ten blog zaczyna powoli się stawać nie polityką w kolczykach ale polityką społeczną, bo dziś znowu temat o słabszych, mniej szczęśliwych (mam tu na myśli wyrażenie "mieć szczęście" a nie bycie szczęśliwym).
Przeglądam headliny: pierwsi chrześcijańscy uchodźcy przyjechali do Polski. A w necie - HEJT. Rodzinie z jedenaściorgiem dzieci spłonął dom - w necie HEJT. Niepełnosprawna blogerka popełniła samobójstwo - HEJT.
I my nie skupiamy się na tym: jak pomóc, tylko jak by tu przywalić: a bo jak jedenaścioro dzieci to patologia.
Zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy: co czują te dzieciaki, które być może przez przypadek będą miały możliwość przeczytać w internecie o swojej rodzinie: patologia.
Dla mnie to jak biskupia "bruzda dotykowa dzieci z in vitro". czyta o tym dziecko i ... z pewnością czuje się doskonale: zajefajnie: chodzę do szkoły, jestem normalnym dzieciakiem, mam dziesięcioro rodzeństwa i ... jestem PATOLOGIĄ, bo mam liczną rodzinę. Albo jestem z in vitro i jestem gorsza, bo mojej rodzeństwo zostało zamrożone na śmierć, bo mam bruzdę albo nie wiem co jeszcze wymyślą te czarne ćpuny by dowalić myślącym inaczej.
Internauto, zanim nazwiesz kogoś patologią, zanim napiszesz wzniosły tekst o stosowaniu prezerwatyw, POMYŚL czy nie robisz komuś przykrości "wyrażaniem swojego zdania" , czy nie zabijasz w nim poczucia własnej wartości, czy go po prostu nie krzywdzisz.
Nie jesteśmy na miejscu kogoś innego i nigdy nie będziemy.
Uwielbiam stwierdzenie mojej matki: "ja na twoim miejscu..." GÓWNO! nigdy nie byłaś , nie jesteś i nie będziesz na moim miejscu.
Tak jak Ty, drogi hejterze "wiedzący wszystko lepiej i mający swoje zdanie, przeszywające serce jak nożem tego, na którego miejscu nigdy nie będziesz, a którego to zdania nie omieszkasz umieścić pod postem tvn24.pl ".
Przystańmy na chwilę i pomyślmy: są ludzie, dla których najważniejsze jest słowo boże przekazywane przez kościół, chodzi człowiek tam w celu odmóżdżania bo tak robił ojciec i dziad i pradziad pewnie też (nie rozumiem tego, ale tak bywa, nad wyraz często!). Obecnie święty Jan Paweł II, nasz rodak, głosił wszem i wobec, że prezerwatywa to zło a jak bóg dał dzieci to i da na dzieci (zasłyszane gdzieś), że "idźcie i zaludniajcie ziemię". To jak ma się ten nieszczęśnik zachowywać? No zgodnie ze słowem bożym oraz jego wolą. Tacy ludzie boją się bardziej ognia piekielnego (którego nikt nigdy nie widział) bardziej niż urzędu skarbowego.
Ja teraz nie oceniam, tylko próbuję (podkreślam słowo próbuję) wejść w skórę takiego prostego człowieka, który żyje zgodnie z wolą swojego najwyższego. No więc rodzi się dziecko jedno po drugim. A kto da na edukację, na wychowanie, na to, na śmo i owo.
W międzyczasie przypomnę, że headline był o tym, że ludziom spłonął dom i nie mają dokąd pójść.
I grzmi wesoło internetowe hejterstwo, że za nasze podatki (najgłośniej krzyczy ten, co pracuje na czarno i nic nie płaci, albo jest na umowie śmieciowej i płaci grosze) te dzieci patologia utrzymuje.
I zostają ludzie patologią chociaż być może nigdy tam patologii nie było. I zostają dzieciaki napiętnowane. Tak jak kiedyś Dominik, ze śmiercią którego nigdy się nie pogodzę.
I idą w świat z zerowym poczuciem wartości...
A teraz pomyśl drogi hejterze, ze to spotyka ciebie. Fajnie, co? Ktoś stwierdził, że skoro masz tyle dzieci albo tyle rodzeństwa to nie jesteś nic wart. Zajebiste, prawda?
Ale ty nie jesteś na ich miejscu, ty masz tatusia w banku i mamusię w Mordorze i najki na nogach i najnowszy laptop, dzięki któremu możesz oceniać innych i wyrokować co się komu należy.
Tak jak uchodźcom, którzy uciekli przed prześladowaniem. "Ale nie mamy pieniędzy dla swoich a przyjmujemy jakichś uchodźców" - grzmią tysiące znawców tematu.
A dlaczego nie mamy pieniędzy? Bo rządzący kiepsko rządzą!
No to przestańmy pluć na siebie nawzajem i zmieńmy rząd, żeby pieniądze były i na naszych i na innych.
Skandynawia to potrafi, Niemcy potrafią a my nie? Potrafimy, tylko trzymamy cwaniaków w pięknym budynku na ulicy Wiejskiej. Tych samych od 20 lat! Jeśli nie zrobimy tam wietrzenia - nigdy nie będzie pieniędzy na nic - bo tym, którzy stoją u steru, kasa wycieka między palcami, nie radzą sobie ale ciągle chcą tam trwać. Kto by nie chciał za 12 tysięcy miesięcznie?
Zatem pomyśl internetowy znawco tematów wszelkich, zanim napiszesz coś "najmądrzejszego pod słońcem" czy nie zabijasz kogoś tym idiotycznym stukaniem w klawiaturę.
I wysil się w końcu i przestań głosować na te same gęby a wtedy być może okaże się, że na wszystko wystarczy, bo najważniejsze to prawidłowa redystrybucja dóbr, gdzie nie ma miejsca na łapówki, przekręty i jedzenie u Sowy.
W związku z powyższym i wszelkimi złymi rzeczami, które dzieją się ostatnio, powołam do życia Fundację, której znak firmowyw postaci bransoletki, umieszczam poniżej:
wtorek, 14 lipca 2015
wtorek, 30 czerwca 2015
... post mortem...
Dziś są moje urodziny. Otwieram facebooka. Pięćdziesiąt życzeń życia w zdrowiu i szczęściu, robi mi się ciepło na sercu. Fajnie, ludzie chyba mnie lubią, skoro dobrze mi życzą. Nawet ci, których znam tylko wirtualnie - takie znajomości też są ważne, silne, dobre. I nagle to:
http://www.polskatimes.pl/artykul/3918853,biezun-14letni-dominik-popelnil-samobojstwo-w-liscie-pozegnalnym-napisal-jestem-zerem-video,id,t.html#komentarze
Czternastoletni chłopiec ma dość życia, popełnia samobójstwo. Ma dość życia, które się jeszcze nie zaczęło. Na zdjęciu ładny, delikatny, zadbany chłopiec. W wieku mojej córki. Czternaście lat, tak mało, tak krótko. W klasie lubiany, w podstawówce dobry uczeń, w gimnazjum zaczynają się kłopoty... Odkąd stworzyli to dziwadło pod tytułem gimbazy zastanawiałam się jak ustrzec przed tym dziadostwem moje dzieci. Przy starszej poszło automatem: nadwrażliwa, delikatna, chowana pod szkłem, poszła do szkoły prywatnej i taką skończyła na ostatniej klasie gimnazjum. Prywatna to prywatna, się płaci, się wymaga, jakoś poszło chociaż pamiętam spiny: z dziećmi, nie z rodzicami, rodzice okazali się mądrymi opiekunami. Młodsza- dusza artystki, znowu delikatna, ale z powodu choroby lokomocyjnej niemożliwy dojazd do warszawskiej prywaty. I ze względu na drastyczny spadek dochodów. Lokalne gimnazjum, niby najlepsze w okolicy, ale różnie bywa. Dziecko z pięknym kolorem sarniego brązu na głowie - nieprzeciętny kolor drażni gimbazę, jest hejt, płacz i wieczorne zbrojenie na następny dzień. Przetrwaliśmy dwa lata, został ostatni.
I rusza ci wyobraźnia: a gdyby to Twoje dziecko nie wytrzymało psychicznie? Podejrzewam, że połowa jest na granicy histerii, hormony wariują, huśtawka nastrojów to tylko preludium. A tu bach: zmieniasz środowisko i musisz się w nim odnaleźć. A za trzy lata, jak już ogarniesz ten temat; znowu bach! I znowu przeprowadzka. Tym razem do szkoły średniej. I miotamy tymi dziećmi, wystawiamy je na próbę. Niektóre kończą się tragicznie, jak w przypadku tego chłopca, zadbanego , delikatnego, który nie wchodził nikomu w drogę. I przypomniał mi się wykład jednego z księży podczas jednej prelekcji o złym gender (poznawczo trzeba tam bywać, bo postulaty wroga znać trzeba). I słuchałam jak żaba grzmotu, że jak bóg stworzył człowieka jako chłopa to musi być chłopem ten chłop a nie chodzą takie dziwadła nawet w sejmie (to o posłance Grodzkiej). I wracają dzieci do domu a potem do szkoły, idą na religię (zaprawdę nie wiem po co) a po religii - znęcają się nad kolegą. Bo tego uczy bogobojny ksiądz: że chłop to ma być chłop a nie jakiś delikatny i zadbany. Chłopu mają śmierdzieć pachy a włosy mają być w nieładzie a najlepiej na zapałkę - jak z wojska. Bo chłop to chłop. I wychodzą bogobojni ludziska z kościoła i gnoją wszystkich niechłopów, którym nie jedzie spod pach. I dokopać innemu. Jaka tęcza? Tęcza to zło! Homoseksualizm nie istnieje! Takich trzeba leczyć (to księża - oni stawiają najlepsze diagnozy, szkoda, że nie leczą raka). I idą dzieciska do szkoły i dają czadu - przecież słyszeli w niedzielę, a potem na religii kapłanka mówiła.... Najsłabsi nie dają rady, czują , że doszli do ściany. A to dopiero czternaście lat. Tyle życia przed nimi. Przetrwają najsilniejsi, ci śmierdzący pod pachami - prawdziwe chłopy. Jeee! Chcemy takich? Ja nie, dziękuję, nie chcę śmierdziela w domu na kanapie przed telewizorem. A co jest NAJGORSZE, NAJOBRZYDLIWSZE I TO, CO SPOWODOWAŁO, ŻE PIERWSZY RAZ W ŻYCIU MOJE URODZINY STAŁY SIĘ KOSZMAREM? Komentarze pod artykułem: i "dobrze że zdechł" nie odniosę się do tego, bo nie warto brudzić sobie klawiatury, ale to pokazuje CZYM się stajemy, bo z pewnością nie KIM. Obwiniam kościół, obwiniam debilny system edukacyjny, który poniewiera tym niedojrzałym, rozedrganym materiałem jak workami z cebulą. Wstyd mi za was, klechy, wstyd mi za wszystkich, którzy się z wami zgadzają. Wstyd mi za każdego kretyna, który jest nauczycielem z rozdartą gębą. Każdy, który przyczynił się do śmierci chłopca - do piekła! Tyle wam życzę w dniu moich urodzin. A mamie chłopca współczuję jak nikt na tym świecie: ja mam córcię w wieku jej synka. I zbieżność imion: Dominik i Dominika... Ja ją ciągle mam i walczę co dzień, żeby dała radę. Współczuję Pani, jak nikt na świecie. nic więcej nie mogę zrobić.
Na pohybel czarnym i czerwonym, jak mawiał Franz Maurer i Olo Żwirski. Na pohybel! Za śmierć dziecka....
Dziś kolczyków nie będzie, bo to moje urodziny.
http://www.polskatimes.pl/artykul/3918853,biezun-14letni-dominik-popelnil-samobojstwo-w-liscie-pozegnalnym-napisal-jestem-zerem-video,id,t.html#komentarze
Czternastoletni chłopiec ma dość życia, popełnia samobójstwo. Ma dość życia, które się jeszcze nie zaczęło. Na zdjęciu ładny, delikatny, zadbany chłopiec. W wieku mojej córki. Czternaście lat, tak mało, tak krótko. W klasie lubiany, w podstawówce dobry uczeń, w gimnazjum zaczynają się kłopoty... Odkąd stworzyli to dziwadło pod tytułem gimbazy zastanawiałam się jak ustrzec przed tym dziadostwem moje dzieci. Przy starszej poszło automatem: nadwrażliwa, delikatna, chowana pod szkłem, poszła do szkoły prywatnej i taką skończyła na ostatniej klasie gimnazjum. Prywatna to prywatna, się płaci, się wymaga, jakoś poszło chociaż pamiętam spiny: z dziećmi, nie z rodzicami, rodzice okazali się mądrymi opiekunami. Młodsza- dusza artystki, znowu delikatna, ale z powodu choroby lokomocyjnej niemożliwy dojazd do warszawskiej prywaty. I ze względu na drastyczny spadek dochodów. Lokalne gimnazjum, niby najlepsze w okolicy, ale różnie bywa. Dziecko z pięknym kolorem sarniego brązu na głowie - nieprzeciętny kolor drażni gimbazę, jest hejt, płacz i wieczorne zbrojenie na następny dzień. Przetrwaliśmy dwa lata, został ostatni.
I rusza ci wyobraźnia: a gdyby to Twoje dziecko nie wytrzymało psychicznie? Podejrzewam, że połowa jest na granicy histerii, hormony wariują, huśtawka nastrojów to tylko preludium. A tu bach: zmieniasz środowisko i musisz się w nim odnaleźć. A za trzy lata, jak już ogarniesz ten temat; znowu bach! I znowu przeprowadzka. Tym razem do szkoły średniej. I miotamy tymi dziećmi, wystawiamy je na próbę. Niektóre kończą się tragicznie, jak w przypadku tego chłopca, zadbanego , delikatnego, który nie wchodził nikomu w drogę. I przypomniał mi się wykład jednego z księży podczas jednej prelekcji o złym gender (poznawczo trzeba tam bywać, bo postulaty wroga znać trzeba). I słuchałam jak żaba grzmotu, że jak bóg stworzył człowieka jako chłopa to musi być chłopem ten chłop a nie chodzą takie dziwadła nawet w sejmie (to o posłance Grodzkiej). I wracają dzieci do domu a potem do szkoły, idą na religię (zaprawdę nie wiem po co) a po religii - znęcają się nad kolegą. Bo tego uczy bogobojny ksiądz: że chłop to ma być chłop a nie jakiś delikatny i zadbany. Chłopu mają śmierdzieć pachy a włosy mają być w nieładzie a najlepiej na zapałkę - jak z wojska. Bo chłop to chłop. I wychodzą bogobojni ludziska z kościoła i gnoją wszystkich niechłopów, którym nie jedzie spod pach. I dokopać innemu. Jaka tęcza? Tęcza to zło! Homoseksualizm nie istnieje! Takich trzeba leczyć (to księża - oni stawiają najlepsze diagnozy, szkoda, że nie leczą raka). I idą dzieciska do szkoły i dają czadu - przecież słyszeli w niedzielę, a potem na religii kapłanka mówiła.... Najsłabsi nie dają rady, czują , że doszli do ściany. A to dopiero czternaście lat. Tyle życia przed nimi. Przetrwają najsilniejsi, ci śmierdzący pod pachami - prawdziwe chłopy. Jeee! Chcemy takich? Ja nie, dziękuję, nie chcę śmierdziela w domu na kanapie przed telewizorem. A co jest NAJGORSZE, NAJOBRZYDLIWSZE I TO, CO SPOWODOWAŁO, ŻE PIERWSZY RAZ W ŻYCIU MOJE URODZINY STAŁY SIĘ KOSZMAREM? Komentarze pod artykułem: i "dobrze że zdechł" nie odniosę się do tego, bo nie warto brudzić sobie klawiatury, ale to pokazuje CZYM się stajemy, bo z pewnością nie KIM. Obwiniam kościół, obwiniam debilny system edukacyjny, który poniewiera tym niedojrzałym, rozedrganym materiałem jak workami z cebulą. Wstyd mi za was, klechy, wstyd mi za wszystkich, którzy się z wami zgadzają. Wstyd mi za każdego kretyna, który jest nauczycielem z rozdartą gębą. Każdy, który przyczynił się do śmierci chłopca - do piekła! Tyle wam życzę w dniu moich urodzin. A mamie chłopca współczuję jak nikt na tym świecie: ja mam córcię w wieku jej synka. I zbieżność imion: Dominik i Dominika... Ja ją ciągle mam i walczę co dzień, żeby dała radę. Współczuję Pani, jak nikt na świecie. nic więcej nie mogę zrobić.
Na pohybel czarnym i czerwonym, jak mawiał Franz Maurer i Olo Żwirski. Na pohybel! Za śmierć dziecka....
Dziś kolczyków nie będzie, bo to moje urodziny.
piątek, 15 maja 2015
Uchodźcy z Polską w tle
Dziś nie jestem wściekła, dziś nie jest mi wstyd za krajan. Ja nawet nie jestem oburzona. Dziś, drodzy państwo, ręce mi opadły. Czytam, że ludzie z Afryki uciekają z całym dobytkiem, z dziećmi, czasami nawet z żywiną, byle dalej od przeklętego czarnego lądu. Byle bliżej do miejsca, gdzie cię w nocy nie zasiepią maczetą, gdzie nie odetną żonie piersi i nie zgwałcą wszystkich córek jakie masz i nie porwą chłopców do "armii" miejscowego watażki. Gdzie jest wody pod dostatkiem. I może jest też miejsce dla nich, dla uciekinierów. Może będzie dach nad głową, może wreszcie spokojna, przespana noc i dzień, w którym każdy będzie mógł się wykąpać i napić do syta. Może znajdzie się miejsce, gdzie nieszczepione czarne dzieci będą mogły nauczyć się czytać i liczyć. Ludzie uciekają w lukach ładunkowych starych łodzi, w brudzie, w ścisku, byle dalej od miejsca, gdzie są mordowani, prześladowani, zmuszani do wyznawania religii albo zabijani za odmowę klepania pacierzy. Nie, nie są szczepieni, bo dlaczego mieliby być? Czy Ministerstwo Zdrowia Algierii, Somalii czy Sierra Leone kupuje szczepionki dla swoich obywateli? Może czasem dostaje od WHO albo ONZ. Ale rzadko wykorzystuje. Z różnych względów. Polityka panująca na kontynencie afrykańskim przeraża. Tam życie ludzkie znaczy tyle co życie wołu. Tylko, że wół nie umie strzelać. Nie ma ludzkiej godności i poszanowania. Masz broń - masz posłuch, bo przecież strach to nie szacunek.
I płyną ci nieszczęśnicy do Europy - bo tu słyszeli, że jest raj: nikt do nikogo nie strzela, nie pali domów ani nie zmusza do modlitwy 6 razy dziennie. Podobno w Europie można spokojnie żyć.
Lata osiemdziesiąte zeszłego wieku, środek Europy, Polska. Dwoje dorosłych i dziecko śpiesznie pakuje walizę. Jedną, bo nie mają więcej, wszystko sprzedali: pokój z kuchnią po babci, szafę i regał, nawet na wersalkę znalazł się chętny. Został tylko komplet kryształowych kieliszków, "kiedyś po nie wrócimy, to po babci, jedyne, co ocalało" i czego nie chcieli sprzedać. Pośpiesznie wsiadają do samochodu kolegi i jadą 400 km na lotnisko Chopina w Warszawie. Stamtąd lecą do USA, na lipne zaproszenie do "rodziny", lecą na "urlop" trzeba tylko dobrze odegrać swoje role. Walizki nie będą sprawdzać, bo co można z Polski wywieźć do Ameryki? W paskach od spodni wszyte dolary - wszystkie kupione na czarnym rynku, byle tylko nie grzebali tam, na miejscu , w Chicago.
Udaje się uciec, pierwsza wizyta w kraju - po 20 latach, dziecko skończyło Princeton jako najlepsza studentka na roku. Pracuje dla korporacji, rodzice - polscy inżynierowie - również, on jest dyrektorem w firmie komputerowej, dom na przedmieściu, dwa samochody - standard. Przyjeżdżają do Polski, bo tęsknią za najbliższymi i ... za smakiem jedzenia. Jedzenie w USA jest niedobre, plastikowe, wielokrotnie przetworzone. Czy żałują ucieczki? Nie, nigdy nie żałowali tej decyzji, żyje im się dobrze, nie utrzymują kontaktów z polonią, mają międzynarodowe towarzystwo - większość uciekinierzy z krajów, w których nie dało się normalnie żyć, wieża Babel. Nikt ich nie prześladuje, nie mówi spieprzaj z mojego kraju. Amerykanie, Austriacy, Włosi pomogli wieku Polakom uciekającym z kraju przed i po stanie wojennym.
Rok 2015, Polska. Unia informuje, że ze względu na wielką falę emigrantów z Afryki i masowe utonięcia w morzu śródziemnym, trzeba wyciągnąć do uciekinierów pomocną dłoń. Stworzyć miejsca dla uchodźców. Tak jak dla nas kiedyś: obozy dla uchodźców we Włoszech, w Austrii - o tych wiem, znam ludzi, którzy w nich byli. Uciekli przed "komuną", przed więzieniem za Solidarność. Jesteśmy członkiem Unii, dzięki niej mamy dostęp do wielu uczelni w Europie, dostajemy pieniądze na nowe autostrady, szkoły, na innowacje i rozwój, na rolnictwo. Nie mówię, że za darmo, nie mówię, że nie bez zobowiązań.
Ale jesteśmy w Unii i musimy przyjąć uchodźców. I rzygać mi się chce, jak słyszę, że to brudasy i nie szczepią swoich dzieci. Niektórzy polscy rodzice też nie szczepią i co ? Wypędzimy ich do Afryki? Wszyscy u nas - mimo swobodnego dostępu do wody, są czyściochami? Śmierdzieli i brudasów można spotkać wszędzie, u nas również. I tych niemyjących się też wypędzimy?
Mamy szansę pomóc ludziom uciekającym przed głodem, biedą , reżimem i nie wiadomo czym jeszcze. Pomóc po ludzku. Kraj, w którym jest co najmniej połowa głęboko wierzących w boga (nie w kościół, w boga) pisze takie komentarze w necie, że strach mnie ogarnia i panika. Jesteśmy narodem potworów. Po co potwory co niedziela lecą do wielkich budowli z krzyżem na wieży? Poudawać że są dobrzy? Że kochają ptaszki, kwiatki, bozię i innych ludzi?
Rzygac mi się chce jak czytam nienawiść, nie widzę jej tylko czytam.
Wiecie w ogóle co to jest litość?
Nic nie wiecie. I macie przyjąć tych ludzi z godnością.
Skąd wiecie, że są śmierdzielami i leniwcami? Leniwemu chciałoby się przechodzić tę potworną drogę ucieczki? Leń woli siedzieć pod palmą i poczekać aż ONZ zrzuci jedzenie, albo orzech palmowy sam spadnie na ziemię. Leń zostaje, bo mu się nie chce zarobić na "bilet"do lepszego życia.
A Ty, polski patrioto, katoliku, zastanów się czasem nad sobą. I przypomnij sobie, kiedy ktoś ci ostatnio pomógł. Teraz możesz się odwdzięczyć. Samolubna nędzna jednostko. Może Twój bóg w którego tak wierzysz i którego tak chętnie co niedzielę próbujesz oszukać, doceni ten jeden sensowny gest i kto wie, może nawet trafisz do nieba, może nawet nie kociego.
I płyną ci nieszczęśnicy do Europy - bo tu słyszeli, że jest raj: nikt do nikogo nie strzela, nie pali domów ani nie zmusza do modlitwy 6 razy dziennie. Podobno w Europie można spokojnie żyć.
Lata osiemdziesiąte zeszłego wieku, środek Europy, Polska. Dwoje dorosłych i dziecko śpiesznie pakuje walizę. Jedną, bo nie mają więcej, wszystko sprzedali: pokój z kuchnią po babci, szafę i regał, nawet na wersalkę znalazł się chętny. Został tylko komplet kryształowych kieliszków, "kiedyś po nie wrócimy, to po babci, jedyne, co ocalało" i czego nie chcieli sprzedać. Pośpiesznie wsiadają do samochodu kolegi i jadą 400 km na lotnisko Chopina w Warszawie. Stamtąd lecą do USA, na lipne zaproszenie do "rodziny", lecą na "urlop" trzeba tylko dobrze odegrać swoje role. Walizki nie będą sprawdzać, bo co można z Polski wywieźć do Ameryki? W paskach od spodni wszyte dolary - wszystkie kupione na czarnym rynku, byle tylko nie grzebali tam, na miejscu , w Chicago.
Udaje się uciec, pierwsza wizyta w kraju - po 20 latach, dziecko skończyło Princeton jako najlepsza studentka na roku. Pracuje dla korporacji, rodzice - polscy inżynierowie - również, on jest dyrektorem w firmie komputerowej, dom na przedmieściu, dwa samochody - standard. Przyjeżdżają do Polski, bo tęsknią za najbliższymi i ... za smakiem jedzenia. Jedzenie w USA jest niedobre, plastikowe, wielokrotnie przetworzone. Czy żałują ucieczki? Nie, nigdy nie żałowali tej decyzji, żyje im się dobrze, nie utrzymują kontaktów z polonią, mają międzynarodowe towarzystwo - większość uciekinierzy z krajów, w których nie dało się normalnie żyć, wieża Babel. Nikt ich nie prześladuje, nie mówi spieprzaj z mojego kraju. Amerykanie, Austriacy, Włosi pomogli wieku Polakom uciekającym z kraju przed i po stanie wojennym.
Rok 2015, Polska. Unia informuje, że ze względu na wielką falę emigrantów z Afryki i masowe utonięcia w morzu śródziemnym, trzeba wyciągnąć do uciekinierów pomocną dłoń. Stworzyć miejsca dla uchodźców. Tak jak dla nas kiedyś: obozy dla uchodźców we Włoszech, w Austrii - o tych wiem, znam ludzi, którzy w nich byli. Uciekli przed "komuną", przed więzieniem za Solidarność. Jesteśmy członkiem Unii, dzięki niej mamy dostęp do wielu uczelni w Europie, dostajemy pieniądze na nowe autostrady, szkoły, na innowacje i rozwój, na rolnictwo. Nie mówię, że za darmo, nie mówię, że nie bez zobowiązań.
Ale jesteśmy w Unii i musimy przyjąć uchodźców. I rzygać mi się chce, jak słyszę, że to brudasy i nie szczepią swoich dzieci. Niektórzy polscy rodzice też nie szczepią i co ? Wypędzimy ich do Afryki? Wszyscy u nas - mimo swobodnego dostępu do wody, są czyściochami? Śmierdzieli i brudasów można spotkać wszędzie, u nas również. I tych niemyjących się też wypędzimy?
Mamy szansę pomóc ludziom uciekającym przed głodem, biedą , reżimem i nie wiadomo czym jeszcze. Pomóc po ludzku. Kraj, w którym jest co najmniej połowa głęboko wierzących w boga (nie w kościół, w boga) pisze takie komentarze w necie, że strach mnie ogarnia i panika. Jesteśmy narodem potworów. Po co potwory co niedziela lecą do wielkich budowli z krzyżem na wieży? Poudawać że są dobrzy? Że kochają ptaszki, kwiatki, bozię i innych ludzi?
Rzygac mi się chce jak czytam nienawiść, nie widzę jej tylko czytam.
Wiecie w ogóle co to jest litość?
Nic nie wiecie. I macie przyjąć tych ludzi z godnością.
Skąd wiecie, że są śmierdzielami i leniwcami? Leniwemu chciałoby się przechodzić tę potworną drogę ucieczki? Leń woli siedzieć pod palmą i poczekać aż ONZ zrzuci jedzenie, albo orzech palmowy sam spadnie na ziemię. Leń zostaje, bo mu się nie chce zarobić na "bilet"do lepszego życia.
A Ty, polski patrioto, katoliku, zastanów się czasem nad sobą. I przypomnij sobie, kiedy ktoś ci ostatnio pomógł. Teraz możesz się odwdzięczyć. Samolubna nędzna jednostko. Może Twój bóg w którego tak wierzysz i którego tak chętnie co niedzielę próbujesz oszukać, doceni ten jeden sensowny gest i kto wie, może nawet trafisz do nieba, może nawet nie kociego.
środa, 13 maja 2015
Bajka o Czerwonym Kapturku. Bez wilka, ale tylko pozornie
Dziś opowiem Wam bajkę o Czerwonym Kapturku, który zjadł Babcię. Wilka w tej bajce nie ma, chociaż nie do końca. On jest ale na zapleczu. Siedzi sobie i zaciera łapy, bo jego scenariusz zaczyna się ziszczać. Do drugiej tury wyborów przeszedł namaszczony przez wilka Czerwony Kapturek: radosny szczypiorek, który podskakuje w swym ślicznym, dobrze skrojonym garniturku i mówi, że on osobiście zajmie się sprawą pielęgniarek, przekonuje patrząc w oczy wyborcom, że zrobi wszystko, żeby było dobrze. I pewnie tak myśli, że mu się uda, bo jest wyjątkowo przekonujący, ten Czerwony Kapturek. Nie wie jednak niebogie dziecię, że Wilkowi nie chodzi o dobro pielęgniarek. Wilk jest rządny krwi, w końcu to drapieżnik a nie owieczka.
Ale co się stało w bajce z Babcią? Przecież Babcia jest zawsze najfajniejsza i w rankingu dziecięcych marzeń zawsze usadowi się na samej górze. Babcia przytula, zakleja plastrem starte kolana i piecze szarlotkę. U Babci fajnie jest na wakacjach, bo można robić wszystko, nawet dostać lody na bolący brzuch (a nie nospę jak każe durna reklama).
Niestety, Babcia, z racji wieku i powolnego odseparowania się od rzeczywistości, okazała się irracjonalna. Nie wie, jak teraz trudno o pracę, nie ma pojęcia, że za 2 tysiące nie da się utrzymać trzyosobowej rodziny a singiel z takim dochodem nigdy nie kupi sobie mieszkania. Babcia została mentalnie w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy jeszcze nie była Babcią. Szkoda, bo traci na rzecz Czerwonego Kapturka, który może i chce dobrze, ale z pewnością mu się nic dobrego nie uda. Wilk nad tym będzie czuwał. Po wygranej Kapturka spodziewajmy się pomników Lecha Kaczyńskiego i Jana Pawła II na każdym większym placu. Wilk z dwóch bogu ducha winnych ludzi zrobi Stalinów Rzeczypospolitej. Będziemy musieli klękać przed ich figurami i modlić się za ofiary smoleńskie dopóki żyje Wilk. Z tego ,co pamiętam Jan Paweł nie lubił bałwochwalstwa i nie chciał mieć swoich pomników. Zapomniano o jego woli.Albo tę wole zignorowano. A przecież większość rodaków uważa JP II za wielkiego Polaka. To dlaczego nie szanujemy jego woli i poglądów? Bo tak naprawdę mamy to gdzieś. Chcemy po swojemu i tyle, co tam czyjaś wola. Wilk tez tak chce i koniec. Jego wola jest bardziej "wolsza". Będą pomniki, będą miesięcznice, będzie religia w szkołach i hosanna w zakładach pracy. Będziemy się o wszystko musieli modlić bo partia Wilka nie zawalczy o lepszą Polskę, tylko o kult jej samej. No i na końcu: będziemy mieli króla: Jezusa. Bo premier i prezydent to mało, będziemy jedynym krajem na świecie, który ma tylu władców i taką stawkę najniższej krajowej. A kto bogatemu zabroni?
Coraz więcej ludzi twierdzi, że woli Kapturka bo może on w końcu coś zmieni.
Ja mimo wszystko stawiam na Babcię: Babcia już się wystraszyła, że Polacy na nią nie zagłosowali, że jej szarlotka to nie wszystko. Partia babci musi się teraz spiąć, bo przegra jesienne wybory. Czego zresztą tej partii życzę z całego serca, bo wcale nie interesują się życiem Polaków, chcą zrobić z naszego kraju zaplecze produkcyjne unii europejskiej. Tak, bądźmy szczerzy, powoli stajemy się kolonią unijną: niskie płace, coraz mniej praw, coraz mniej wolności. Popatrz dookoła: zapytaj ojca, czy za taką Polską tęsknił. Mój mi już powiedział, prosty robotnik: przehandlowali Polskę, dziecko, miała być wolność a ja czuję się teraz bardziej zniewolony niż za komuny. Tak mi powiedział mój 69 letni tata.
Tylko, czy chcemy do tej całej bryndzy dołożyć wściekliznę Wilka i jego watahy? Ja nie, wybieram Babcię mimo jej demencji a potem pomyślę, co zrobić do jesieni, żeby i Babcię i Wilka z jego Czerwonym Kapturkiem odstawić do lamusa. Partia Babci teraz będzie robić wszystko, żeby wygrać jesienne wybory! Polacy! Trzymamy ich w szachu! Możemy teraz wyjść na ulice i wygramy każdy spór! To jest nasz czas! Szarlotkę upieczemy sobie sami a z Wilka i Czerwonego Kapturka już pora wyrosnąć.
Czego wszystkim Polakom życzę.
I stawiam na ostrość: czerwień, czerń a zieleń jest kolorem nadziei, którą zawsze trzeba mieć:
Ale co się stało w bajce z Babcią? Przecież Babcia jest zawsze najfajniejsza i w rankingu dziecięcych marzeń zawsze usadowi się na samej górze. Babcia przytula, zakleja plastrem starte kolana i piecze szarlotkę. U Babci fajnie jest na wakacjach, bo można robić wszystko, nawet dostać lody na bolący brzuch (a nie nospę jak każe durna reklama).
Niestety, Babcia, z racji wieku i powolnego odseparowania się od rzeczywistości, okazała się irracjonalna. Nie wie, jak teraz trudno o pracę, nie ma pojęcia, że za 2 tysiące nie da się utrzymać trzyosobowej rodziny a singiel z takim dochodem nigdy nie kupi sobie mieszkania. Babcia została mentalnie w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy jeszcze nie była Babcią. Szkoda, bo traci na rzecz Czerwonego Kapturka, który może i chce dobrze, ale z pewnością mu się nic dobrego nie uda. Wilk nad tym będzie czuwał. Po wygranej Kapturka spodziewajmy się pomników Lecha Kaczyńskiego i Jana Pawła II na każdym większym placu. Wilk z dwóch bogu ducha winnych ludzi zrobi Stalinów Rzeczypospolitej. Będziemy musieli klękać przed ich figurami i modlić się za ofiary smoleńskie dopóki żyje Wilk. Z tego ,co pamiętam Jan Paweł nie lubił bałwochwalstwa i nie chciał mieć swoich pomników. Zapomniano o jego woli.Albo tę wole zignorowano. A przecież większość rodaków uważa JP II za wielkiego Polaka. To dlaczego nie szanujemy jego woli i poglądów? Bo tak naprawdę mamy to gdzieś. Chcemy po swojemu i tyle, co tam czyjaś wola. Wilk tez tak chce i koniec. Jego wola jest bardziej "wolsza". Będą pomniki, będą miesięcznice, będzie religia w szkołach i hosanna w zakładach pracy. Będziemy się o wszystko musieli modlić bo partia Wilka nie zawalczy o lepszą Polskę, tylko o kult jej samej. No i na końcu: będziemy mieli króla: Jezusa. Bo premier i prezydent to mało, będziemy jedynym krajem na świecie, który ma tylu władców i taką stawkę najniższej krajowej. A kto bogatemu zabroni?
Coraz więcej ludzi twierdzi, że woli Kapturka bo może on w końcu coś zmieni.
Ja mimo wszystko stawiam na Babcię: Babcia już się wystraszyła, że Polacy na nią nie zagłosowali, że jej szarlotka to nie wszystko. Partia babci musi się teraz spiąć, bo przegra jesienne wybory. Czego zresztą tej partii życzę z całego serca, bo wcale nie interesują się życiem Polaków, chcą zrobić z naszego kraju zaplecze produkcyjne unii europejskiej. Tak, bądźmy szczerzy, powoli stajemy się kolonią unijną: niskie płace, coraz mniej praw, coraz mniej wolności. Popatrz dookoła: zapytaj ojca, czy za taką Polską tęsknił. Mój mi już powiedział, prosty robotnik: przehandlowali Polskę, dziecko, miała być wolność a ja czuję się teraz bardziej zniewolony niż za komuny. Tak mi powiedział mój 69 letni tata.
Tylko, czy chcemy do tej całej bryndzy dołożyć wściekliznę Wilka i jego watahy? Ja nie, wybieram Babcię mimo jej demencji a potem pomyślę, co zrobić do jesieni, żeby i Babcię i Wilka z jego Czerwonym Kapturkiem odstawić do lamusa. Partia Babci teraz będzie robić wszystko, żeby wygrać jesienne wybory! Polacy! Trzymamy ich w szachu! Możemy teraz wyjść na ulice i wygramy każdy spór! To jest nasz czas! Szarlotkę upieczemy sobie sami a z Wilka i Czerwonego Kapturka już pora wyrosnąć.
Czego wszystkim Polakom życzę.
I stawiam na ostrość: czerwień, czerń a zieleń jest kolorem nadziei, którą zawsze trzeba mieć:
wtorek, 12 maja 2015
Opowiem Wam bajkę jak ktoś palił Polskę...
a zrobił to na życzenie Polaków, którzy wybrali go swoim prezydentem.
Pisałam wcześniej, że tak naprawdę prezydent nie ma wielkiej siły sprawczej jeśli chodzi o rządzenie państwem.
I to wszystko prawda.
Pamiętajmy jednak, że jesienią znów pójdziemy do urn i wtedy musimy bardzo rozważnie wybrać naszych przedstawicieli do sejmu.
Wyobraźmy sobie, co się stanie, gdy niejaki Duda Andrzej, lat 42 zostanie prezydentem Polski. Najpierw zapadnie głucha cisza u mnie w domu a za oknami - też cisza... bo w naszym okręgu wyborczym wygrał Bronek Komorowski. Nie, to nie był mój kandydat, mój nie załapał się do dogrywki. Ale cieszy fakt, że podwarszawska ludność nie chce mieć reprezentanta swojego kraju w postaci konserwy w całkiem jeszcze świeżym wieku.
Nie chce człowieka, który stwierdził, że w sprawie in vitro zadecyduje za niego episkopat! A generalnie to za in vitro powinno zamykać się ludzi do więzienia!
Nie chcę prezydenta, który uważa, że najbiedniejszym trzeba dawać za każde urodzenie dziecka 500 zł, bo wtedy rodzi patologia. Normalny człowiek wie, że 500 zł na całe życie dziecka - jego naukę i wychowanie nic nie znaczy. Tu jest potrzebny zdrowy system wsparcia dla ludzi mających dzieci - wszystkich ludzi, którzy zgłoszą taką potrzebę. Z pewnością będzie grono, które takiego wsparcia nie chce. I będzie takie, które tego potrzebuje. Tutaj jest praca do wykonania, a nie wspieranie rozrodczości ludzi nieodpowiedzialnych, których omami 500 zł, bo ile wódy można za to kupić!
Nie chcę prezydenta, który jest marionetką Kaczyńskiego Jarosława. Bo tak jest. W PiS rządzi niepodzielnie jedna osoba: JK i nikt nie ma tam nic do powiedzenia. Jarek będzie kazał Andrzejowi obrazić się na Rosję: za brata i za Smoleńsk, no to mamy konflikt zbrojny. Już społeczeństwo zapomniało co to znaczy Ruski w Polsce? Mało nam krzywdy zrobili kochani sąsiedzi? Niestety, to jest polityka - nie musimy ich kochać, ale musimy się z nimi układać, bo są tuż za miedzą i nic tego nie zmieni, chyba, że Chiny przesuną się mocno na zachód, czego też sobie zbytnio nie życzę, bo to naród nazbyt sumienny w wykonywaniu poleceń.
Nie chcę prezydenta, który najpierw mówi: Bóg a potem Ojczyzna. Nie ukrywam, że nie jestem wierząca, nie ukrywam, że od kilku lat: ochrzczony niewierca, wybierzmowany nawet. Nie dał się tylko wydać za mąż przed ołtarzem, już wtedy zaczął zadawać pytania, na które do dziś nikt mu nie jest w stanie udzielić odpowiedzi. Zatem nie chcę żyć w kraju w którym Chrystus jest królem.
Bo nie mamy króla, mamy prezydenta i premiera. Tam , gdzie są królowie nie ma prezydentów i odwrotnie. Dziwię się zatem Dudzie Andrzejowi, który uznaje aneksję Polski przez Jezusa, że wybiera się na urząd, który nie powinien mieć miejsca przy królu. Albo rybka albo akwarium.
Nie chcę prezydenta, który uważa, że ludzie homoseksualni powinni się leczyć. Sam Duda też powinien się leczyć, na homofobię.
I nie chcę kogoś kto jest tak słodko pierdzący jak on - nie ufam takim ludziom. Ktoś mi wczoraj powiedział, że Komorowski udaje liberała a nim nie jest. Nie wiem czy udaje, z tego co mówi wywnioskowałam, że nie jest liberałem, jest raczej konserwatywny w poglądach. I nie jest słodko pierdzący. Jest jaki jest, nie idealny, ale lepszy rydz niż nic.
I na koniec: jeśli teraz wygra Duda, w jesiennych wyborach wygra PiS. Bo tu już będzie efekt domina: peany na cześć, gloria i chwała bohaterom ze sztabu wyborczego.
... Jeśli dadzą radę przy tych wyborach, dostaną skrzydeł i szwungu, zrobią wszystko, pójdą jak walec, wygrają jesienią.
A ja, żyjąca nie po bożemu, w patchworkowej rodzinie, bez ślubu, spokojnie spakuję najpotrzebniejsze rzeczy i poproszę o azyl polityczny w Grecji. Tam jest teraz kryzys a ja jestem dzieckiem kryzysu, z przyzwyczajenia będzie mi w Grecji dobrze.
I co najważniejsze: tam jest ciepło i już mnie prywatna firma gazownicza PGNiG nie oszuka na gazie. Bo mi nie będzie potrzebny.
Załapię się do zbierania oliwek a potem zostanę dyrektorem pola. Dożyję tam późnych lat, spokojnie pracując do końca moich dni, bo w Grecji nie ma nimbu młodości - jak u nas.
A i naród polski odetchnie bo jednego bezbożnika mniej, to znaczy trzech bezbożników, bo ja, on i ono. Drugie ono już za chwilę wyjedzie, bo mamusia kazała uciekać daleko na studia. I ucieka. Będę tęsknić, ale zrobię wszystko żeby jedno i drugie ono tu nie wracało. Bo mają mieć szczęśliwe i spokojne życie.
Na wiecznym polu walki i zgliszcz nic nigdy nie urośnie.
To miała być bajka a zrobiła się z niej przepowiednia czarownicy.
Mimo to, pomyśl, Polsko.
Bo ja się okropnie denerwuję, czego efektem jest to:
Pisałam wcześniej, że tak naprawdę prezydent nie ma wielkiej siły sprawczej jeśli chodzi o rządzenie państwem.
I to wszystko prawda.
Pamiętajmy jednak, że jesienią znów pójdziemy do urn i wtedy musimy bardzo rozważnie wybrać naszych przedstawicieli do sejmu.
Wyobraźmy sobie, co się stanie, gdy niejaki Duda Andrzej, lat 42 zostanie prezydentem Polski. Najpierw zapadnie głucha cisza u mnie w domu a za oknami - też cisza... bo w naszym okręgu wyborczym wygrał Bronek Komorowski. Nie, to nie był mój kandydat, mój nie załapał się do dogrywki. Ale cieszy fakt, że podwarszawska ludność nie chce mieć reprezentanta swojego kraju w postaci konserwy w całkiem jeszcze świeżym wieku.
Nie chce człowieka, który stwierdził, że w sprawie in vitro zadecyduje za niego episkopat! A generalnie to za in vitro powinno zamykać się ludzi do więzienia!
Nie chcę prezydenta, który uważa, że najbiedniejszym trzeba dawać za każde urodzenie dziecka 500 zł, bo wtedy rodzi patologia. Normalny człowiek wie, że 500 zł na całe życie dziecka - jego naukę i wychowanie nic nie znaczy. Tu jest potrzebny zdrowy system wsparcia dla ludzi mających dzieci - wszystkich ludzi, którzy zgłoszą taką potrzebę. Z pewnością będzie grono, które takiego wsparcia nie chce. I będzie takie, które tego potrzebuje. Tutaj jest praca do wykonania, a nie wspieranie rozrodczości ludzi nieodpowiedzialnych, których omami 500 zł, bo ile wódy można za to kupić!
Nie chcę prezydenta, który jest marionetką Kaczyńskiego Jarosława. Bo tak jest. W PiS rządzi niepodzielnie jedna osoba: JK i nikt nie ma tam nic do powiedzenia. Jarek będzie kazał Andrzejowi obrazić się na Rosję: za brata i za Smoleńsk, no to mamy konflikt zbrojny. Już społeczeństwo zapomniało co to znaczy Ruski w Polsce? Mało nam krzywdy zrobili kochani sąsiedzi? Niestety, to jest polityka - nie musimy ich kochać, ale musimy się z nimi układać, bo są tuż za miedzą i nic tego nie zmieni, chyba, że Chiny przesuną się mocno na zachód, czego też sobie zbytnio nie życzę, bo to naród nazbyt sumienny w wykonywaniu poleceń.
Nie chcę prezydenta, który najpierw mówi: Bóg a potem Ojczyzna. Nie ukrywam, że nie jestem wierząca, nie ukrywam, że od kilku lat: ochrzczony niewierca, wybierzmowany nawet. Nie dał się tylko wydać za mąż przed ołtarzem, już wtedy zaczął zadawać pytania, na które do dziś nikt mu nie jest w stanie udzielić odpowiedzi. Zatem nie chcę żyć w kraju w którym Chrystus jest królem.
Bo nie mamy króla, mamy prezydenta i premiera. Tam , gdzie są królowie nie ma prezydentów i odwrotnie. Dziwię się zatem Dudzie Andrzejowi, który uznaje aneksję Polski przez Jezusa, że wybiera się na urząd, który nie powinien mieć miejsca przy królu. Albo rybka albo akwarium.
Nie chcę prezydenta, który uważa, że ludzie homoseksualni powinni się leczyć. Sam Duda też powinien się leczyć, na homofobię.
I nie chcę kogoś kto jest tak słodko pierdzący jak on - nie ufam takim ludziom. Ktoś mi wczoraj powiedział, że Komorowski udaje liberała a nim nie jest. Nie wiem czy udaje, z tego co mówi wywnioskowałam, że nie jest liberałem, jest raczej konserwatywny w poglądach. I nie jest słodko pierdzący. Jest jaki jest, nie idealny, ale lepszy rydz niż nic.
I na koniec: jeśli teraz wygra Duda, w jesiennych wyborach wygra PiS. Bo tu już będzie efekt domina: peany na cześć, gloria i chwała bohaterom ze sztabu wyborczego.
... Jeśli dadzą radę przy tych wyborach, dostaną skrzydeł i szwungu, zrobią wszystko, pójdą jak walec, wygrają jesienią.
A ja, żyjąca nie po bożemu, w patchworkowej rodzinie, bez ślubu, spokojnie spakuję najpotrzebniejsze rzeczy i poproszę o azyl polityczny w Grecji. Tam jest teraz kryzys a ja jestem dzieckiem kryzysu, z przyzwyczajenia będzie mi w Grecji dobrze.
I co najważniejsze: tam jest ciepło i już mnie prywatna firma gazownicza PGNiG nie oszuka na gazie. Bo mi nie będzie potrzebny.
Załapię się do zbierania oliwek a potem zostanę dyrektorem pola. Dożyję tam późnych lat, spokojnie pracując do końca moich dni, bo w Grecji nie ma nimbu młodości - jak u nas.
A i naród polski odetchnie bo jednego bezbożnika mniej, to znaczy trzech bezbożników, bo ja, on i ono. Drugie ono już za chwilę wyjedzie, bo mamusia kazała uciekać daleko na studia. I ucieka. Będę tęsknić, ale zrobię wszystko żeby jedno i drugie ono tu nie wracało. Bo mają mieć szczęśliwe i spokojne życie.
Na wiecznym polu walki i zgliszcz nic nigdy nie urośnie.
To miała być bajka a zrobiła się z niej przepowiednia czarownicy.
Mimo to, pomyśl, Polsko.
Bo ja się okropnie denerwuję, czego efektem jest to:
środa, 6 maja 2015
Likwidacja ZUS, PIT i CIT a ostatni gasi światło
Słucham Korwina i jest mi smutno. Smutek ten jest spowodowany stadem baranów, którzy cieszą się na słowa: zlikwidujemy ZUS. Nikt z cieszących się nie pomyśli o jednym: w tym molochu od 50 lat ludzie w każdym wieku produkcyjnym składają swoje obowiązkowe składki. I ci, którzy mają lat dwadzieścia i ci w wieku sześćdziesięciu dwóch lat. Ci pierwsi nie będą płakać, bo muszą nauczyć się odkładać, ale też nie do końca. Ci ostatni mają problem, bo całe życie wierzyli, że dzięki ZUS otrzymają na starość jakieś wsparcie, jakie by ono nie było, to zawsze muszą coś zapłacić. I teraz nagle - ZUSu brak, bo ludzie dobrowolnie masowo przestają wpłacać składki. Ci, co już są na emeryturach - nie otrzymują ich, bo skąd brać pieniądze? Zaczynają wyprzedawać majątek albo decydują się się na lichwiarską odwróconą hipotekę, dostają za nią 400 zł i tak pogrążają się w nędzy i wychodzą na ulice, aby żebrać. Co na to Korwin? A nic - co mnie to obchodzi? Ja się wokół rządu kręcę od 25 lat, znam wszystkich i wszyscy znają mnie, lubią mnie kobitki mimo, że mam obrzydliwie żółte sztuczne zęby, obleśny zarościk oraz mało uroczą łysinę mocno starszego pana. Który próbuje nas przekonać swoim zachowaniem, że jego chuć jest ciągle nieokiełznana.
Przepraszam, ale FUJ. No co by nie powiedzieć oferta wyjątkowo słaba i mało porywająca.
Wracamy do naszego społeczeństwa bez pręgierza ZUS, ludzie przestają wpłacać składki i zaczynają je przejadać, zdarza się wypadek, ktoś traci ręce albo nogi, renta? jaka renta? kto ją wypłaci? przecież nie ma ZUS. Co na to Korwin? A co mnie to obchodzi, trzeba było odkładać a nie wydawać. Te całe tysiąc trzysta złotych wypłaty trzeba podzielić i część odkładać. Pytanie tylko, którą część? Tę na jedzenie? (podłe z biedronki, bo na inne za mało) czy tę na rachunki, których i tak wszystkich nie da się zapłacić bo tysiąc trzysta na trzy osoby to słabiutki wynik. Ale Korwin mówi dalej: zlikwidujmy podatek dochodowy! To z czego zapłacimy panu prezydentowi jego niemałą pensję? I posłom? przecież nie będzie wpływów do budżetu, bo skąd? Państwo funkcjonuje z podatków i niedoboru budżetowego (he,he, taki żarcik) nie ma podatków - nie ma kasy, chyba, że multimilioner Korwin dorzuci coś do tobołka i poprosi swoich bogatych kolegów o to samo. A nie! przecież nie będzie żadnego nadzoru nad czymkolwiek, bo gospodarka będzie się regulować sama. Owszem taka utopia jest możliwa, jeśli nie funkcjonuje wirtualny pieniądz, derywaty i inne instrumenty pochodne, które wypaczyły już dawno zdrowy profil gospodarki światowej. Panie Korwin! do szkoły, do szkoły z powrotem! na pierwszy rok ekonomii! może być gdzieś za granicę, bo przecież polska uczelnia nie spełni pana standardów.
Odnoszę wrażenie, że pańska utopijna filozofia podoba się tym młodym nieukom: nie będziemy płacić składek - hurra! mnie też składki męczą bo są nieadekwatne do przychodów w firmach jednoosobowych i oderwane od rzeczywistości przy umowach o pracę. ale to nie jest powód, by to wszystko zlikwidować! ubezpieczenia społeczne funkcjonują w świecie wysokorozwiniętych gospodarek, tylko, że tam są one zdrowo dostosowane do realiów i rzeczywistości. To trzeba naprawić. NAPRAWIĆ a nie zburzyć. Myśmy już byli raz zburzeni. W czasie II wojny światowej. I wystarczy.
Pan Korwin jest w tym wieku, że jest już mu wszystko jedno, więc wygaduje jakieś bzdury a ludzie łykają to, jak pelikan cegłę.
Tak, moi państwo, to jest stary dziad, ma 72 lata i jak teraz narozrabia to co z tego? I tak nie pociągnie dłużej niż 10 lat, nie zdąży go ruszyć ruina, której będzie autorem. Po diabła nam takie truchło na prezydenta... Tylko po co on to wszystko robi?
Wiem! on udowadnia, że jest stary, ale jary! Czyli po nitce do kłębka doszliśmy do sedna: jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o .... sex?
FUJ.
Przepraszam, ale FUJ. No co by nie powiedzieć oferta wyjątkowo słaba i mało porywająca.
Wracamy do naszego społeczeństwa bez pręgierza ZUS, ludzie przestają wpłacać składki i zaczynają je przejadać, zdarza się wypadek, ktoś traci ręce albo nogi, renta? jaka renta? kto ją wypłaci? przecież nie ma ZUS. Co na to Korwin? A co mnie to obchodzi, trzeba było odkładać a nie wydawać. Te całe tysiąc trzysta złotych wypłaty trzeba podzielić i część odkładać. Pytanie tylko, którą część? Tę na jedzenie? (podłe z biedronki, bo na inne za mało) czy tę na rachunki, których i tak wszystkich nie da się zapłacić bo tysiąc trzysta na trzy osoby to słabiutki wynik. Ale Korwin mówi dalej: zlikwidujmy podatek dochodowy! To z czego zapłacimy panu prezydentowi jego niemałą pensję? I posłom? przecież nie będzie wpływów do budżetu, bo skąd? Państwo funkcjonuje z podatków i niedoboru budżetowego (he,he, taki żarcik) nie ma podatków - nie ma kasy, chyba, że multimilioner Korwin dorzuci coś do tobołka i poprosi swoich bogatych kolegów o to samo. A nie! przecież nie będzie żadnego nadzoru nad czymkolwiek, bo gospodarka będzie się regulować sama. Owszem taka utopia jest możliwa, jeśli nie funkcjonuje wirtualny pieniądz, derywaty i inne instrumenty pochodne, które wypaczyły już dawno zdrowy profil gospodarki światowej. Panie Korwin! do szkoły, do szkoły z powrotem! na pierwszy rok ekonomii! może być gdzieś za granicę, bo przecież polska uczelnia nie spełni pana standardów.
Odnoszę wrażenie, że pańska utopijna filozofia podoba się tym młodym nieukom: nie będziemy płacić składek - hurra! mnie też składki męczą bo są nieadekwatne do przychodów w firmach jednoosobowych i oderwane od rzeczywistości przy umowach o pracę. ale to nie jest powód, by to wszystko zlikwidować! ubezpieczenia społeczne funkcjonują w świecie wysokorozwiniętych gospodarek, tylko, że tam są one zdrowo dostosowane do realiów i rzeczywistości. To trzeba naprawić. NAPRAWIĆ a nie zburzyć. Myśmy już byli raz zburzeni. W czasie II wojny światowej. I wystarczy.
Pan Korwin jest w tym wieku, że jest już mu wszystko jedno, więc wygaduje jakieś bzdury a ludzie łykają to, jak pelikan cegłę.
Tak, moi państwo, to jest stary dziad, ma 72 lata i jak teraz narozrabia to co z tego? I tak nie pociągnie dłużej niż 10 lat, nie zdąży go ruszyć ruina, której będzie autorem. Po diabła nam takie truchło na prezydenta... Tylko po co on to wszystko robi?
Wiem! on udowadnia, że jest stary, ale jary! Czyli po nitce do kłębka doszliśmy do sedna: jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o .... sex?
FUJ.
piątek, 24 kwietnia 2015
Wybory prezydenckie i kiełbaska wyborcza
dlaczego kiełbaska a nie kiełbasa? Bo jaki kraj takie omamianie. Śmiać mi się chce jak czytam bełkot niejakiego Korwina Mikke, który zebrał całkiem spory elektorat klakierów w wieku trzydzieści minus z podkreśleniem trzydzieści minus i matura minus. Im mniej w głowie oleju i wiadomości z historii tym więcej podziwu dla Janusza Ko-Mi. Ten wpis jest po to by uświadomić nieuświadomionym, co może prezydent Polski i na co nie należy się nabierać w kampanii wyborczej. Na samym początku musimy podkreślić, że prezydent stoi na czele władzy wykonawczej. Co to znaczy? A to znaczy tyle, że on nie jest od wymyślania tylko od realizacji. Władzą wykonawczą jest Rada Ministrów i Prezydent a władzą ustawodawczą Sejm i Senat. Czyli kto co może? Sejm i Senat ustanawiają prawo czyli np. wymyślają ustawy a Rada Ministrów wdraża to w życie.
Tak najprościej rzecz ujmując.
Ze względu jednak na fakt, że Prezydent stoi na czele naszego państwa i wszędzie na świecie nas reprezentuje, może zastosować kilka chwytów i sejm przygnieść do gleby. Jakie to chwyty? Na przykład prawo weta, czyli może zablokować ustawę albo przesłać ją do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten zbadał jej prawidłowość i zgodność z Konstytucją. Tu należy też podkreślić, że Konstytucja jest dokumentem najważniejszym jeśli mówimy o prawie. Każdy paragraf każdej umowy w Polsce musi być zgodny z konstytucją, jeśli nie jest nie może być stosowany i nie może obowiązywać. Prezydent zatem kieruje takie liche pod względem merytorycznym i wszelakim innym do Trybunału, aby ten ją ocenił.
Wracamy do weta, weto jest najważniejszą bronią prezydenta i batem na niegrzeczny sejm i posłów. Co prawda sejm może uchylić weto, ale żeby to uczyć musi się ich zebrać 230 (czyli połowa bądź więcej) i spośród tych zebranych jeszcze 3/5 musi być przeciw prezydentowi. Wtedy kiszka. Poza tym nie znam takiej siły, która zmusiłaby polskich posłów do pracy w sejmie. Oni mają ważniejsze sprawy na głowie - tak mi się wydaje, gdyż ławy sejmowe wciąż świecą pustką. Czasami jest tak pusto, że z telewizora pachnie stęchlizną niewietrzonego i nieużywanego od lat pokoju gościnnego. Gdy są emitowane obrady sejmowe. Śmierdzi nieróbstwem aż miło.
No i na koniec: może ogłosić referendum, czyli głosowanie społeczeństwa nad jakimś bardzo ważnym problemem, np. referendum w sprawie wstąpienia do unii europejskiej. Było takie, przegrałam ;).
Zatem jeśli gdzieś w eterze pojawi wam się Janusz Ko-Mi wieszczący, że zniesie podatki i zlikwiduje ZUS to zaraz po tym jak przestaniecie się śmiać, wyłączcie telewizor. Szkoda czasu na brednie.
Dobrych wyborów życzę.
Tak najprościej rzecz ujmując.
Ze względu jednak na fakt, że Prezydent stoi na czele naszego państwa i wszędzie na świecie nas reprezentuje, może zastosować kilka chwytów i sejm przygnieść do gleby. Jakie to chwyty? Na przykład prawo weta, czyli może zablokować ustawę albo przesłać ją do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten zbadał jej prawidłowość i zgodność z Konstytucją. Tu należy też podkreślić, że Konstytucja jest dokumentem najważniejszym jeśli mówimy o prawie. Każdy paragraf każdej umowy w Polsce musi być zgodny z konstytucją, jeśli nie jest nie może być stosowany i nie może obowiązywać. Prezydent zatem kieruje takie liche pod względem merytorycznym i wszelakim innym do Trybunału, aby ten ją ocenił.
Wracamy do weta, weto jest najważniejszą bronią prezydenta i batem na niegrzeczny sejm i posłów. Co prawda sejm może uchylić weto, ale żeby to uczyć musi się ich zebrać 230 (czyli połowa bądź więcej) i spośród tych zebranych jeszcze 3/5 musi być przeciw prezydentowi. Wtedy kiszka. Poza tym nie znam takiej siły, która zmusiłaby polskich posłów do pracy w sejmie. Oni mają ważniejsze sprawy na głowie - tak mi się wydaje, gdyż ławy sejmowe wciąż świecą pustką. Czasami jest tak pusto, że z telewizora pachnie stęchlizną niewietrzonego i nieużywanego od lat pokoju gościnnego. Gdy są emitowane obrady sejmowe. Śmierdzi nieróbstwem aż miło.
No i na koniec: może ogłosić referendum, czyli głosowanie społeczeństwa nad jakimś bardzo ważnym problemem, np. referendum w sprawie wstąpienia do unii europejskiej. Było takie, przegrałam ;).
Zatem jeśli gdzieś w eterze pojawi wam się Janusz Ko-Mi wieszczący, że zniesie podatki i zlikwiduje ZUS to zaraz po tym jak przestaniecie się śmiać, wyłączcie telewizor. Szkoda czasu na brednie.
Dobrych wyborów życzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)