się z MILIARDÓW KOMÓREK, zatem naszej JEDNEJ komóreczce jescze daleko do człowieka.
I nie jest to dziecko z rączkami i nóżkami. Z małym noskiem i pupcią. I mierzy 0,2 mm, około. Jedocześnie przypominam o statystyce, o której żadna z owiec w kościole ani w TVP1/TVP2 nie usłyszy: od 30 do 50% (!) zapłodnionych komórek jajowych w pierwszym trymestrze wyląduje na podpasce! W zupełnie naturalny sposób, tak, że kobieta nawet o tym nie wie. Duża część tych zapłodnionych komórek jajowych nie dotrwa do czwartej dobry. Bardo mi przykro księże proboszczu, to znaczy drogi książę ministrze. Przecież znasz te statystyki, jesteś lekarzem. No, chyba, że lekarzem ignorantem. Ale to już nie mój kłopot.
Jak widać, natura też nieźle sobie poczyna z poczęciami i NIC NIE MOŻECIE JEJ ZROBIĆ! Ha!
Obrazek pożyczyłam ze strony: https://parenting.pl/portal
Ludzie!!!! Uczcie się!!!
Tyle dzisiaj, bo mnie szlag trafi.
Działo się tyle, że nie byłam w stanie oczerniać i rzucać kalumniami, bo zaprzepaściłabym ostatni semestr studiów. A tak wilk syty, tylko owca poturbowana, psychicznie.
Owce zawsze mają przerąbane, gdyż barany rządzą.
I tak jest w przypadku pigułki Dzień po, którymi opychają się nastolatki - według księcia Radziwiłła. Książę pewnie za długo w pałacu siedział, na świat nosa nie wyściubiał to i głupoty do książęcej głowy same powłaziły... z pałacowych, zakurzonych zakątków.
Ale nie to jest najgorsze, że książę jako lekarz i minister w jednym opowiada brednie.
Najgorsze są panie posłanki pisu. Nie, nie chodzi mi o wygląd chociaż tutaj teoria jest potwierdzona praktyką - panie nie są najświeższej urody. I nie chodzi o naturę, chodzi o porządnego fryzjera, manikurzystkę oraz dobry sklep z ubraniami. Tak jak moja ulubiona Krystyna lubuje się w szatach pod tytułem wór na ziemnioki tak reszta pań posłanek pisu chodzi albo do salonu, w którym ubiera się sam Kim Dzong Un, albo też odwiedza jakieś pozostałości po socjalistycznym systemie w miejscach bliżej mi nieznanych, może na przykład w takiej Hoszni Ordynackiej bądź w Starej Jedlance - nie wiem, nigdy tam nie byłam. I nie wybieram się w najbliższym czasie.
W każdym razie panie ubrane są bardzo źle i tak samo wyglądają. A ja chcę mieć zadbane i eleganckie posłanki a nie jak baby spod Grójca (przepraszam wszystkie mieszkanki okolic tego zakątka jabłczanego).
Panie posłanki, idąc śladem swoich posłów baranów, nie czytają i nie szukają. One powtarzają brednie księcia pana. Jak za sanacji.
I plotą, że dziewczynki łykają tabletki dzień po jak landrynki. Drogie owieczki, taka tabletka kosztuje koło stówy! Która nastolatka ma taki budżet na cały miesiąc? To jest wysokobudżetowa tabletka, więc nie opowiadajcie bzdur. To po pierwsze primo. A po drugie:
LUDZIE!!!!! UCZCIE SIĘ! CZYTAJCIE! ZGŁĘBIAJCIE WIEDZĘ!
TABLETKA "DZIEŃ PO" HAMUJE OWULACJĘ! CZYLI JAJECZKOWANIE!!! JAK COŚ JEST ZAHAMOWANE (PATRZ SAMOCHÓD, KTÓRY NIE JEDZIE) TO ZNACZY ŻE JAK JAJA NIE MA TO PLEMNIK MOŻE SOBIE TYLKO POSURFOWAĆ I JUŻ.
A jak już zawzięty plemnik dopadnie jaja, tabletka przeszkadza w jego zagnieżdżeniu. Takie zapłodnione jajo wygląda tak:
W pierwszej dobie to jest JEDNA KOMÓRKA, w drugiej - DWIE. Sam mózg ludzki składa się z MILIARDÓW KOMÓREK, zatem naszej JEDNEJ komóreczce jescze daleko do człowieka.
I nie jest to dziecko z rączkami i nóżkami. Z małym noskiem i pupcią. I mierzy 0,2 mm, około. Jedocześnie przypominam o statystyce, o której żadna z owiec w kościole ani w TVP1/TVP2 nie usłyszy: od 30 do 50% (!) zapłodnionych komórek jajowych w pierwszym trymestrze wyląduje na podpasce! W zupełnie naturalny sposób, tak, że kobieta nawet o tym nie wie. Duża część tych zapłodnionych komórek jajowych nie dotrwa do czwartej dobry. Bardo mi przykro księże proboszczu, to znaczy drogi książę ministrze. Przecież znasz te statystyki, jesteś lekarzem. No, chyba, że lekarzem ignorantem. Ale to już nie mój kłopot.
Jak widać, natura też nieźle sobie poczyna z poczęciami i NIC NIE MOŻECIE JEJ ZROBIĆ! Ha!
Obrazek pożyczyłam ze strony: https://parenting.pl/portal
Ludzie!!!! Uczcie się!!!
Tyle dzisiaj, bo mnie szlag trafi.
poniedziałek, 3 października 2016
Czarny poniedziałek, czarny prostest, mogłam zostać w domu
Zostanie w domu kosztuje moją rodzinę moją dniówkę. Czy się opłacało zrezygnować z paru złotych? Tak. Dla zasady opłacało się. Czy to coś zmieni? Czy zmieni podejście ślepych na prawdy objawione parchatych fundamentalistów? Nie, nie zmieni. Oni nawet po cichu jeśli dojdą do tego, że palnęli głupstwo, że zamykanie kobiety za to, że ciąża samoistnie została poroniona jest idiotyzmem, to oficjalnie nie zmienią zdania, bo debil nigdy nie przyzna się do błędu. Do błędu przyznają się tylko ludzie światli a takich w rządzie nie ma. Tak jak nie ma opozycji, tak nie ma tam ludzi światłych. No, ale cóż, czego oczekiwać po wyborze takiego społeczeństwa.
Od kilku lat krzyczę: nie wybierajcie tych samych gąb! Im dłużej siedzą w sejmie tym bardziej betonują scenę polityczną i tworzą zwykły, obleśny układ. Nie miejcie mrzonek, powtarzam za Kubą Wątłym (a w zasadzie poza nim, bo mówiłam to już dawno sama z siebie) - u nas nie ma różnych partii, to wszystko to jeden wielki kocioł popaprańców bojących się kościoła i utraty stołka. Zrobią wszystko by w rządzie być. Sprzedadzą nawet swoje córki (jeden poseł nawet powiedział, że by się cieszył, gdyby jego córka w wyniku gwałtu zaszła w ciążę!!!!), swoje żony (umrzeć przez ciążę pozamaciczną to prawie tak jak polec pod Smoleńskiem!), swoje przyjaciółki, kuzynki i ciocie. Tylko swoje kochanki szanują, bo wożą je do zaprzyjaźnionych ginekologów na zabiegi. Albo do klinik w Niemczech. Tak to się robi po polsku, albo po polacku.
Czy protest coś zmieni w pracach rządu? Nie wiem, raczej wątpię, bo PIS ma w dupie społeczeństwo i jego zdanie. Oni mają swoje najswojsze zdanie i ono jest jedyne słuszne. Jak wiara w Boga i zwalanie wszystkich rzeczy na nieistniejącego ducha kochającego swoje owieczki. Ja powiem więcej: kochającego swoje barany! Barany i baranice, które widząc co się wokół nich dzieje, lezą do kościoła co niedziela! Do kościoła, który zgotował im tę prymitywną wojnę, która się toczy. Wojnę o życie i wolność ludzi płci żeńskiej.
Kuba Wątły ma rację, oni chcą, aby myślący stąd wyjechali, aby rozwalić elity intelektualne w drobny mak. I rządzić pozostałymi bezwolnymi idiotami. I obrażajcie się na zdrowie, pożyteczni idioci, bo takimi jesteście. Głównie wy, baranice boże. Leziecie w niedzielę do kościoła i słuchacie starego kawalera, który naparza wam historyjki o rodzinie, której nie ma, o dzieciach, których nie ma i odpowiedzialności i ciężkiej pracy, której nigdy nie wykonywał, bo nawet talerz po zupie leniwy nicpoń nie umie wynieść do kuchni. Bo robi to za niego baranica.
Czarny protest nie uda się tak jak w Irladnii. Dlaczego? Bo polskie baranice boże nie są zintegrowane. Czytam wpis jednej laski, że przyszła w takim razie pora na zamknięcie cipek na klucz i brak seksu. Jaki lament podniosły dziunie! Jedna z drugą skandowały, że one nie będą sobie odmawiać przyjemności. To pomyśl sobie, baranico droga, że są ludzie, którzy w imię walki o wolność zaczynają strajk głodowy. O ile mi wiadomo bez seksu można pociągnąć nawet do osiemdziesiątki, bez żarcia chyba do 60 dni. Także ten.
Są też ludzie, którzy na szali walki o wolność kładą swoje życie. Taki drobiazg. Ale seksu nigdy! A gdzież by i dlaczegóż!
Takie to jak widzicie porąbane owieczki i baranice posiadamy w swoich szeregach, również feministycznych. Inna głęboka idiotka pisze, że jej mąż jest taki kochany, że ona nie rozumie dlaczego ma mu w poniedziałek nie zrobić obiadu. Przecież on jest dobry i nic jej złego nie czyni. Fakt, za to powinien dostać Nobla. Pomyślmy przez chwilę: jeśli jest taki fajny i dobry, to chyba raz w życiu może na obiad zeżreć kanapkę z wędliną? Albo samemu ugotować co nieco dla całej rodziny? Czy nie? Już ta kategoria czynu nie mieści się w głowie ani baranicy ani jej dobremu małżonkowi?
I na koniec: ignorancja pierwszej wody. Typ, który mam nadzieję stanie kiedyś przed Trybunałem i będzie spokojnie gnił w więzieniu razem ze swoimi mądrymi koleżkami:
niejaki Waszczykowski. Minister. Doktor nauk HUMANISTYCZNYCH. Ciekawe czego uczą na wydziale filozoficzno-historycznym w Łodzi... jak widać nie człowieczeństwa. Witold dziś wyrzygał takie oto stwierdzenie w radiu ogólnopolskim o nazwie RMF FM: "jeśli nie mają ważniejszych spraw to niech się bawią" to jest stwierdzenie do tematu dzisiejszego czarnego protestu. Fakt, Witoldzie, dziś ludzie płci żeńskiej nie mają ważniejszego tematu niż ich życie lub śmierć.
Tak przecież drzecie mordy na temat życia zygoty, na temat wypadku samolotowego pod Smoleńskiem w którym życie stracił wasz prezydent. Tamto życie jest ważniejsze: zygotowe albo dojrzałego człowieka płci męskiej. Stawiamy pomniki Kaczyńskiemu, bo tamto życie miało sens i było cenne. Życie ludzi płci żeńskiej nie. Jakiś inny głęboki myśliciel strzelił w ten deseń: skoro tak walczycie kobiety o życie kobiet to dlaczego nie walczycie o życie tej kobiety która jest w brzuchu. LITOŚCI!!!! Na etapie zygoty nie mamy wiedzy na temat płci, zresztą nie o płeć tu chodzi, miernoto intelektualna. Nie o to. Spłaszczacie każdy temat i sprowadzacie go do poziomu mułu. Do waszego poziomu. Nie róbcie tego, bo wszystkim intelientnym ludziom jest on zupełnie obcy. A głupkom jest wszystko jedno.
Ten rząd osiągnął dziś dla mnie dno. Dno moralne. Dno intelektualne. Dno humanitarne. Dno dna. Nie ma niżej.
Jestem przerażona, że trzeba się ewakuować. Mam córkę.
Nawet jeśli napiszemy projekt obywatelski dotyczący zaostrzenia kary o gwałt to i tak obecny rząd go odrzuci. Ciekawe dlaczego, prawda?
Ktoś krzyknie: skąd wiesz?!
Przekonamy się?
Od kilku lat krzyczę: nie wybierajcie tych samych gąb! Im dłużej siedzą w sejmie tym bardziej betonują scenę polityczną i tworzą zwykły, obleśny układ. Nie miejcie mrzonek, powtarzam za Kubą Wątłym (a w zasadzie poza nim, bo mówiłam to już dawno sama z siebie) - u nas nie ma różnych partii, to wszystko to jeden wielki kocioł popaprańców bojących się kościoła i utraty stołka. Zrobią wszystko by w rządzie być. Sprzedadzą nawet swoje córki (jeden poseł nawet powiedział, że by się cieszył, gdyby jego córka w wyniku gwałtu zaszła w ciążę!!!!), swoje żony (umrzeć przez ciążę pozamaciczną to prawie tak jak polec pod Smoleńskiem!), swoje przyjaciółki, kuzynki i ciocie. Tylko swoje kochanki szanują, bo wożą je do zaprzyjaźnionych ginekologów na zabiegi. Albo do klinik w Niemczech. Tak to się robi po polsku, albo po polacku.
Czy protest coś zmieni w pracach rządu? Nie wiem, raczej wątpię, bo PIS ma w dupie społeczeństwo i jego zdanie. Oni mają swoje najswojsze zdanie i ono jest jedyne słuszne. Jak wiara w Boga i zwalanie wszystkich rzeczy na nieistniejącego ducha kochającego swoje owieczki. Ja powiem więcej: kochającego swoje barany! Barany i baranice, które widząc co się wokół nich dzieje, lezą do kościoła co niedziela! Do kościoła, który zgotował im tę prymitywną wojnę, która się toczy. Wojnę o życie i wolność ludzi płci żeńskiej.
Kuba Wątły ma rację, oni chcą, aby myślący stąd wyjechali, aby rozwalić elity intelektualne w drobny mak. I rządzić pozostałymi bezwolnymi idiotami. I obrażajcie się na zdrowie, pożyteczni idioci, bo takimi jesteście. Głównie wy, baranice boże. Leziecie w niedzielę do kościoła i słuchacie starego kawalera, który naparza wam historyjki o rodzinie, której nie ma, o dzieciach, których nie ma i odpowiedzialności i ciężkiej pracy, której nigdy nie wykonywał, bo nawet talerz po zupie leniwy nicpoń nie umie wynieść do kuchni. Bo robi to za niego baranica.
Czarny protest nie uda się tak jak w Irladnii. Dlaczego? Bo polskie baranice boże nie są zintegrowane. Czytam wpis jednej laski, że przyszła w takim razie pora na zamknięcie cipek na klucz i brak seksu. Jaki lament podniosły dziunie! Jedna z drugą skandowały, że one nie będą sobie odmawiać przyjemności. To pomyśl sobie, baranico droga, że są ludzie, którzy w imię walki o wolność zaczynają strajk głodowy. O ile mi wiadomo bez seksu można pociągnąć nawet do osiemdziesiątki, bez żarcia chyba do 60 dni. Także ten.
Są też ludzie, którzy na szali walki o wolność kładą swoje życie. Taki drobiazg. Ale seksu nigdy! A gdzież by i dlaczegóż!
Takie to jak widzicie porąbane owieczki i baranice posiadamy w swoich szeregach, również feministycznych. Inna głęboka idiotka pisze, że jej mąż jest taki kochany, że ona nie rozumie dlaczego ma mu w poniedziałek nie zrobić obiadu. Przecież on jest dobry i nic jej złego nie czyni. Fakt, za to powinien dostać Nobla. Pomyślmy przez chwilę: jeśli jest taki fajny i dobry, to chyba raz w życiu może na obiad zeżreć kanapkę z wędliną? Albo samemu ugotować co nieco dla całej rodziny? Czy nie? Już ta kategoria czynu nie mieści się w głowie ani baranicy ani jej dobremu małżonkowi?
I na koniec: ignorancja pierwszej wody. Typ, który mam nadzieję stanie kiedyś przed Trybunałem i będzie spokojnie gnił w więzieniu razem ze swoimi mądrymi koleżkami:
niejaki Waszczykowski. Minister. Doktor nauk HUMANISTYCZNYCH. Ciekawe czego uczą na wydziale filozoficzno-historycznym w Łodzi... jak widać nie człowieczeństwa. Witold dziś wyrzygał takie oto stwierdzenie w radiu ogólnopolskim o nazwie RMF FM: "jeśli nie mają ważniejszych spraw to niech się bawią" to jest stwierdzenie do tematu dzisiejszego czarnego protestu. Fakt, Witoldzie, dziś ludzie płci żeńskiej nie mają ważniejszego tematu niż ich życie lub śmierć.
Tak przecież drzecie mordy na temat życia zygoty, na temat wypadku samolotowego pod Smoleńskiem w którym życie stracił wasz prezydent. Tamto życie jest ważniejsze: zygotowe albo dojrzałego człowieka płci męskiej. Stawiamy pomniki Kaczyńskiemu, bo tamto życie miało sens i było cenne. Życie ludzi płci żeńskiej nie. Jakiś inny głęboki myśliciel strzelił w ten deseń: skoro tak walczycie kobiety o życie kobiet to dlaczego nie walczycie o życie tej kobiety która jest w brzuchu. LITOŚCI!!!! Na etapie zygoty nie mamy wiedzy na temat płci, zresztą nie o płeć tu chodzi, miernoto intelektualna. Nie o to. Spłaszczacie każdy temat i sprowadzacie go do poziomu mułu. Do waszego poziomu. Nie róbcie tego, bo wszystkim intelientnym ludziom jest on zupełnie obcy. A głupkom jest wszystko jedno.
Ten rząd osiągnął dziś dla mnie dno. Dno moralne. Dno intelektualne. Dno humanitarne. Dno dna. Nie ma niżej.
Jestem przerażona, że trzeba się ewakuować. Mam córkę.
Nawet jeśli napiszemy projekt obywatelski dotyczący zaostrzenia kary o gwałt to i tak obecny rząd go odrzuci. Ciekawe dlaczego, prawda?
Ktoś krzyknie: skąd wiesz?!
Przekonamy się?
piątek, 23 września 2016
Niedziela - Warszawa, Sopot, Białystok, Katowice, Wrocław, Kraków, Łódź, Koszalin, Olsztyn
Zmieniamy nazwę naszego kraju. Nie, w zasadzie to już nie jest nasz kraj. To kraj pisowców, ja mam z nim coraz mniej wspólnego. Nowa nazwa to Katopolska albo Katotalibolandia
Nie było mnie dawno z wielu powodów. Nie byłoby mnie dłużej, ale przecież pisowski rząd nie dopuści do tego by myślący człowiek się nudził.
Polecam posłuchać ZE ZROZUMIENIEM Kuby Wątłego, z którym zgadzam się w całej rozciągłości: obydwoje nie lubimy ŻADNEJ partii rządzącej oraz politycznej dziwki czyli PSL.
Tutaj link: https: https://www.youtube.com/channel/UCYJPxh7mgthNkJLnMxaXzcA
Ale ad rem.
W sejmie coraz mniej wesoło. To, co się w tej chwili odpierdala - tak, przeklinam, ale inaczej nie potrafię reagować na to gówno - to ludzkie pojęcie przechodzi. Zajrzałam dziś z ciekawości na sejmowe strony, aby sprawdzić, co wyprawiają "nasi" przedstawiciele za nasze pieniądze. I do chwili obecnej nie mogę wyjśc z podziwu nad poziomem głupoty, jaka tam panuje. Otóż niejaka posłanka Bubula, z klubu pisu oczywiście, bo tam gromadzą się najwięksi mędrcy, wyrzyguje taką oto interpelację nr 2115:
Interpelacja nr 2115
do ministra zdrowia
w sprawie konieczności zablokowania dystrybucji pigułki wczesnoporonnej
Zgłaszający: Barbara Bubula
Data wpływu: 29-03-2016
Do mego biura poselskiego zgłaszają się przedstawiciele organizacji pro-life, którzy usilnie proszą o wsparcie działań zmierzających do skutecznego, całkowitego zablokowania dystrybucji antykoncepcyjnej, a także wczesnoporonnej pigułki „ellaOne”. W swej argumentacji podnoszą oni, że pigułka ta, wprowadzona do dystrybucji rozporządzeniem byłego ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, niszczy zdrowie i życie Polaków. Wydanie tego rozporządzenia poprzedzone zostało dezinformacyjną kampanią ówczesnego kierownictwa Ministerstwa Zdrowia, jakoby władze Unii Europejskiej zobligowały Polskę do wprowadzenia tejże pigułki do obiegu. To ewidentna nieprawda: władze UE jedynie zezwoliły na dystrybucję, do niczego – w tej konkretnej sprawie – Polski nie zobowiązując.
W pełni podzielam opinię reprezentantów Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, że w trybie pilnym należy wprowadzić całkowity zakaz rozpowszechniania tej pigułki w Polsce, gdyż jakakolwiek jej dystrybucja sprzeczna jest z ustawą z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Wyrażam przy tym nadzieję, że rozporządzenie nowego Ministra Zdrowia doprowadzi do całkowitego zablokowania dystrybucji pigułki „ellaOne”.
W związku z powyższym pragnę zapytać Pana Ministra:
- Kiedy Ministerstwo Zdrowia przewiduje wejście w życie przepisów umożliwiających całkowite zablokowanie dystrybucji wczesnoporonnej pigułki „ellaOne”?
Niejaka Bubula jest magistrem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Cóż, wstyd, drogi uniwersytecie. Uważaj następnym razem, jakim głąbom rozdajesz stopnie naukowe. Poziom absurdu osoby Bubula przerósł mój poziom pojmowania świata. Osoba Bubula (nie będę nazywać tej postaci posłem) twierdzi, że antykoncepcja niszczy zdrowie i życie Polaków. Całe szczęście, że tylko Polaków i nie niszczy i nie zabija innych nacji, jak Belgowie, Francuzi czy dajmy na to takich Japończyków. Ja nawet się cieszę, że ta antykoncepcja jest taka funkcjonalna i efektywna, bo jak słucham, co rząd wygaduje i jak ludzie na ulicy im wtórują, to bardzo jestem rada temu, że nas wytłucze w pień. Bo jesteśmy tępi i durni jak rzymski sandał. I w zasadzie zabieramy niepotrzebnie tlen. Taka Bubula na przykład. Taki Kosiniak -Kamysz. I wielu innych niepożytecznych idiotów.Dziś, po informacji, że odrzucono projekt legalizacji aborcji i jednocześnie przekazano do dalszych prac projekt jej całkowitego zakazu (jak w Ekwadorze) i po przeczytaniu na stonie sejmowej kto był za a kto przeciw, już wiem dlaczego posłanki pisu tak bardzo chcą, aby nie było antykoncepcji, tabletki wczesnoporonnej oraz aby rodziło się wszystko co tylko natura wynaturzyła. Popatrzcie kochani na zdjęcia pań z pisu to wszystko się wyjaśni. Domyślcie się sami patrząc w oczy posłance Wróbel. Tyle w temacie.
I na koniec: posłuchajcie, głupie baby. Jeśli teraz nie tupniemy nogą i nie powiemy stop, to za chwilę będziecie wychodziły na ulicę tylko za przyzwoleniem pana męża a jak odezwiecie się nieproszone będziecie dostawać po ryju. I policja nie przyjedzie z interwencją, bo do obywatela drugiej kategorii nikt się nie będzie fatygował. Będziecie się za to swobodnie mogły pomodlić aby wasz bóg was uratował. Ale same doskonale wiecie, ilu rzeczony uratował, no w każdym razie w Auschwitz się nie popisał. Ruszcie dupy i idźcie w niedzielę na demonstrację, krzyczcie, że nie ma naszej zgody na takie traktowanie kobiet. Nie bójcie się, że wasz ksiundz was w telewizji zobaczy. I sąsiadki - plotkary. Odważcie się wreszcie odezwać! Bo jeśli nie teraz, to już nigdy nie będziecie miały okazji otworzyć gęby. No, chyba, żeby zrobić panu mężowi loda. Albo panu księdzu - kto tam będzie chciał. Bo w końcu będziecie tylko przedmiotami.
A ja sobie spokojnie spierdolę z tego talibanu. Może ten cyrk mnie zmobilizuje.
Szkoda tylko waszych małych córeczek, załatwicie je na amen.
A posłowi Liroyowi powiem teraz tak: drogi pośle od marihuany. Liczyłam na to, że facet, niby mądry i niby wygadany, ma jaja. Ale nie ma. Szkoda. Zawiodłam się. Wstrzymałeś się od głosu. Nie miałeś odwagi. Słabo. Niech ci się dobrze jara.
Dobranoc.
piątek, 2 września 2016
Całkowity zakaz aborcji kontra prawo jazdy na penisa
Kochani,
fejsbuk to cudowne źródło inspiracji!
Mam rewelacyjny pomysł na projekt nowej ustawy dotyczącej rozrodczości! Natchnęła mnie niejaka Ania Kobylec (nie wiem, czy imię i nazwisko jest prawdziwe, ale dziewczyna ma talent).
Otóż ona zaproponowała prostą rzecz: prawo jazdy na penisa!
Genialne po prostu!
Do tej pory za niechcianą ciążę obrywała kobieta/dziewczyna. Teraz, w dobie wynoszenia embriona ludzkiego na ołtarze proponuję, aby rzeczywiście panowie chcący wystartować z życiem erotycznym, zdawali specjalistyczny egzamin.
Wczesniej musieliby skończyć certyfikowany kurs pod egidą MEN (bez kościoła, gdyż ten nie uznaje stosunku płciowego bez zakończenia go zapłodnieniem i nie wiem jak to przeżyje stary kawaler prezes wraz ze starą panną Krystynką).
Co zatem będzie na szkoleniu? zajęcia z doprowadzania kobiety do orgazmu, wszystkie przypadłości grożące w efekcie, czyli choroby weneryczne oraz HCV i HIV a przede wszystkim sposoby zapobiegania niechcianej ciąży. Wyobraźcie sobie to szaleństwo firm farmaceutycznych prześcigajcych się w wymyślaniu wszelakich sposobów na chwilowe (miesięczne, roczne, trzy lub pięcioletnie) niepłodności męskie? Jak chętnie od razu wprowadzono by podwiązywanie nasieniowodów w ramach bezpłatnych usług NFZ? Już widzę to oczami wyobraźni.... biznes kwitnie, wszyscy są zadowoleni...
A co, jeśli pan po otrzymaniu prawa jazdy na penisa (w skrócie PJP), dopuści się zapłodnienia tam, gdzie go nie chciano? Cóż, kary prponuję dość dotkliwe, bo:
- po pierwsze: kara pozbawienia wolności do lat 5 a po odbyciu kary dodatkowe 3 lata w stanie "bezpłodności" czyli podwiązanie nasieniowodów (albo coś w tym stylu, nie jestem doktorem).
- po drugie: kara więzienia obwarowana obowiązkiem pracy na rzecz płodu a potem narodzonego dziecka
- po trzecie: obowiązek alimentacyjny utrzymany do 18 lub 25 roku życia dziecka, przy czym, jeśli szanowny kawaler coś kombinuje i udaje że nie ma pracy - obowiązek znalezienia mu zajęcia będzie spoczywał na miejscowym Urzędzie Pracy, jeśli zaś UP nie da rady znaleźć obibokowi pracy - kary pieniężne dla pracowników UP: urzędniczki prowadzącej, kierownika sekcji oraz prezesa (lub dyrektora generalnego - nie znam tytulatury, ale dla takiego, co stoi na samej górze). I od razu wezmą się do roboty wszyscy, może się okazać, że OPSy niepotrzebne!
Wyobrażacie sobie co by się działo? Matko jedyna! Same pracusie i w urzędach i w więzieniach! Proste prace w kamieniołomach, doświadczenia i badania kliniczne na żywych ludziach a nie na nieszczęsnych królikach czy szczurach! No, cud po prostu.
Aha! Ważna sprawa - co z osobnikami z innych krajów przebywającymi na naszym terytorium? Ano - prawo dla wszystkich takie samo, przy czym brak możliwości deportacji osobnika. Sądzenie i odbycie kary - na terytorium Polski.
Jaki byłby tego efekt? No cóż, wówczas byłybyśmy, drogie koleżanki, bardzo bezpieczne w naszym kraju. Mnóstwo też byłoby bardzo nieszczęśliwych, gdyż program pińcet plus przeszedłby koło nosa. Co więcej, podejrzewam, że szerzyłby się proceder... gwałcenia panów! A to byłaby ci checa! Ale dziewczyny! Nie martwcie się! Przecież jeśli zgwałcicie faceta i zajdziecie z nim w ciążę to będzie jego wina! Mógł podwiązać nasieniowody? mógł łyknąć tabletkę? mógł nie chlać na imprezie? No! A tym bardziej mógł nie zakładać tych seksownych, obcisłych spodni i kusić wypukłościami! Ot, co! Czyli?
U N I E W I N N I E N I E !!!
To jak? Piszemy projekt obywatelski? A podpisy będziemy zbierać pod kościołami! W końcu księża przecież nie mogą być przeciwko dbałości dzieci, bo wszystkie dzieci nasze są!
Do dzieła, dziewczyny!
fejsbuk to cudowne źródło inspiracji!
Mam rewelacyjny pomysł na projekt nowej ustawy dotyczącej rozrodczości! Natchnęła mnie niejaka Ania Kobylec (nie wiem, czy imię i nazwisko jest prawdziwe, ale dziewczyna ma talent).
Otóż ona zaproponowała prostą rzecz: prawo jazdy na penisa!
Genialne po prostu!
Do tej pory za niechcianą ciążę obrywała kobieta/dziewczyna. Teraz, w dobie wynoszenia embriona ludzkiego na ołtarze proponuję, aby rzeczywiście panowie chcący wystartować z życiem erotycznym, zdawali specjalistyczny egzamin.
Wczesniej musieliby skończyć certyfikowany kurs pod egidą MEN (bez kościoła, gdyż ten nie uznaje stosunku płciowego bez zakończenia go zapłodnieniem i nie wiem jak to przeżyje stary kawaler prezes wraz ze starą panną Krystynką).
Co zatem będzie na szkoleniu? zajęcia z doprowadzania kobiety do orgazmu, wszystkie przypadłości grożące w efekcie, czyli choroby weneryczne oraz HCV i HIV a przede wszystkim sposoby zapobiegania niechcianej ciąży. Wyobraźcie sobie to szaleństwo firm farmaceutycznych prześcigajcych się w wymyślaniu wszelakich sposobów na chwilowe (miesięczne, roczne, trzy lub pięcioletnie) niepłodności męskie? Jak chętnie od razu wprowadzono by podwiązywanie nasieniowodów w ramach bezpłatnych usług NFZ? Już widzę to oczami wyobraźni.... biznes kwitnie, wszyscy są zadowoleni...
A co, jeśli pan po otrzymaniu prawa jazdy na penisa (w skrócie PJP), dopuści się zapłodnienia tam, gdzie go nie chciano? Cóż, kary prponuję dość dotkliwe, bo:
- po pierwsze: kara pozbawienia wolności do lat 5 a po odbyciu kary dodatkowe 3 lata w stanie "bezpłodności" czyli podwiązanie nasieniowodów (albo coś w tym stylu, nie jestem doktorem).
- po drugie: kara więzienia obwarowana obowiązkiem pracy na rzecz płodu a potem narodzonego dziecka
- po trzecie: obowiązek alimentacyjny utrzymany do 18 lub 25 roku życia dziecka, przy czym, jeśli szanowny kawaler coś kombinuje i udaje że nie ma pracy - obowiązek znalezienia mu zajęcia będzie spoczywał na miejscowym Urzędzie Pracy, jeśli zaś UP nie da rady znaleźć obibokowi pracy - kary pieniężne dla pracowników UP: urzędniczki prowadzącej, kierownika sekcji oraz prezesa (lub dyrektora generalnego - nie znam tytulatury, ale dla takiego, co stoi na samej górze). I od razu wezmą się do roboty wszyscy, może się okazać, że OPSy niepotrzebne!
Wyobrażacie sobie co by się działo? Matko jedyna! Same pracusie i w urzędach i w więzieniach! Proste prace w kamieniołomach, doświadczenia i badania kliniczne na żywych ludziach a nie na nieszczęsnych królikach czy szczurach! No, cud po prostu.
Aha! Ważna sprawa - co z osobnikami z innych krajów przebywającymi na naszym terytorium? Ano - prawo dla wszystkich takie samo, przy czym brak możliwości deportacji osobnika. Sądzenie i odbycie kary - na terytorium Polski.
Jaki byłby tego efekt? No cóż, wówczas byłybyśmy, drogie koleżanki, bardzo bezpieczne w naszym kraju. Mnóstwo też byłoby bardzo nieszczęśliwych, gdyż program pińcet plus przeszedłby koło nosa. Co więcej, podejrzewam, że szerzyłby się proceder... gwałcenia panów! A to byłaby ci checa! Ale dziewczyny! Nie martwcie się! Przecież jeśli zgwałcicie faceta i zajdziecie z nim w ciążę to będzie jego wina! Mógł podwiązać nasieniowody? mógł łyknąć tabletkę? mógł nie chlać na imprezie? No! A tym bardziej mógł nie zakładać tych seksownych, obcisłych spodni i kusić wypukłościami! Ot, co! Czyli?
U N I E W I N N I E N I E !!!
To jak? Piszemy projekt obywatelski? A podpisy będziemy zbierać pod kościołami! W końcu księża przecież nie mogą być przeciwko dbałości dzieci, bo wszystkie dzieci nasze są!
Do dzieła, dziewczyny!
czwartek, 1 września 2016
Wojenno - rocznicowe wspominki astronauty
Otóż, moi drodzy, zamiast zgłębiać tajniki teorii wzrostu gospodarczego Solowa-Swana, czynię dzisiejszy wpis.
Tak, wiem, dawno mnie nie było, ale są wakacje, więc mogę się obijać. Co więcej, wakacje mieli mędrcy z ulicy Wiejskiej, zatem nie produkowali codziennej porcji debilizmów a w wiadomościach były tylko relacje z różnych mszy oraz zlotu młodzieży katolickiej - no, tak jak w normalnym państwie o nazwie Watykan.
Ale dżuma powraca.
Ze zdwojoną energią oraz siłą wodospadu.
Zastanawia was pewnie tytuł dzisiejszego wpisu. Ano, nastroił mnie nasz niezawodny Antoni Macierewicz. On to bowiem namaścił na szefa gabinetu politycznego MON i speca od PR, pomagiera aptekarskiego, niejakiego Bartłomieja Misiewicza. Lat chyba 25, bo nic na temat tego otyłego młodego człowieka nie mogę znaleźć. Nie wiadomo jakie szkoły skończył i czy w ogóle, bo w jego laurce wyborczej jest napisane, że Bóg i że z katolickiej rodziny. No, faktycznie jest to nielada osiągnięcie być z katolickiej rodziny i brak wykształcenia przykrywać bogiem. Według mnie jakieś 90 procent pogłowia z wykształceniem podstawowym może przedstawiać się w ten sam sposób. I zostać szefami w randze ministra. Na stronie MON przeczytałam, że dwudziestopięciolatek zaczął swoją działaność patriotyczno polityczną na przełomie 2006 i 7 roku. Miał wówczas nasz dzielny rodak lat... piętnaście. Ciekawe... Co więcej, fakt wiary bożej oraz zainteresowanie obronnością po katastrofie smoleńskiej był dla Antoniego wystarczającą rekomendacją aby otyły młokos bez dyplomu został kimś w randze ministra. Dlatego ja nazwałam się astronautą, gdyż w wieku lat 14 bardzo interesowałam się astronomią i nieboskłonem. Studiowałam dzielnie mapy nieba i do dziś pamiętam nazwy różnych gwiezdnych formacji. To zainteresowanie przeciągnęło się do samej matury i o mały włos nie skończyło się studiowaniem fizyki. Także mam pełne podstawy do tego by nazywać się astronautą i gdybym dziś zgłosiła się do MON to z pewnością z takimi kwalifikacjami (pominę obecność boga w moim życiu i zastąpię go licencjatem z finansów) zdecydowanie poleciałabym w najbliższej misji kosmicznej na Księżyc.
Ale nie o tym dziś chciałam napisać krótko.
Dziś chciałam zadumać się nad tym, co przeczytałam w jednej książce. Otóż podobno po upływie pięciu pokoleń ginie zarówno dobra jak i zła sława... To jest szalenie ciekawe, jak będzie wyglądać sława Jarosława. I czy z Lecha będzie uciecha. Tak myślę, że za pięć pokoleń cała Polska będzie zastanawiać się jakim cudem Lech Wałęsa dostał Nobla a Lech Kaczyński nie.
Wszystkie jajogłowe stwory, epidiaskopy i inne władze kościelne, które będą wówczas rządziły polskim Watykanem głowić się będą jak to wymazać z kart historii. I ja mam pomysł! Po prostu dzieciom w książkach trzeba napisać, że Lech Kaczyński za Solidarności działał pod innym nazwiskiem! A ze zdjęć da się to łatwo wymazać. W końcu mamy przecież prężnie działający Instytut Porażki Narodowej, to znaczy chciałam napisać IPN.
I tak jak dzisiaj czytane są nazwiska osób które zginęły przy okazji katastrofy samolotowej nie związanej z żadną wojną ani z żadnymi działaniami w zakresie obronności ani w ogóle nic one wówczas dla kraju nie robiły tylko leciały sobie posłuchać akademii na cześć, tak za pięć pokoleń będą polskie dziatki w rocznicę wybuchu II wojny światowej recytować wiersze na cześć morderców z grupy o nazwie żołnierze wyklęci, będą powiewać czarne flagi ONR, gromady gównojadów po podstawówkach będą z maczetami latać po mieście z pieśnią o Lechu na ustach. O Lechu Wałęsie, który był Kaczyńskim. Tylko.... gdzie będzie Jarosław? Mam cichą nadzieję, że na śmietniku historii. Bo dla tępaków z nowych pisowskich szkół dwóch bliźniaków to będzie o jednego za dużo.
Dobranoc.
Tak, wiem, dawno mnie nie było, ale są wakacje, więc mogę się obijać. Co więcej, wakacje mieli mędrcy z ulicy Wiejskiej, zatem nie produkowali codziennej porcji debilizmów a w wiadomościach były tylko relacje z różnych mszy oraz zlotu młodzieży katolickiej - no, tak jak w normalnym państwie o nazwie Watykan.
Ale dżuma powraca.
Ze zdwojoną energią oraz siłą wodospadu.
Zastanawia was pewnie tytuł dzisiejszego wpisu. Ano, nastroił mnie nasz niezawodny Antoni Macierewicz. On to bowiem namaścił na szefa gabinetu politycznego MON i speca od PR, pomagiera aptekarskiego, niejakiego Bartłomieja Misiewicza. Lat chyba 25, bo nic na temat tego otyłego młodego człowieka nie mogę znaleźć. Nie wiadomo jakie szkoły skończył i czy w ogóle, bo w jego laurce wyborczej jest napisane, że Bóg i że z katolickiej rodziny. No, faktycznie jest to nielada osiągnięcie być z katolickiej rodziny i brak wykształcenia przykrywać bogiem. Według mnie jakieś 90 procent pogłowia z wykształceniem podstawowym może przedstawiać się w ten sam sposób. I zostać szefami w randze ministra. Na stronie MON przeczytałam, że dwudziestopięciolatek zaczął swoją działaność patriotyczno polityczną na przełomie 2006 i 7 roku. Miał wówczas nasz dzielny rodak lat... piętnaście. Ciekawe... Co więcej, fakt wiary bożej oraz zainteresowanie obronnością po katastrofie smoleńskiej był dla Antoniego wystarczającą rekomendacją aby otyły młokos bez dyplomu został kimś w randze ministra. Dlatego ja nazwałam się astronautą, gdyż w wieku lat 14 bardzo interesowałam się astronomią i nieboskłonem. Studiowałam dzielnie mapy nieba i do dziś pamiętam nazwy różnych gwiezdnych formacji. To zainteresowanie przeciągnęło się do samej matury i o mały włos nie skończyło się studiowaniem fizyki. Także mam pełne podstawy do tego by nazywać się astronautą i gdybym dziś zgłosiła się do MON to z pewnością z takimi kwalifikacjami (pominę obecność boga w moim życiu i zastąpię go licencjatem z finansów) zdecydowanie poleciałabym w najbliższej misji kosmicznej na Księżyc.
Ale nie o tym dziś chciałam napisać krótko.
Dziś chciałam zadumać się nad tym, co przeczytałam w jednej książce. Otóż podobno po upływie pięciu pokoleń ginie zarówno dobra jak i zła sława... To jest szalenie ciekawe, jak będzie wyglądać sława Jarosława. I czy z Lecha będzie uciecha. Tak myślę, że za pięć pokoleń cała Polska będzie zastanawiać się jakim cudem Lech Wałęsa dostał Nobla a Lech Kaczyński nie.
Wszystkie jajogłowe stwory, epidiaskopy i inne władze kościelne, które będą wówczas rządziły polskim Watykanem głowić się będą jak to wymazać z kart historii. I ja mam pomysł! Po prostu dzieciom w książkach trzeba napisać, że Lech Kaczyński za Solidarności działał pod innym nazwiskiem! A ze zdjęć da się to łatwo wymazać. W końcu mamy przecież prężnie działający Instytut Porażki Narodowej, to znaczy chciałam napisać IPN.
I tak jak dzisiaj czytane są nazwiska osób które zginęły przy okazji katastrofy samolotowej nie związanej z żadną wojną ani z żadnymi działaniami w zakresie obronności ani w ogóle nic one wówczas dla kraju nie robiły tylko leciały sobie posłuchać akademii na cześć, tak za pięć pokoleń będą polskie dziatki w rocznicę wybuchu II wojny światowej recytować wiersze na cześć morderców z grupy o nazwie żołnierze wyklęci, będą powiewać czarne flagi ONR, gromady gównojadów po podstawówkach będą z maczetami latać po mieście z pieśnią o Lechu na ustach. O Lechu Wałęsie, który był Kaczyńskim. Tylko.... gdzie będzie Jarosław? Mam cichą nadzieję, że na śmietniku historii. Bo dla tępaków z nowych pisowskich szkół dwóch bliźniaków to będzie o jednego za dużo.
Dobranoc.
niedziela, 14 sierpnia 2016
"Zausz" firmę albo bądź niewolnikiem XXI wieku
Wkurza mnie, kiedy jakiś tępy dupek drze ryja pod artykułem dotyczącym ustawowych najniższych płac albo ustawowej stawki godzinowej. Krzyczą janusze biznesu, że będą zwalniać ludzi.
I bardzo dobrze, że będą. Dzięki temu człowiek zepnie dupę i znajdzie inną robotę. Lepiej płatną. Nie u lebiegi biznesowej, tylko u kogoś, kto umie liczyć marże w taki sposób, by starczyło dla ludzi, dla niego samego a i klient był radosny.
Co mnie tak nastraja, żeby ciągle pisac o tym samym?
Nastraja mnie wasza tępota, głupota i ciemnota. Do tego dorzućmy gównowiedzę na temat biznesplanów, narzutów zysków na koszt i negocjacji.
Dlaczego tak jest? Bo absolwenci uniwersytetów zamiast pracować jako managerowie, myją gary na Wyspach albo pracują za marne grosze w magazynach, restauracjach, jako kierowcy w logistyce albo jako ochroniarze. U miernot, którzy od tatusiów dostali pierwszy milion ale w genach zero.
To jest kuźwa jakiś matrix.
Jedna picza z drugą bulgoczą, że stawka 12 zł za godzinę zburzy im biznes. Skoro tak, to znaczy, że biznes masz do bani panieneczko. Albo sama zacznij zapierdzielać tak jak twój pracownik za 6 zeta za godzinę.
Posłuchajcie, ludzie.
To nie jest tak, że jak zwolnimy milion osób to nam się w biznesie polepszy. Zwolnienie miliona osób spowoduje dwie zasadnicze sprawy:
- ubytek miliona potencjalnych klientów na twoje towary/usługi lub cobądź
- przybytek w postaci miliona beneficjentów pomocy społecznej, czyli ludzi korzystających ze środków z budżetu czyli zżerających wasze podatki, geniusze.
I może się okazać, że po zniknięciu z rynku miliona potencjalnych konsumentów wasz nędzny biznesik trzeba będzie zamknąć.
Nie wiem, czy to takie fajne?
Stracić milion klientów. Zapytajcie jakiegoś rekina biznesu, na przykład Kulczyka, czy olałby milion klientów. Z pewnością oszalałby ze szczęścia na taką wieść.
Oglądam na YT dokument dotyczący niewolnictwa XXI wieku.
Praca, która nie daje ci szansy na przeżycie jest niewolnictwem, zacznijmy nazywać rzeczy po imieniu. Umowa zlecenie na 6 złotych za godzinę jest niewolnictwem. I przestańmy nazywać to pracą. To jest wyzysk. Tak samo praca za 12 złotych. Pis nam tu eldorado nie zrobił.
Zaraz jakiś ekonomiczny Nobel wyrzuci z siebie swoją jedyną i słuszną gównianą wiedzę i stwierdzi, że lepiej zarobić 6 zł niż nic.
Nie do końca, drogi polihistorze. Jeśli zarobisz mniej niż potrzebujesz na przeżycie, to po przede wszystkim źle będziesz się odżywiał i po pewnym czasie zaczniesz podupadać na zdrowiu, co w następstwie spowoduje potrzebę leczenia. Jak wiadomo, w Polsce lepiej być bogatym i zdrowym jak chce się chorować. Dostaniesz jakieś leki na które nie będzie cię stać, nie weźmiesz ich, jeszcze bardziej podupadniesz na zdrowiu, wywalą cię z tej gównianej roboty za sześć i pójdziesz na bruk. Ale teraz już nie jesteś taki hoży jak wcześniej, bo poprzednia gówniana robota za sześć cię wykończyła. Skończysz na utrzymaniu rodziny albo państwa albo zdechniesz pod płotem.
Tak to wygląda, moi ekonomiczno-społeczni geniusze.
W krajach biednych ludzie żyją krótko, nie potrzebują systemów emerytalnych, więc ich nie ma. Nie ma zatem składek na zusy, na które tak wszyscy psioczą. Po co komu składka emerytalna jak średnia wieku to 50? No właśnie, tumany.
Zamożne społeczeństwa to takie, w których płace pozwalają na wyżywienie siebie i/lub rodziny oraz wszelakich opłat egzystencjalnych. jak na ten przykład wakacje raz w roku - to nie muszą być Hawaje.
Ludzie, jak będziemy pozwalać na to, żeby nam płacili 12 zł za godzinę a życie będzie kosztować 35 zł to do niczego nie dojdziemy.
Ciągle będziemy takimi Chinami Europy.
Kretyni ekonomiczni tłumaczą, że jak kupią tanią koszulkę uszytą przez dziecko w Indiach to dzięki temu to dziecko będzie miało miskę ciepłej zupy.
Nie, idioto rodem z uniwesytetu w Stalingradzie. To dziecko dzięki temu nie dość, że nigdy nie pójdzie do szkoły, to jeszcze może nie dożyć następnej gwiazdki bo spłonie w gównianej hali produkcyjnej albo padnie w efekcie pracy siedem dni w tygodniu po 16 godzin.
Pomyśl zanim kupisz jakieś plastikowe gówno w Biedronce albo tanie skarpetki ze sklepu LPP.
Jak chcesz tanie skarpetki to idź do lumpeksu. Tam dostaniesz używane reebooki - i pochodzisz w nich dłużej niż w dziadostwie z Auchan.
Pomyślcie: dlaczego Niemcy nie produkują w Niemczech? Bo nikt za 3 euro do pracy nie pójdzie. A dlaczego Francuzi produkują drogie jak skurczysyn kremy do twarzy u siebie? Bo po pierwsze mają tu drogi sprzęt, po drugie mają tu drogie półprodukty i po trzecie dzięki tym dwóm pierwszym czynnikom mają to trzecie: dobry, drogi pracownik produkuje dobre, drogie produkty, które kupują ludzie na całym świecie. Również niezamożni ludzie - bo od czasu do czasu każdemu należy się trochę luksusu - tu się kłania teoria szminki. I wbrew pozorom jest to teoria ekonomiczna.
Aha! I nie pyskować, że nie prawda, że kremy się produkuje we Francji bo produkuje się w Chinach. Te za 9 złotych może i tak, ale ja zajmuję się sprzedażą kosmetyków luksusowych i wiem doskonale gdzie się je produkuje. Jak ktoś nie wierzy niech sprawdzi miejscowość Bayonne - słynie z zakładów chemicznych i metalurgicznych. Z produkcji oczywiście.
I jeszcze jedno. Jest taka cuda firma produkująca dla dzieci: Toys'are'us i Disney. Miesięcznie pracownik zarabia tam od 300 do 400 yenów (178 - 238zł). Pracownicy sami nie chcą przerw, nie chcą tanich śniadań w kantynach, chcą overtime'y. Ciekawe dlaczego? No, który geniusz na to wpadnie? Że jeden yen za śniadanie to dla tych ludzi za drogo? Że nie wychodzą "na miasto" bo po co skoro na nic ich nie stać? Że każda nadgodzina to dodatkowe kilka yenów? To jest dramat dzisiejszego świata. Że prezio Toys are us nie wie gdzie dupę usadzić, bo tyle ma kasy a ten kto haruje na jego jachty niedojada. Zła dystrybucja pieniądza. Bardzo zła. I jeszcze zasrana teoria, że klient szuka tanich rzeczy. To jakim cudem jeszcze funkcjonuje Apple? A Disney?
Ludzie już przyzwyczaili się, że pralka po 3 latach pada, że płaski telewizor koreańskiej firmy traci na jakości obrazu, że suszarka philipsa zaraz po gwarancji przestaje suszyć i wywala korki.
Przyzwyczailiśmy się do produkcji tanich śmieci. Kiedyś telewizor grał 20 lat, lodówka była na całe życie. Tak jak dębowa szafa od stolarza. Dzięki temu powietrze było czyste a woda nie śmierdziała zepsutą rybą. Nie było potrzeby jej rewitalizować ani stawiać oczyszczalni...
Naprawdę warto?
A my słyniemy z magazynów Amazona. Brawo my.
Spadam stąd bo szlag mnie zaraz trafi.
I bardzo dobrze, że będą. Dzięki temu człowiek zepnie dupę i znajdzie inną robotę. Lepiej płatną. Nie u lebiegi biznesowej, tylko u kogoś, kto umie liczyć marże w taki sposób, by starczyło dla ludzi, dla niego samego a i klient był radosny.
Co mnie tak nastraja, żeby ciągle pisac o tym samym?
Nastraja mnie wasza tępota, głupota i ciemnota. Do tego dorzućmy gównowiedzę na temat biznesplanów, narzutów zysków na koszt i negocjacji.
Dlaczego tak jest? Bo absolwenci uniwersytetów zamiast pracować jako managerowie, myją gary na Wyspach albo pracują za marne grosze w magazynach, restauracjach, jako kierowcy w logistyce albo jako ochroniarze. U miernot, którzy od tatusiów dostali pierwszy milion ale w genach zero.
To jest kuźwa jakiś matrix.
Jedna picza z drugą bulgoczą, że stawka 12 zł za godzinę zburzy im biznes. Skoro tak, to znaczy, że biznes masz do bani panieneczko. Albo sama zacznij zapierdzielać tak jak twój pracownik za 6 zeta za godzinę.
Posłuchajcie, ludzie.
To nie jest tak, że jak zwolnimy milion osób to nam się w biznesie polepszy. Zwolnienie miliona osób spowoduje dwie zasadnicze sprawy:
- ubytek miliona potencjalnych klientów na twoje towary/usługi lub cobądź
- przybytek w postaci miliona beneficjentów pomocy społecznej, czyli ludzi korzystających ze środków z budżetu czyli zżerających wasze podatki, geniusze.
I może się okazać, że po zniknięciu z rynku miliona potencjalnych konsumentów wasz nędzny biznesik trzeba będzie zamknąć.
Nie wiem, czy to takie fajne?
Stracić milion klientów. Zapytajcie jakiegoś rekina biznesu, na przykład Kulczyka, czy olałby milion klientów. Z pewnością oszalałby ze szczęścia na taką wieść.
Oglądam na YT dokument dotyczący niewolnictwa XXI wieku.
Praca, która nie daje ci szansy na przeżycie jest niewolnictwem, zacznijmy nazywać rzeczy po imieniu. Umowa zlecenie na 6 złotych za godzinę jest niewolnictwem. I przestańmy nazywać to pracą. To jest wyzysk. Tak samo praca za 12 złotych. Pis nam tu eldorado nie zrobił.
Zaraz jakiś ekonomiczny Nobel wyrzuci z siebie swoją jedyną i słuszną gównianą wiedzę i stwierdzi, że lepiej zarobić 6 zł niż nic.
Nie do końca, drogi polihistorze. Jeśli zarobisz mniej niż potrzebujesz na przeżycie, to po przede wszystkim źle będziesz się odżywiał i po pewnym czasie zaczniesz podupadać na zdrowiu, co w następstwie spowoduje potrzebę leczenia. Jak wiadomo, w Polsce lepiej być bogatym i zdrowym jak chce się chorować. Dostaniesz jakieś leki na które nie będzie cię stać, nie weźmiesz ich, jeszcze bardziej podupadniesz na zdrowiu, wywalą cię z tej gównianej roboty za sześć i pójdziesz na bruk. Ale teraz już nie jesteś taki hoży jak wcześniej, bo poprzednia gówniana robota za sześć cię wykończyła. Skończysz na utrzymaniu rodziny albo państwa albo zdechniesz pod płotem.
Tak to wygląda, moi ekonomiczno-społeczni geniusze.
W krajach biednych ludzie żyją krótko, nie potrzebują systemów emerytalnych, więc ich nie ma. Nie ma zatem składek na zusy, na które tak wszyscy psioczą. Po co komu składka emerytalna jak średnia wieku to 50? No właśnie, tumany.
Zamożne społeczeństwa to takie, w których płace pozwalają na wyżywienie siebie i/lub rodziny oraz wszelakich opłat egzystencjalnych. jak na ten przykład wakacje raz w roku - to nie muszą być Hawaje.
Ludzie, jak będziemy pozwalać na to, żeby nam płacili 12 zł za godzinę a życie będzie kosztować 35 zł to do niczego nie dojdziemy.
Ciągle będziemy takimi Chinami Europy.
Kretyni ekonomiczni tłumaczą, że jak kupią tanią koszulkę uszytą przez dziecko w Indiach to dzięki temu to dziecko będzie miało miskę ciepłej zupy.
Nie, idioto rodem z uniwesytetu w Stalingradzie. To dziecko dzięki temu nie dość, że nigdy nie pójdzie do szkoły, to jeszcze może nie dożyć następnej gwiazdki bo spłonie w gównianej hali produkcyjnej albo padnie w efekcie pracy siedem dni w tygodniu po 16 godzin.
Pomyśl zanim kupisz jakieś plastikowe gówno w Biedronce albo tanie skarpetki ze sklepu LPP.
Jak chcesz tanie skarpetki to idź do lumpeksu. Tam dostaniesz używane reebooki - i pochodzisz w nich dłużej niż w dziadostwie z Auchan.
Pomyślcie: dlaczego Niemcy nie produkują w Niemczech? Bo nikt za 3 euro do pracy nie pójdzie. A dlaczego Francuzi produkują drogie jak skurczysyn kremy do twarzy u siebie? Bo po pierwsze mają tu drogi sprzęt, po drugie mają tu drogie półprodukty i po trzecie dzięki tym dwóm pierwszym czynnikom mają to trzecie: dobry, drogi pracownik produkuje dobre, drogie produkty, które kupują ludzie na całym świecie. Również niezamożni ludzie - bo od czasu do czasu każdemu należy się trochę luksusu - tu się kłania teoria szminki. I wbrew pozorom jest to teoria ekonomiczna.
Aha! I nie pyskować, że nie prawda, że kremy się produkuje we Francji bo produkuje się w Chinach. Te za 9 złotych może i tak, ale ja zajmuję się sprzedażą kosmetyków luksusowych i wiem doskonale gdzie się je produkuje. Jak ktoś nie wierzy niech sprawdzi miejscowość Bayonne - słynie z zakładów chemicznych i metalurgicznych. Z produkcji oczywiście.
I jeszcze jedno. Jest taka cuda firma produkująca dla dzieci: Toys'are'us i Disney. Miesięcznie pracownik zarabia tam od 300 do 400 yenów (178 - 238zł). Pracownicy sami nie chcą przerw, nie chcą tanich śniadań w kantynach, chcą overtime'y. Ciekawe dlaczego? No, który geniusz na to wpadnie? Że jeden yen za śniadanie to dla tych ludzi za drogo? Że nie wychodzą "na miasto" bo po co skoro na nic ich nie stać? Że każda nadgodzina to dodatkowe kilka yenów? To jest dramat dzisiejszego świata. Że prezio Toys are us nie wie gdzie dupę usadzić, bo tyle ma kasy a ten kto haruje na jego jachty niedojada. Zła dystrybucja pieniądza. Bardzo zła. I jeszcze zasrana teoria, że klient szuka tanich rzeczy. To jakim cudem jeszcze funkcjonuje Apple? A Disney?
Ludzie już przyzwyczaili się, że pralka po 3 latach pada, że płaski telewizor koreańskiej firmy traci na jakości obrazu, że suszarka philipsa zaraz po gwarancji przestaje suszyć i wywala korki.
Przyzwyczailiśmy się do produkcji tanich śmieci. Kiedyś telewizor grał 20 lat, lodówka była na całe życie. Tak jak dębowa szafa od stolarza. Dzięki temu powietrze było czyste a woda nie śmierdziała zepsutą rybą. Nie było potrzeby jej rewitalizować ani stawiać oczyszczalni...
Naprawdę warto?
A my słyniemy z magazynów Amazona. Brawo my.
Spadam stąd bo szlag mnie zaraz trafi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
