piątek, 8 kwietnia 2016

Kobieto, to nie Twój embrion!

Dałam się wciągnąć w tę dyskusję nie dlatego, że chcę walczyć o lepsze jutro dla wszystkich kobiet. Powiedzmy sobie szczerze: boję się o siebie i swoje córki. O siebie, bo jestem w wieku, w którym może mi się jeszcze przydarzyć i to coś bardzo brzydkiego - w moim wieku kobiety z dużą dozą prawdopodobieństwa mają szansę na dzieci z niedorozwojami i wadami. Taka jest biologia. A dziewczynki? No cóż, przed nimi całe życie, ale jestem całkowicie przekonana, że na emigracji. Jednakże póki co jeszcze jedna została w Polsce...
Niechęć do jakiejkolwiek dyskusji i kompromisów pojawia się u mnie z jednego powodu: efekt uboczny seksu z mężczyzną złożony jest na karb jednostki płci żeńskiej. Rzadko kiedy będąca w cudownym związku, kochana kobieta decyduje się na zabieg terminacji ciąży. Takie przypadki mają miejsce tylko wtedy, gdy jest coś nie tak. Bardzo nie tak. Jeśli nie tak jest tylko trochę, to - jak wiadomo - my, Goliatki i Waligórki, zawsze stawimy czoło i będziemy walczyć o złotą patelnię.
Zasadniczy problem polega na tym, że prolajfy, kościół i bogobojni twierdzą, że zapłodnione jajo nie należy do właścicielki jaja, które jeszcze sekundę temu zapłodnione nie było. Dlaczego? przeczytałam ostatnio w jakiejś dyskusji, że jest to spowodowane... innym materiałem genetycznym.

Embrion nie należy do kobiety, jest bytem niezależnym (sic!), mimo, że przytwierdzony jest do ściany jej macicy, karmi się z jej organizmu często rujnując jej zdrowie - nie należy do niej - ma inny materiał genetyczny, więc nie może być jej częścią, stąd też ona nie ma prawa decydować o jego życiu bądź zagładzie.
Dyskusja ta mocno mną wstrząsnęła, bo czyż przeszczepione serce, wątroba, nerki nie posiadają obcego materiału genetycznego? Otóż posiadają. Zatem przeszczepiony organ nie należy do jego "nosiciela"? Do tej pory należał. Czyżby w każdej chwili osobnik, który oddał szpik czy nerkę może powiedzieć: no dobra, znudziło mi się, oddaj kawałek mojego ciała? Nie, co więcej, on nie powinien dowiedzieć się, kto dostał organ. I w zasadzie dobrze.

Zatem jeśli musimy zdobyć zgodę na przeszczep od żyjącego lub nieżyjącego człowieka (deklarację można podpisać za życia) i ta decyzja powoduje, że inny człowiek będzie żył bądź nie, to znaczy, że my możemy decydować o czyimś życiu bądź śmierci. Decydujemy o kimś, kto ma plany na przyszłość albo i nawet pranie rozwieszone na sznurku.
Dlaczego zatem nikt nie pyta kobiety, czy chce aby embrion przekształcił się w człowieka z jej wielką i - nie ukrywajmy - zasadniczą pomocą, często rujnując jej zdrowie?
Jak się ma tu etyka do życia już narodzonego i chorego?
Nie macie wątpliwości? Ja mam.

Często świadkowie Jehowy decydują by ich dziecku nie podawać cudzej krwi i dziecko umiera. Nikt nie ma prawa podważyć takiej decyzji, chyba, że sąd, ale procedura może trwać za długo. Osoby trzecie zatem decydują o tym, by obcy materiał genetyczny nie został lub został mu podany. Decydują o życiu drugiego człowieka. I nikt nie ma prawa powiedzieć o tych ludziach: ty morderco. dziwne.
Nikogo nie przymusza się też do oddawania krwi - a ona przecież ratuje życie. Dlaczego tu nikt się nie wtrąca? Nie szantażuje boskimi prawami?

Często matka w żałobie po dziecku, odmawia zgodny na pobranie jego ogranu i uratowanie komuś życia. I ma do tego prawo. Ci wszyscy ludzie mogą powiedzieć "nie". Co na to boskie prawo? Tu już nie obowiązuje? Taka matka decyduje o tym, czy ktoś będzie miał szansę na życie, I nikt nie mówi o niej: morderczyni.

A zapłodnionej kobiecie odmawia się prawa o decydowaniu o sobie i swojej części.

Ano właśnie... Co na to etycy? I głosiciele jedynej słusznej prawdy o życiu poczętym? Dla których boskie prawo jest najważniejsze? Ja nie czczę boga zatem jego prawa mnie nie interesują.

Dlatego uważam, że prawo traktuje kobietę przedmiotowo, jak kogoś ułomnego, za którego trzeba podjąć decyzję bo sama jest niewystarczająco roztropna.

Dlatego jestem za całkowitym prawem do aborcji na żądanie.
Neurobiologia jasno mówi, że do ok. 22 tygodnia płód (to dzieciątkopodsercemnoszone) nie odczuwa - ani bólu ani nic innego, ponieważ jest to możliwe dopiero wtedy, gdy kora mózgowa podłącza się do podwzgórza (to powtarzam za mądrzejszymi ode mnie, z tym, że to jest udowodnione nie przez kościół a przez świat nauki). Dopóki to połączenie nie jest wykształcone nie ma mowy o odczuciach i bólach. Co ciekawe, jeszcze nie udowodniono, że to połączenie w tym wieku płodu w ogóle funkcjonuje. Zatem nawet jeśli wykształci się takie połączenie, to ono musi jeszcze zacząć działać... takie sprytne.


środa, 6 kwietnia 2016

Każdy ma swój dom, nawet ktoś kogo nikt nigdy nie widział

Incydent nr 1.

W pewną niedzielę do pewnego "domu" weszła pewna kobieta i zaczęła wykrzykiwać swoje prawa. W domu, w czasie obrządku religijnego.
Jednocześnie podczas tego samego obrządku, część jego uczestników zaczęła opuszczać "dom". Zrobiła się afera na cały kraj.
Oberwali ci, którzy odezwali się w "domu". I z niego wyszli.
Jak mogli wyjść?! Niebywałe, jak można wyjść z "domu"!
Też się zastanawiam... bo ja tam z cudzych domów nie wychodze w ogóle, siedzę tam bez względu na to czy powinnam już sobie pójść czy nie.
Oczywiście to krzywe zwierciadło.
Stoję murem za kobietą, która weszła do niby-domu i podczas niby-obrządku religijnego powiedziała co myśli na temat wtrącania się mężczyzn przebranych w suknie, nie mających ani rodzin ani dzieci, nie uprawiających seksu (przynajmniej z założenia) i gadających do nieruchomych rzeźb.
No cóż.
Pochylmy się z troską nad tematem wtargnięcia do cudzego domu. Cudzego, czyli czyjego? No, bożego domu. Jak wiadomo Bóg nie ma osobowości prawnej, więc właścicielem być nie może. Właścicielem "jego" domu jest parafia czyli państwo Watykan. Państwo to zaprasza ludzi do siebie w określone dni i godziny. Otwiera wrota i pozwala wejść. Po ty, by wysłuchać co mężczyzna ubrany w suknię czyta. O Bogu. I to jest obrządek religijny. OK.
A co, jeśli mężczyzna w sukni zaczyna czytać list dotyczący zmian w polskim prawie. Czyta ten list na terenie panstwa Watykan. Prawo dotyczy polskich kobiet i samego kraju o naszwie Polska. Czyta list dotyczący sfery o której nie ma zielonego pojęcia i nie ma w ogóle z tym nic wspónego, gdyż czyta o poczęciu. Powiedzmy sobie jasno: mężczyzna w sukience nie poczyna, bo zabrania mu tego jego stanowisko.
Zatem: wygłasza poglądy polityczne podczas obrządku, zatem zakładam, że przerwał obrządek i zaczyna politykować. Wtrąca się w moją sferę, która jego w ogóle nie dotyczy, pozwala mi przychodzić do siebie i ... obraża się, że zaczynam się denerwować i wykrzykiwać moje przekonania.
Dlaczego nie mogę, skoro przerwał obrządek? I otworzył mi drzwi?
Dalej: nic nie mówiąc wychodzę, bo mnie gospodarz domu wkurzył. A on się obraża i twierdzi, że mu przeszkadzam. Ja nie chcę go słuchać i wolę wyjść bo gdybym została musiałabym go walnąć na odlew w twarz. A to już byłoby prawie jak zamach na samego Jezusa, więc wolę wyjść bez słowa. Zostaję oskarżona.
I opluta przez bywalców domu państwa Watykan, moich pobratymców. Nie powinnam wychodzić, powinnam za to siedzieć cicho i jeszcze na końcu zrzucić się do koszyka za dzisiejszy obrządek, bo prąd kosztuje.

Incydent nr 2:

Kościół katolicki i jego zarządzający żądają zaostrzenia ustawy o zapłodnionej komórce. Przypominam, że wśród zarządzających obowiązuje zakaz zapładniania oraz że wśród nich nie ma żadnej posiadaczki macicy. Ale oni mają swoje domy i tam straszą zaproszonych gości, że jakby co to ogień piekielny zamiast nieba.
I przedstawiciel tego oto grona jest zaproszony do studia telewizyjnego na debatę o sprawach, które w ogóle ich nie dotyczą. Zaproszono też w przypływie łaski kobietę, która jest w opozycji. I ona zaczyna mówić, bo wie, że dwaj faceci: jeden w sukni i drugi prowadzący, ale żaden nie posiada macicy i generalnie to w tym prawie oni w ogóle nie funkcjonują i ich w zasadzie prawo to nie dotyczy. I wiadomym jest, że ona w tym studiu jest po prostu sama: ona i dwa samce, w tym jeden w sukni. Ona wie, że jest w mniejszości. Znacznej. I nie chce być, ale w Polsce o losach kobiety decydują zawsze faceci. I ona nie chce takiego stanu rzeczy, zaczyna swój monolog, coraz bardziej agresywnie. Jakbyś się zachowała na jej miejscu? Nie będąc cielęciem? Według mnie tak samo. Bo tu nie może być dialogu: my mężczyźni i ty jedna odważna - pogadajmy. O czym mamy gadać z przedstawicielem kraju Watykan? I z nosicielem plemników? o czym, skoro efekt fajnej zabawy i tak spada na kobietę?
Reasumując: trzymam stronę agresywnej feministki, bo do tej pory dałyśmy sobie włazić na głowy, jak widać  oni już na tej głowie siedzą: faceci i kościół. I jesli ty, droga parafianko, jesteś w stanie ich dźwigać, to jest to twoja sprawa, ale reszty w to dźwiganie nie mieszaj.
Dałyśmy sobie wejść na głowę, bez sensu. Zacznijmy krzyczeć, ale razem, ciągle 3/4 kobiet zachowuje się jak bezmózgie i dlatego oni uzurpują sobie prawo o decydowania o nas! Nawet nie jesteśmy w stanie się zjednoczyć! Bo jedna ma fajnego męża, a druga mocno wierzy w osobę, której ani ona ani nikt do tej pory nie widział... I tak nas takie drobiazgi rozpraszają.UWIERZCIE MI, GDYBY PORODY I GWAŁTY DOTYCZYŁY TYLKO MĘŻCZYZN, ABORCJĘ MOŻNABY BYŁO ROBIĆ W KAŻDYM SKLEPIE CAŁODOBOWYM A ANTYKONCEPCJA - KAŻDA - BYŁABY ZA DARMO W AUTOMATACH NA CAŁYM ŚWIECIE.
Jesteśmy głupie i niezjednoczone. I nie pyskujcie pod tytułem : "chyba ty". Bo ja też, jak widać, bo nie potrafię dotrzeć do tych, które wrzucają rzewne filmiki z życia płodu i ocierają łezkę jak płód ciumka paluszek. Mnie to nie wzrusza, ja jestem finansistką i pragmatyczką.
I nie będę chronić życia poczętego od momentu zapłodnienia. Nikt mnie do tego nie zmusi.
Hawk.

czwartek, 31 marca 2016

Salwador w Polsce - chcemy? Ja - NIE!!!!!!!

Dlaczego Salwador? Mamy wspólne dwie rzeczy: w dużej części PKB Salwadoru tworzą jego obywatele na emigracji w USA oraz za chwilę: całkowity zakaz aborcji.
Tak.
Dziś będzie o zaostrzeniu i tak beznadziejnej ustawy o aborcji. O projekcie, według którego życie ludzkie zaczyna się zanim zapłodnione jajo zagnieździ się w macicy... czyli jeszcze PRZED CIĄŻĄ!!!

Usłyszałam dziś, że co jest winne nienarodzone dziecko. Ja nie wiem co jest ono winne, bo słabo można się z nim dogadać - szczególnie, jeśli jest nienarodzonym płodem (taka za socjalizmu funkcjonowała nazwa, teraz jest to passez i mówimy dzieciątko pod sercem albo inny tego typu rzyg).
Za to z pewnością możemy się dogadać z żyjącą i funkcjonującą w społeczeństwie kobietą, która nieszczęśliwym trafem dla niej została ciężarną.
Możemy ją zapytać: chcesz? I ona odpowie.
"Dzieciątko pod sercem" nie odpowie jeszcze kilka lat po narodzinach.

Całkowity zakaz aborcji traktuje kobietę jak niedorozwoja, który nie wie co jest dobre a co prawidłowe.
Nie ma prawa rozporządzać swoim zapłodnionym jajem, nie ma prawa odrzucić obcego, nie należącego do niej plemnika, który bez jej zgody zapłodnił JEJ jajo. I nie ma znaczenia, czy się zabezpieczała czy nie.
Jeśli ona tego nie chciała, to jakim prawem jakiś śmierdzący plemnik zapłodnił jajo należące do niej? I dlaczego ona nie może tego zapłodnionego jaja odrzucić? Bo nie!
Bo od tej chwili to jajo należy do ogółu. W szczególności do episkopatu, lekarzy pokroju minister Radziwiłł oraz do rządu. Tylko do narodzin oczywiście, bo potem już jajo w postaci żywego noworodka należy do niej i to jest jej sprawa i jej problem.

Ktoś kiedyś krzyknął: trzeba było nie rozkładać nóg! A ja odkrzykuję: trzeba było nie wkładać tam prącia i pluć plemnikami! Trzeba było wciągnąć i wypluć albo jechać na ręcznym! Prosił kto o zapłodnienie? Jakby prosił to by potem nie chciał się tego pozbyć.

I tu pojawiają się humianiści co to dla nich życie ludzkie jest tak drogie jak najdroższy samochód ojca Rydzyka. Ale jak dzieci z Syrii giną w trakcie ucieczki przez morze albo od bomb spadających na ich domy, to to życie jest nic niewarte. Bo w końcu 10% z nich to terroryści, więc mogą sobie umierać. Ale taki polski, biały zarodek to co innego! Ten to jest dopiero cenny!
Taki dualizm wiary katolickiej.
No i najważniejsza sprawa: przecież życie ludzkie tu, na ziemi, wg wiary katolickiej jest nieważne, jest dopiero początkiem. Najważniejsze jest życie wieczne, u boku samego Boga, który kocha ludzi całym swoim sercem i z miłości karze nas codziennie takimi głupcami w rządzie.
Z miłości do człowieka, każe mu urodzić się bez mózgu albo z głębokimi upośledzeniami. I każe tak żyć: w bólu i cierpieniu (bo ma plan!).
Ale człowiek, wiedząc, że jego celem jest życie wieczne w niebie u boku jego jedynego Boga, powinnien robić wszystko, by jak najszybciej tam się znaleźć!  I nie walczyć za wszelką cenę i nie bronić się pazurami przed śmiercią. Każdy szanujący się katolik (głównie takimi powinni być księża i biskupi) powinien robić wszystko, by znaleźć się u boku pana błyskawicznie.
I każde nienarodzone dziecko też tam się znajdzie przecież! Bez tego beznadziejnego życia na wśród tego paskudnego stada ludzi... Poszłoby prosto do nieba... czyż to nie jest marzenie każdego wierzącego?
Nie o to się modlą co niedziela? To o co im chodzi? "Nienarodzone dzieciątka" będą się mrowić u stóp pana w wiecznej szczęśliwości a tu, na łez padole jedna kobieta z drugą będzie się mocować z szarą codziennością i uprzykrzać sobie życie... życiem.

Zatem o co wam chodzi ludzie?
O władzę.
O władzę  - aby ją czuć, mieć, dotykać, ciemiężyć innych i znęcać się tak, żeby wszyscy popamiętali i mieli dość. Nie uważacie, drodzy głęboko wierzący i praktykujący, że lepiej uratować 1000 żyjących już dzieci z Syrii niż kwilić nad zarodkiem, który nie czuje, nie myśli, nie ma planów na życie co najmniej do momentu urodzin?
Nie szkoda wam tych ludzkich istnień, które próbują dotrzeć do lepszego świata? Nie, bo tam może być terrorysta i nas wysadzić!
A ja mówię wam: to wtedy jako męczennicy macie sto procent pewności wylądowania w waszym boskim niebie. U boku Pana. Życzyć wam tego, czy to będzie podżeganie do zabijania? Mimo, że przecież każde życzenie śmierci powinno być miodem na uszy - bo to niebo i tak dalej?
Jak zwykle dzielę włos na czworo i żądam wolności dla każdego obywatela po równo: i dla tego który bez wiedzy właścicielki jaja zapłodnił je swoim plemnikiem i dla właścicielki jaja, która nie życzyła sobie zapłodnienia jej jaja czymkolwiek.

Artykuł Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej mówi: "Każdemu zapewnia się nietykalność osobistą i wolność osobistą" oraz: "Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym"
CZY NAKAZ URODZENIA NIECHCIANEGO DZIECKA NIE JEST ŁAMANIEM KONSTYTUCJI ? DLACZEGO O ŻYCIU OSOBISTYM KAŻDEJ KOBIETY W POLSCE MA DECYDOWAĆ SĄD, RZĄD, EPISKOPAT, POLICJA I LEKARZ?
W 70% MĘŻCZYŹNI-ZAPŁADNIACZE?!
Czy my jesteśmy jakieś niedorobione?
Dlaczego premier Szydło, podobno kobieta, chce ograniczenia swoich praw? Do poziomu inkubatora albo szafki na kapcie? Co się z nami, baby, dzieje? Gdyby to dotyczyło facetów, uwierzcie mi, wydrapaliby wszystkim oczy!
Amy byśmy na to pozwoliły. Bo jesteśmy takie dziewice-niewydymki.

Co ciekawe, w konstytucji jest też napisane, że: "obywatelstwo polskie nabywa się przez urodzenie z rodziców będących obywatelami polskimi" zatem... to "dzieciątko pod sercem" nie ma obywatelstwa polskiego, czyli nie obowiązuje go polska ochrona. A jeśli obowiązuje go ochrona kościelna, to należy zarodek przeszczepić do ciała obywatela Watykanu - czyli np. takiego biskupa i wówczas jest ok.
Póki jest w ciele Polki i się nie urodziło - nie ma obywatelstwa, zatem dlaczego Polka ma cierpieć i martwić się o obcego? Proste, prawda?

A o wolności od religii już nie chce mi się pisać, bo mam to też zagwarantowane w ustawie zasadniczej, która to ustawa jest osrywana od kilku lat. Systematycznie.
To po co w ogóle jest, skoro wszyscy, szczególnie rządzący mają ją gdzieś? I ten cały harmider o Trybunał Konstytucyjny, stojący na straży tejże ustawy...
Ups...

piątek, 18 marca 2016

Dlaczego Polacy lepszego sortu nie lubią KOD - u ?

KOD a sprawa polska, chciałoby się napisać. 38% Polaków popiera PiS. Zjazdy KOD są finansowane przez oderwanych od koryta. Za udział w manifestacji, KOD płaci pieniądze. Dowożą ich autokarami.
Takie i inne opowieści tysiaca i jednej nocy można przeczytać na forach internetowych, na profilach fejsbukowych znanych pyskaczy typu poseł Pawłowicz i inne Pięty.
Czy ktoś zatem może odpowiedzieć mi na pytanie:
- kto popiera komunistyczną wersję Polski po 1989 roku?
Pytam się, dlaczego rozdajemy pieniądze krzywdząc ludzi? cały naród? Tak, projekt 500 plus to krzywda dla CAŁEGO narodu, bo on to finansuje. Odsuwa się kobiety od rynku pracy - już o tym pisałam, powoduje się, że ludzie proszą o obniżenie pensji, aby łapać się na dopłatę tych 5 stów, co powoduje, że zmnieszają się podatki od dochodu czyli wpływy do budżetu, 80% ubogich to ubóstwo spowodowane uzależnieniami, czyli rozmnaża sie ta grupa społeczna, która w przyszłości nie będzie brała udziału w rynku pracy - będą sobie spokojnie żyli z państwa, czyli opieki społecznej. 80%... Czy ktoś policzył koszty społeczne tego projektu? Pewnie nie, bo projekt jest typu kolanowego (stworzonego na kolanku).
- kto się godzi na to, by sprzedaż ziemi była regulowana przez Państwo? jak za cara w Rosji?( tu się zaraz historycy będą mądrzyć, że za cara chłop nie miał ziemi, ale chodzi mi tu o rodzaj wpływu i decydenta). Ryczą różni, że dobrze, bo Niemce wykupio polsko ziemie.
Być może wykupio, chociaż szczerze watpię, bo po co? Ale czy w zamian za to my nie możemy zacząć kupować ziemi na przykład w takiej Hiszpanii?
Dobry klimat na nowe rodzaje upraw - można kupić sobie dajmy na to plantację bananów, skoro głupie Niemce wolą naszą ziemię - no, bądźmy szczerzy, czarnoziemów to u nas niewiele, niż dobry klimat na uprawy cytrusów, modnych na całym świecie.
Chociaż przy uprawach cytrusów nie będę się upierać, rzuciłam pierwszy przykład z brzegu.
Ja chcę w wolnym kraju iść do wolnego polskiego rolnika i kupić od niego 3 hektary, ja ekonomista, od jutra chcę rozpocząć uprawę porzeczki czarnej. Bo lubię. Bo chcę. Bo mam dość korpo. I co ? I gówno. Nie kupię, bo prawo pierwokupu będzie miał inny rolnik albo Agencja Nieruchomości Rolnych czy coś tym stylu. Ja - nie będąc rolnikiem - nie mogę się wziąć za uprawę tejże porzeczki, bo nie wolno. W WOLNYM KRAJU.
- kto chce, aby bronić polskich lasów? Nie znam się na lasach, przyznaję bez bicia. I generalnie te lasy mi wiszą kalafiorem na szpilce. Bo się na nich nie znam, ale....
Mamy 33% powierzchni "obrośnięcia" powierzchni Polski, będzie więcej. Fajnie, bo wtedy powietrze zdrowsze i w ogóle. Ale co będzie, jeśli ja, znowu porzucę korpo i zdążę przed 1 maja nabyć drogą kupna 5 hektarów ziemi i ... zasadzę sobie las. Bo lubię mieć las. Ten las odziedziczą moje dzieci, ale one nie lubią lasu i za 20 lat będą chciały sprzedać 5 hektarów lasu brzozowego albo sosnowego jakiemuś chętnemu... nie rolnikowi i nie leśnikowi. Prywatnemu. Za milion euro. Hipotetycznie. I nie będą mogły, bo prawo pierwokupu będzie miała jakaś państwowa instytucja. A cenę narzuci mi.... SĄD! taki moi drodzy: sąd! Pan sędzie zamiast sądzić łobuzów bijących swoje żony będzie zasądzał ceny grutnów leśnych... I teraz tak: cena będzie zdecydowanie niższa, zatem wpływ z podatków będzie niższy. Sędziemy trzeba zapłacić za ten wyrok, ekspertowi, który to wyceni także. Koszty, koszty, koszty.... Ale ziemia nasza bedzie! Nieważe, że ludzie będą zdychać z głodu. Ale ziemia bedzie naszo!
LUDZIE! ktoś nam płaci za tę głupotę czy my mamy tak od urodzenia? Witki opadły już dawno.

I na koniec: CZY KTOŚ Z PRZECIWNIKÓW KOD ZNA KOGOŚ KTO ZAROBIŁ CHOĆ GROSZ ZA UDZIAŁ W MANIFESTACJI? JAKIEJKOLWIEK ZORGANIZOWANEJ PRZEZ KOD? NIE! Nikt nikogo takiego nie zna, ale płyną kretyńskie historie o bredniach.
Moi przyjaciele i znajomi byli wielokrotnie na manifestacji w Poznaniu i w Warszawie. Żadne z nich ani nie zostało dowiezione żadnym autokarem, ani nie dostali z tego powodu złamanej złotówki.
To jest ohydne kłamstwo.
Niestety, tu sprawdza się jedno powiedzenie: oceniamy ludzi przez własny pryzmat. Być może PiS  płaci z przyjazdy na miesięcznice smoleńskie, aby miał kto drzeć szaty i płakać po obcych ludziach? Ja nie wiem, kto ma czas przychodzić co miesiąc, żeby mielić to samo do porzygania. Normalni ludzie muszą pracować, nie mogą ciągle wystawać każdego dziesiątego na Krakowskim Przedmieściu. Bo dziesiąty nie zawsze wypada w weekend. Tak to dziwnie się składa.

Za chwilę obudzimy się w czasach Gomułki. Ja ich nie pamiętam, ale jest wielu takich, którzy pamiętają. Podobało się?
To po co była nam Solidarność?Po co zginęli robotnicy czy studenci w latach 1960 - 1970? Po nic? Jeśli tak, to szkoda.
Szkoda też, że nikt nie chce nas nauczyć prawdziwej historii, o żołnierzach wyklętych na czele.

Tylko słabiutkie okrzyki o wrogach Polski, narodu, ludu... nie kojarzy się nikomu? Z niczym? To szkoda, wielka szkoda.
Wynika z tego, że jesteśmy tępi jak dzidy.
Każdy z nas, bo jeśli ktoś teraz odpowie, że on nie jest tępy, TO NIECH WYJDZIE NA ULICĘ I KRZYCZY, ŻE SIĘ NIE GODZI NA TAKI STAN RZECZY, NIECH PÓJDZIE DO URN I POWIE: NIE CHCĘ!

Do diabła, ludzie, obudźcie się! Formuła Gomułki się nie sprawdziła! Halo!
Niech wiosna zawita do naszych umysłów: Świeżość i tlen - dobrze robi.





czwartek, 10 marca 2016

Krystyna...

Obserwuję i myślę, że Krystyna to celebrytka.
Celebrytka kontrowersyjna - bo to jest teraz najmodniejsze.
Co więcej, w modzie panoszy się teraz nie tylko celbrytyzm.
Modne jest też chamstwo - ale jednostronne. Bycie chamem jednokierunkowym jest bardzo proste: cham może lżyć i obrażać każdego i wszystko. W druga stronę jest to absolutnie zabronione. Chama nie wolno obrazić ani skrytykować. Będzie pluł jadem a wijąc się jak piskorz w kałuży obelg, obryzga nawet tych, którzy stoją daleko, nie zwracając na chama uwagi.
To jest taki monocham...

Będąc celebrytą warto mieć jakiś atrybut bądź cechę wyjątkową, taką, która wyróżnia spośród innych, wyglądających jak stado klonów celebrytów. Na przykład taki atrybut ma Natalia... (tu sięgnęłam do wujka googla, wpisałam imię, które nosiła moja babcia, bo nazwiska Natalii nie mogłam sobie przypomnieć) ... Siwiec! Atrybutem Natalii eS są usta glonojada.
Czy nasza polityczna celebrytka ma taki znak-atrybut?

Tak, otóż Krystyna posiada taki znak. Jest to jej wysoce niedbały wygląd.
Składa się na niego: widoczna  nadwaga, zaniedbane włosy z odrostami i wyjątkowo niepiękna odzież, eksponująca najgorsze elementy zbyt obfitego ciała.
Mówiąc o włosach należy pamiętać o fryzurze, bo tej Krystyna nie daje żadnej szansy, skrobiąc codziennie rano przedziałek jak pawlakowa miedza. I kucyk.... nieśmiertelny kucyk dziewczynki z podstawówki - choć podstawówkę Krystynka ma już zdecydowanie za sobą, jakieś 50 lat.

I myślę też sobie, że nasza poselska celebrytka, mając doktorat szacownej polskiej instytucji naukowej, jest cwańsza niż my wszyscy razem wzięci.
Mówi się: jak pan taki kram. Na sytuację polityczną można to przekuć jako: jaki elektorat tacy posłowie. Mając za sobą elektorat prosty, niewrażliwy, mocno ciosany i słabo lotny, nasza Krystyna przyoblekła się w taki oto całun prostaczy.
Pohukuje, wyzłośliwia się, udaje, że nie umie gramatycznie pisać, obraża i lży wszystkich jak leci.
Gra.
Gra najlepiej ze wszystkich. Tu muszę przeprosić kilka bardzo zdolnych gwiazd polskiego kina, rzekłabym : wręcz moich ulubieńców, jak choćby ojca i syna Stuhrów, ale Krystyna jest mistrzynią pierwszego planu. Wspięła się na Himalaje kunsztu aktorskiego. Zdobyła czempionat.
Udając tępą, chamską prostaczkę, zbiera poklask wśród swoich wyborców i jednocześnie będąc najbardziej wyśmiewaną i znienawidzoną przez elektorat opozycyjny, otoczyła się nimbem sławy niebywałej.
Sławy jedynej w swoim rodzaju.

Aby to osiągnąć należy mieć dwie rzeczy: talent i paskudny charakter. Charakter, który pozwoli za wszelką cenę, cenę honoru i uniesionego czoła, zniżyć się do poziomu bagna.

Aby zbierać poklask i popularność.
Niestety, tylko popularność, ponieważ , droga Krystyno, na sławę trzeba sobie zasłużyć a nie zachamić.
Czy mam jakiś element biżuterii przypominający największą polityczną celebrytkę kraju nad Wisłą?
Niestety, nie.
Ale mam coś, z czym kojarzy mi się ta kariera - z łzą agatu...płaczmy nad tym talentem, bo zatrzymać go nie sposób



wtorek, 16 lutego 2016

Rozpaczliwy apel do kobiet: NIE dla "dobrej" zmiany!

Jesteśmy po wyborach. Wygrało to, co wygrało. Podziękowałam już za ten wynik wielokrotnie. Przede wszystkim tym, którzy jak durni powtarzali, że aby nie wygrał PiS trzeba głosować na PO. Na PO - po ośmiu latach olewania większości społeczeństwa, za zabór mojego mienia w postaci moich składek emerytalnych, za zrobienie z Polski robotniczego zaplecza dla starej Europy - NIE - głośne i wyraźne. Były opcje inne - nieznane, małe partie, gdyby ktoś dał im szanse, to PiS nie miałby większości. Bo, że byłby w sejmie to było do przewidzenia. Wjechali na "poległych pod Smoleńskiem", robieniem przedstawienia jakimiś miesięcznicami i dzięki megafonom w kościołach. Kościelny elektorat potruchtał do urn z jednym przesłaniem: głosujemy na katolików! A że np. taki katolik Kurski, zostawił żonę i dzieci, albo taka katoliczka Kaczyńska - zostawiła byłego męża z rogami jak ręce Chrystusa ze Świebodzina, mając córeczki z drugim obecnym jeszcze póki co  mężem, albo katolik Hofman, który chlał zamiast siedzieć na obradach w Hiszpanii i jeszcze z kolegą katolikiem oszukali skarb państwa biorąc kilometrówki na podróż... samolotem (oczywiście sprawa została umożona a skruszony Hofman schudł jak deszczka - chyba w ramach pokuty), to w zasadzie nie ma znaczenia. Jak leży pod figurą, diabła może mieć za skórą.
No więc głosowali na tych katolików polscy katolicy i mamy to, co mamy. A mamy dużo. Obietnic dużo. Dziatwa się podnieca programem 500 zł na każde DRUGIE, ale nie zawsze, dziecko (nie zawsze drugie dostąpi tej łaski, gdyż mając starsze rodzeństwo w wieku 18 i więcej lat, nie ma szans na dofinansowanie z budżetu, gdyż wg PiS jest pierwsze i już). Tutaj przytoczę bzdurne tłumaczenia, że ten program jest po to by się dzietność zwiększyła i ma ona wspierać rodziny rokujące a tacy starzy rodzice to już nie będą mieli więcej dziatwy. Hmmm, to skoro to ma zachęcać, to jak zachęci młode małżeństwo, z kredytem na 30 lat i np. z umową śmieciową? Rozumiem, że tacy mają zrobić sobie od razu drugie? Bo że pierwsze mają mieć z radości, że ten program jest, to pewne. A zanim cokolwiek dostaną to najpierw muszą poczekać na to pierwsze 9 miesięcy, potem niech dziewuszyna chwilę odetchnie, powiedzmy, cztery miesiące i spowrotem w ciążę, czekamy następne 9 miesięcy i... jest! 500 zł.Trzeba ma nie poczekać dwa razy po 9 miesięcy plus ew, przerwa między jednym a drugim brzuchem czyli jakieś... dwa lata? Na 250 zł na łebka. Zachęta zajebista! Taka długofalowa... Brawo!
Wsparcia nie dostaną samotni rodzice z dzieckiem bo nie rokują - tzn. jak nie ma pełnej rodziny to wsparcia nie ma! Katolicki porządek ma być - tak jak np. w rodzinie pana Kurskiego albo pani Kaczyńskiej - tam zawsze jest jakaś żona albo mąż - z odzysku, ale prawie po bożemu. ŻENADA.

Ale z pewnością zachęci rodzinę z dwójką dzieci, gdzie słabo wykształcona mama z jeszcze mniej wykształconym tatą na umowie z najniższą krajową stwierdzają, że jak będzie trzecie, to tysiąc wpada co miesiąc i już mama nie musi chodzić do beznadziejnej roboty za 900 zł u prywaciarza, tylko w domu zostanie i dzieci wychowa, do 18 roku życia. Szczytne zadanie. Po 18 latach nie ma szans wrócić na rynek pracy, no chyba, że jako sprzątaczka. Ok, niektóre panie mają takie marzenia związane z miotłą, ale pamiętajmy, że po wielu latach dźwigania dzieciątek, po 3 porodach, zdrowie już nie jest takie zacne.
Ale my jesteśmy dobrej myśli, pani dociera do 60 roku życia (bo Duda obiecał obniżenie wieku emerytalnego, inaczej podaje się do dymisji - ha,ha,ha,ha!) i... No właśnie, ile zebrała taka mama na emeryturę? Mama, która została w domu, bo za tysiąc nie ma sensu z niego wychodzić, skoro ten tysiąc sam do domu wjeżdża?
Moja partia Razem uważa, że powinna być tzw. emerytura obywatelska, takie niezbędne minimum dla człowieka - dziś w Polsce jest ono obliczone na poziomie 900 zł. Jeśli czynsz wynosi 600 zł, opłaty 150 zł to kto tej pani da jeść? Ano, pomoc społeczna. Tu się głosy odezwą, że dzieci będą tę panią utrzymywać bo się nimi zajmowała i poświęciła dla nich. A ja się pytam: jakie mamy prawo obciążać nasze dzieci nami samymi? One się na świat nie pchały, to myśmy zadecydowali, że za 500 zł miesięcznie dzieci będziem mieć.
Zatem Jacek, Rysio i Józia wyjechali w świat, matka została sama bo ojciec pożegnał się ze światem albo znalazł młodszą. I pani zostaje pomoc społeczna. A jak pomoc społeczna zarabia na świadczenia? Ano, nie zarabia tylko dostaje z budżetu. I nie, nie jestem przeciwna pomocy potrzebującym - absolutnie jestem za pomaganiem. Ale jeśli nowoczesne państwo, systemowo i z premedytacją pod szyldem "dobrej zmiany", "odbudowy zniszczonej gospodarki" i nie wiem jakich jeszcze głupawych populizmów, poprzez takie programy, spycha tysiące kobiet na margines życia, to ktoś powinien za ten program iść do więzienia.
Albo nie: powinien być obciążony utrzymaniem tych kobiet na ich emeryturach, które albo będą tak drastycznie niskie albo nie będzie ich wcale, bo się kapitał emerytalny nie zbierze (nie zdąży...).

Rzecz następna: kto będzie finansował ten program, w którym mój zamożny, ale młodszy sąsiad w dwójką dzieci dostanie swoje 500 zł z moich i swoich podatków, gdzie ja zarabiam bardzo średnio i na dodatkowy język dla mojej córki mnie nie stać bo mam jeszcze drugą na utrzymaniu, studentkę - ale jak wiadomo, w niektórych kręgach studia to fanaberia, więc utrzymuję fanaberię mojego starszego dziecka. Moje młodsze na dodatkowy język nie dostanie 500 zł, bo ma starszą siostrę. Ale mój zamożny sąsiad dostanie i np. dzięki temu jego dzieciaczki będą miały wyższe kieszonkowe, o 250 zł na łebka. Żadna z moich córek nigdy takiego kieszonkowego nie miała. Ot, Prawo i Sprawiedliwość. Dziejowa.
Sytuacja ostatnia: dwoje bezrobotnych i drobiazg w domu, np. w liczbie 5 sztuk - tutaj dostanie cała piątka, której szczerze i z całego serca życzę jak najlepiej. Do ubóstwa wpłynie 2.500 zł, dla takich ludzi to majątek. Mam cichą nadzieję, że dzięki temu dzieciaki w końcu będą miały ciepłe buty na zimę i zawsze kanapki w tornistrach. Tylko, że ja jestem człowiekiem marzącym. Marzę o tym, by dzieci wyrastały z ubóstwa jak wyrasta się ze swetra. Niestety, badania socjologiczne pokazują co innego. około 30% dzieci system, dobrzy ludzie wokół, lub one same, są w stanie zerwać tradycje rodzinne. Permanentne bezrobocie, ubóstwo dziedziczy się jak piegi. I tak samo ciężko się od nich uwolnić. Jak ci się uda, to je wybielisz. Najczęściej jednak zostają.
Myślę, że te 30% warte jest każdych pieniędzy, pomyślmy, jeśli w Polsce urodziło się w zeszłym roku 353 tysiące dzieci, jeśli by przyjąć, że wszystkie żyją w ubóstwie i wyrwiemy z tej liczby 30% to wychodzi, że uratowaliśmy 105.900 dzieci. Chyba warto, prawda? Z tym jednakowoż założeniem, że powinniśmy dodatkiem objąć WSZYSTKIE dzieci. Czemu winien jest jedynak z biednej rodziny, która wie, że nie może sobie pozwolić na więcej dzieci? Ktoś powie: bo oni są nie rokujący. To teraz rzucam drugi przykład: Mamy dwoje niepracujących z podstawowym wykształceniem, mają szóstkę dzieci, siódme to dodatkowe 500 zł. I tak żyją z MOPS-u więc dla nich żadna różnica, możemy z tej szóstki wyrwać z ubóstwa JEDNO dziecko (30% z 6 to 1,8 zatem jedna cała sztuka - sztuki człowieka się nie zaokrągla)... dla państwa ta rodzina ma potencjał.
Tak, potencjał na produkcję nowego ubóstwa, oprócz jednej sztuki. Za słaby wynik. Sami pomyślcie czy o taki rozwój społeczeństwa nam chodzi.

Wiemy już, kto będzie finansował program PiS: podatnicy, którzy pracują i wytwarzają PKB (produkt krajowy brutto). Czyli tak: przy rodzinach wielodzietnych, gdzie pracuje zwykle jedna osoba, dodatek państwa do dzieci będzie miał miejsce. Rodziny niepełne, gdzie jedna osoba pracuje, rodziny z jednym dzieckiem, gdzie obydwoje pracują oraz samotni i single pracujący, sfinansują ten program ze swoich podatków.
Zamożni sami sobie sfinansują ten dodatek - w całości lub części, chociaż ich podatki są fatalnie niskie i to też jest bez sensu, ale jednak - zapłacą sobie sami.
Dodatkowo do obsługi tego programu trzeba doliczyć pewnie stówę kosztów dystrybucji tego dodatku - na każde 500 zł (druki, program komputerowy, szkolenia, itd.), czyli mamy jeszcze koszty. Czy da się zrobić taki manewr bezkosztowo? To rozwiązał bardzo dobrze Orban na Węgrzech.
Fajnie.
Już słyszę głosy, że w przyszłości my wszyscy będziemy korzystać ze składek wypracowanych przez te wszystkie urodzone dzięki programowi dzieci. Dziękuję za tę łaskę.
Odkąd pamiętam słyszę, że muszę płacić składki emerytalne na ZUS, bo zbieram sobie kapitał na emeryturę. Zatem ja nie potrzebuję, żeby pracowało na mnie obce dziecko sąsiada, które dostawało kieszonkowe kosztem moich dzieci. Co więcej, ja mam ciągle, wbrew PiS-owi, dwoje dzieci i jakby co, to one wytworzą odpowiedni PKB i odprowadzą składki, które sfinansują moją emeryturę.
Bez łaski, szczodre kutaski.
Po drugie - przeczytajcie jeszcze raz akapit o rodzinach ubogich. Dokładną analizę statystyczną opracuję niebawem , bo już mam pomysł i dostęp do danych. Liczby się nie mylą, każdą głupotę da się skwantyfikować.

I na koniec: tak jakoś dziwnie mi się wydaje, że te wszystkie osoby, które podejmą decyzję o nastęnym dziecku tylko i wyłącznie z powodu kwoty "pińcet" to jest ta masa, która w najmniejszym procencie dokłada się do Produktu krajowego Brutto: niskie dochody, niska produktywność, etc.
Nie wiem na pewno, właśnie jestem w trakcie sprawdzania tych danych, ale jakoś szósty zmysł mi podpowiada, że mam rację - rzadko się myli , sukinsyn, a ja tak rzadko się go słucham...
Takie to mamy rodziny rokujące.
Strach się bać.
Dobrego wieczoru życzę. I polecam piękną sercowo-uczuciową kolekcję ze srebra:



Aaaaa! zapomniałabym! Uprzejmie przypominam wszystkim matołom z rządu, że od 1989 roku dzietność w Polsce SPADA. Między rokiem 1985 a rokiem 1995 ( zakładam, że te roczniki teraz rodzą lub będą za chwilę rodzić dzieci) spadła o 36%: z liczby 667.370 do 424.300, aby w roku 2003 osiągnąć pułap 349.080 sztuk ( to jaki lament będzie w roku 2025-2039!).
No to jak, TUMANKI, tych dzieci ma być więcej, jak matek rodziło się mniej coraz? Trzymajcie mnie, bo kogoś walnę. Najchętniej panią minister od spraw rodziny, pracy i polityki rozdawniczej nie swoich pieniędzy, pani pokończyła jakieś studia i nie wie jak skorzystać z danych GUS? Chociaż za czasów pani minister to nawet nie trzeba było języka obcego znać żeby doktorat napisać, więc... po co komu dane GUS?

poniedziałek, 30 listopada 2015

Ernest Hemingway założył się z przyjaciółmi. Dziesięć dolarów dla tego, kto napisze najkrótszą smutną historię. Na serwetce zanotował siedem słów. "Do sprzedania: dziecięce buciki, nigdy nie używane".

Inteligencja wielkich często mnie powala, wzrusza do łez, także rozbawia, choć ta historyjka akurat nie. Dopadła mnie listopadowa chandra. Już jej czas. Łzy same płyną po liczkach. Dlaczego. Dlaczego się pytam? Skąd to wszystko się bierze? Nie wiem, nie mam pojęcia. Matka bije płaczącego chłopca a potem wrzuca filmik na youtube. Trzeba być niedorozwojem, debilem, nie wiem kim jeszcze... z pewnością nie matką. Matka nie robi takich rzeczy. Matka nie bije i nie drze ryja. A nawet jeśli krzyknie, to nie wrzuca hańbiących dziecko filmików do sieci. Nie robi tego nikt, kto jest mądry. NIKT! 
Ktoś powie, że odezwała sie święta Teresa. Po pierwsze pierwsze nie Teresa, bo to był kawał paskudnego człowieka, który nie wiem dlaczego został świętym. Miała miliony dolarów a zamiast leczyć za nie ludzi, modliła się za nich będąc przekonaną, że taka jest wola pana. Ja nie mogę słuchać takich historii, bo to jest znowu dowód na to, że ten pan albo postradał zmysły albo rzeczywiście jest jaki jest i kocha was wszystkich w taki właśnie sposób: gwałconą dziewczynkę, która w wieku 9 lat została porwana do burdelu, chłopca który nie mając oparcia w rodzicach popełnił samobójstwo, żebrzącą pod apteką babcię, która nie ma na leki. 
Moja koleżanka powiedziałaby: to nie bóg to robi tylko ludzie sami sobie, bo mają wolną wolę. To gdzie jest wolna wola gwałconej dziewczynki? Koleżanka na to: bóg tak chciał. A ja na to: ciesz się, że nie chciał tak dla ciebie, tylko szkoda, że chciał tego dla małego dziecka. 
Szkoda, że wierzycie w te wszystkie bzdury. Ja już dawno nie. Zbliżają się święta a ja widzę i słucham: coraz więcej cierpienia ludzi, coraz więcej zła. A w sklepach tłumy. Zakupy, zakupy, prezenty, podarunki... Kto je kupuje i dla kogo? Właściciel burdelu z małymi dziewczynkami kupuje prezenty dla swojej małej córeczki: najdroższy domek, najpiękniejszą sukienkę. Za pieniądze, które zarobiła dla niego mała dziewczynka w wieku jego córki. A potem idzie taki człowiek do kościoła i klęka przed panem. I... nic. Kompletnie nic się nie zmienia. właściciel burdelu ma się świetnie, kasa płynie strumieniami, można pojechać na dziesiąte wakacje na Bora Bora.
A dziewczynka w burdelu prędzej czy później umrze na HIV albo zaćpa się na śmierć nie widząc sensu takiego życia. Wiecie dlaczego? Bo pan tak chciał. 
Fajny pan. bo to właściciel burdelu może mieć wolną wolę: dzielić i rządzić, potem tę wolę odziedziczy jego córka, nie wiadomo czy wyrośnie na mądrego, dobrego człowieka. Raczej watpię. 
Dobroć nie jest trendy. Dobry człowiek to mięczak i fajtłapa. 
Jestem mięczakiem i fajtłapą. Znalazłam ogłoszenie na naszym lokalnym portalu. Biede dziecko nie ma ubrań, może by mu przed świętami zrobić przyjemność i zebrać trochę odzieży, bo rodzice biedni aż boli. Dobry człowiek poprosił o pomoc dla chłopca. I odezwali się darczyńcy. Mnóstwo ich przed świętami. Wietrzą swoje szafy, garderoby i kufry. Oddam tę sukienkę bo już niemodna. O, rzeczy po synku też oddam, bo i tak wyrósł. Dziewczynki pogubiły ubrania dla barbie, dajmy te lalki biednym dzieciom, one się z tego ucieszą! I oddajemy sterty odzieży, starych koców, spranych poszewek. Ja już ich nie chcę, kupię sobie nowe ale te biednym się przydadzą... I wiecie co? mięczak i fajtłapa znalazła kilka zajebistych osób i zrzucili się wszyscy na NOWE UBRANIA dla dziecka. Nie używane. NOWE, NIGDY NIE NOSZONE. Dziękuję, dziewczyny, jesteście cudowne! 
Tak się pomaga moi mili. Nie oddaje się swoich starych rzeczy bo i tak kupicie sobie nowe. Kupcie nowe i oddajcie biedniejszym, którzy mają pod górkę. Ja z niecierpliwością czekam, aż dam wielką torbę z nowymi ubrankami dla dzieciaczka. Tak bardzo chciałabym żeby wszystko pasowało. Żeby, może piewszy raz w życiu, miał mało, ale ładne i nowe. Własne, nie po innych dzieciach. 
Taka jest prawdziwa gwiazdka. Nowa. 
A po drugie nie jestem święta. Nigdy nie byłam. Potrafię wrzasnąć i przeklinać jak coś lub ktoś doprowadzi mnie do furii. Nie jestem święta i nie chcę nawet być.
A teraz mówcie sobie, co chcecie. Ja idę myśleć: wynosić się z tego podłego, obrzydliwie pełnego przemocą i nieszczęściem świata czy spróbować coż zrobić. Tylko jak? Ja jestem za głupia i za sama. Nie potrafię zbawić świata, bo nie jestem panem. Szkoda, bo mielibyście dobre życie. Wesołych Świąt